Według "Rz" w 2016 r. wdowa po generale Kiszczaku dobrowolnie przekazała IPN dokumenty, m.in. teczkę t.w. "Bolek"; nie przeprowadzono przeszukania w willi - śledczy nie sprawdzali, czy wdowa miała w domu jeszcze inne akta b. SB.

Dziennikarze analizowali dokumenty ze śledztwa Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, który w ub. tygodniu umorzył śledztwo w sprawie podrobienia przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa na szkodę Lecha Wałęsy dokumentów umieszczonych w teczce personalnej i teczce pracy tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek.

"Rz" przypomniała, że śledczy uznali, iż 53 dokumenty - większość uzyskanych w lutym 2016 r. z willi byłego szefa MSW - w tym zobowiązanie Lecha Wałęsy do współpracy z SB, pokwitowania odbioru pieniędzy i doniesienia agenturalne - jest autentyczna. Podrobienie stwierdzono jedynie w odniesieniu do sześciu dokumentów, ale śledztwo w tej sprawie umorzono, bo doszło do przedawnienia czynów.

Gazeta zwraca uwagę, że działania prowadzone były przez prokuratora IPN, na podstawie ustawy o Instytucie. Uzyskano wówczas łącznie sześć worków różnego rodzaju dokumentów. Z protokołu sporządzonego wówczas przez prokuratora IPN, do którego dotarła "Rz", wynika, że do przeszukania willi generała jednak nie doszło, ponieważ materiały dobrowolnie wydała... Maria Kiszczak - zaznaczono w artykule.