Rosyjski pilot: Tak się nie lata
Stanowczego zakazu lądowania, mimo złych warunków atmosferycznych, nie było; presji na załogę też nie było - podkreśla dziennik "Izwiestija", komentując stenogram z rozmów w kabinie prezydenckiego tupolewa. "Załoga nie nawiązała współdziałania z ziemią. Tak się nie lata" - mówi jednak doświadczony rosyjski pilot.
- Gen. Czaban: Nie wiemy, kto trzymał stery
- "Polska złamała ustalenia z Moskwy"
- Coraz głośniej o winie Rosjan. I to w Rosji
- Zniknął rosyjski kontroler. Czego się bał?
- "Stenogramy są, pytania pozostały"
- Najważniejsze pytanie: Dlaczego lądowali?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Rzeczywiście, nikt niczego im nie rozkazywał. Natomiast z organizacją lotu i załoga, i służby naziemne miały duże problemy. Nie wykonano obowiązkowych procedur" - cytuje gazeta opinię pilota doświadczalnego Aleksandra Akimienkowa.
Jako przykład rosyjski pilot wymienił to, że "nie odczytano <modlitwy>". Akimienkow wyjaśnił, że "jeszcze będąc na wysokości podróżnej załoga powinna była zebrać wszystkie dane, niezbędne do podjęcia decyzji o lądowaniu".
"Spójrzmy - o 10.09 (8.09 czasu polskiego) nawigator pyta: <Mogę kartę?>. Wychodzi na jaw, że procedura jeszcze nie jest znana; że dane lądowania zapisane są tylko częściowo. Czyli, że nie ma niezbędnych informacji, które powinny były przekazać polskie służby naziemne" - zauważył.
"Dalej - funkcje wśród załogi nie były podzielone. Kapitan powinien był zarządzić: drugi pilot steruje samolotem, ja szukam ziemi. Albo odwrotnie" - zaznaczył rosyjski pilot.
"Wysokość podjęcia ostatecznej decyzji, to 100 metrów. Jeśli nie widzisz ziemi, to trzeba odchodzić. A tutaj na 100 metrach nikt nawet się o niczym nie zająknął. A podczas zniżania wszystkie procedury zostały wykonane - i wysokość określili, i kartę odczytali. Jednak zniżanie odbywało się zbyt szybko. Na bliżej naprowadzającej radiolatarni - 1000 metrów przed progiem pasa - wysokość powinna być co najmniej 60 metrów. A oni mieli 30 metrów. W efekcie szukali ziemi, a znaleźli drzewa" - powiedział.
Akimienkow przypomniał też, że kontroler poinformował, iż nie ma warunków do przyjęcia samolotu. "Chodzi o to, że u nas i w Europie obowiązują różne podejścia do pracy kontrolerów. U nas oni wydają polecenia, a u nich - konsultują. Generalnie kontroler od początku powinien był zakazać lądowania. Jednak on - najwyraźniej z jakichś względów politycznych - pełnił tylko funkcje konsultacyjne" - wskazał.
Zdaniem pilota, "załoga nie nawiązała współdziałania z ziemią". "Nie było obowiązkowego zdania: ja, taki i taki, podjąłem decyzję, że schodzę do lądowania na waszym lotnisku. Nie było też odpowiedzi na taki raport" - zauważył.
"Słowem - zbyt wiele błędów. Tak się nie lata" - oświadczył Akimienkow.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!