Afera z nawigacją TU-154. "Bez komentarza"
Członek załogi Jaka-40, któremu 10 kwietnia udało się wylądować w Smoleńsku mówi swoje, a rosyjskie stenogramy pokazują coś innego. Ale Edmund Klich dystansuje się od rewelacji, które mówią o bezmyślnym nawigowaniu Tu-154 z wieży. Niemniej przyznał, że są rozbieżności w zeznaniach kontrolera lotu...
- Oficjalne wersje o katastrofie to bajki?
- Mamy 1300 kart akt rosyjskiego śledztwa
- Walczy o półtora miliona złotych za Smoleńsk
- Będzie pomnik ofiar katastrofy. Zobacz!
- Wiedzą, jaka była pogoda przed katastrofą
- Ekspert od Smoleńska pracował w WSI
- Prokuratorzy zbadają wyciek ze śledztwa
- Naprowadzili tupolewa na fałszywą ścieżkę?
- Brak zgody to powód katastrofy Tu-154?
- Demonstranci: PO trupach do władzy
- Bada katastrofę Tu-154. Ma wiele tajemnic
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Żadne dokumenty na to nie wskazują - tak Edmund Klich, polski przedstawiciel przy Międzypaństwowej Komisji Lotniczej (MAK), komentuje dla Polskiej Agencji Prasowej słowa członka załogi polskiego Jaka-40, który miał słyszeć, jak kontroler pozwala Tu-154 zejść na 50 metrów.
"Czytałem tę rozmowę z technikiem z Jaka. Nie wiem, czemu to ma służyć. Bez komentarza" - powiedział PAP Klich. Pytany, czy czymkolwiek da się uzasadnić twierdzenie, że
kontroler z wieży w Smoleńsku wydał załodze Tu-154 pozwolenie na zejście do wysokości 50 m., Klich odparł: "Dokumenty na to nie wskazują. Żadne".
Edmund Klich, który we wtorek przebywa w Moskwie, nie chciał się odnosić do doniesień mediów o tym, jakoby wieża w Smoleńsku dała załodze tupolewa zgodę na zejście do 50 metrów, a nie
stu - jak wynika ze stenogramu i obowiązujących tam przepisów.
Ujawnił, że MAK zamierza wystąpić o możliwość ponownego spotkania z kontrolerami lotu w Smoleńsku, by zapytać o rozbieżności. Podkreślił jednak, że MAK zrobi to na podstawie własnych materiałów, a nie informacji medialnych.
Polski ekspert akredytowany przy MAK poinformował, że cały czas trwają prace nad rozszyfrowaniem nierozpoznanych wcześniej wypowiedzi zarejestrowanych na tzw. czarnych skrzynkach z tupolewa. "Cały czas jest nad tym praca i są jakieś wyniki, ale ja ich nie mam. W niedługim czasie pewnie je dostanę" - powiedział Klich.
Powtórzył zarazem, że na takie badania potrzeba wiele czasu. "Ja od początku mówiłem o roku. Teraz trzeba pytać tych, którzy chwalili się, że zrobią szybciej, skoro wcześniej tak się chwalono, że szybko to zrobią" - mówił.
Zarazem Klich przyznał, że "w analizie" jest kwestia rozbieżności w zeznaniach kontrolera lotu ze Smoleńska co do tego, czy "prowadząc" polski samolot do lądowania rzeczywiście go widział - bo raz mówił, że widział, a innym razem, że nie.
"My (MAK - PAP) wystąpiliśmy o kolejne wysłuchania i będziemy to badali. Będziemy to robić według swoich materiałów, a nie medialnych doniesień - kiedy już będziemy mieli dane, to odpowiednie osoby zostaną przez nas zaproszone" - powiedział Klich.
Według opublikowanej we wtorek na portalu tvn24.pl rozmowy z Remigiuszem Musiem, technikiem pokładowym z załogi Jaka-40, który 10 kwietnia wylądował w Smoleńsku przed katastrofą polskiego tupolewa, kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze prezydenckiego samolotu na zejście do wysokości 50 m - podczas gdy z opublikowanego stenogramu wynika, że kontroler miał zezwolić na zejście do stu metrów.
Remigiusz Muś w wywiadzie twierdzi, że już po wylądowaniu Jaka-40, pozostając w kabinie, słyszał przez radio rozmowę między załogą Tu-154 i kontrolerem i słyszał wyraźnie, że kontroler miał zezwolić na zejście do "wysokości decyzji" 50 m, na której załoga miała zdecydować, czy wyląduje. Według Musia, również załoga Jaka dostała zgodę na zejście do 50 m, podobnie jak załoga rosyjskiego Iła z funkcjonariuszami ochrony, który po nieudanej próbie lądowania odleciał na inne lotnisko.
Płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej powiedział we wtorek PAP, iż już w pierwszej fazie postępowania przygotowawczego polscy prokuratorzy wojskowi przesłuchali całą załogę samolotu Jak-40. "Mamy bardzo szerokie zeznania załogi" - powiedział Artymiak i dodał, że kwestie poruszone w wywiadzie "to nie jest sprawa nieznana prokuraturze".
Artymiak poinformował także, iż nagrania z Jaka-40 zabezpieczono niezwłocznie po wszczęciu śledztwa. "Prokuratura dysponuje całością tego nagranego materiału do chwili wyłączenia magnetofonu na pokładzie samolotu z uwagi na brak awaryjnego zasilania, brak akumulatorów" - dodał. Muś mówił m.in.: "na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym, jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko, magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe".
W wywiadzie Muś potwierdza, że polskie załogi wiedziały, iż na lotnisku w Smoleńsku obowiązuje 100 m jako wysokość decyzji.
Z kolei według wcześniejszych informacji "Rzeczpospolitej", pomocnik kierownika kontroli lotów Wiktor Anatoliewicz Ryżenko był w Rosji przesłuchiwany w tym samym czasie przez dwóch różnych śledczych - co ma wynikać z protokołów, które są już w dyspozycji polskich śledczych. Ryżenko, który sprowadzał polski samolot w ostatniej, tragicznej fazie lotu, w jednym protokole przesłuchania m.in. twierdzi, że przy odległości 1,1 km (poprawione na 1,5 km) tuż przed podaniem polskiej załodze komendy wzywającej do przerwania lądowania, widział na monitorze Tu-154. W drugim zaś zeznał, że przy odległości 1,5 - 1,7 km nie widział już samolotu na monitorze.


























~Tu nie ma jakieś dziwnej niezgodności2010-12-07 08:43
Jest jeddyne tłumaczenie dwóch przesłuchań w tym samym czasie. Próba fałszowania wypowiedzi. Czas przesłuchań mógł byc wstawiany w dowolnym okresie czsu tzw. dtowanie wsteczne. Nie wiadomo nawet czy drugi raz był przesłuchiwany, może nie było potrzeby. Brak polskiego prokuratora przy przesłuchiowaniu mści się na wiarygodności.
~darek2010-07-15 10:30
ciekawe czy kontroler lotu z wiezy jeszcze zyje
~żarówa2010-07-11 20:25
NIc nie rozumiem.
Minimum lotniska to 100m. Załoga o tym wiedziała.
Kontroler mógł zezwalać nawet na 10m. Załoga nie miała prawa się posłuchać.
~Waldi2010-07-10 19:56
Zejście na wysokość 50 metrów to wyrok śmierci na 154 i jego pasażerow
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!