Relację z tego spotkania przedstawił w swoich wspomnieniach Jacek Kuroń - pisze tygodnik i opisuje okoliczności, w jakich Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński spięli się i ostro pokłócili. Poszło o kandydaturę na premiera po pierwszych wolnych wyborach jesienią 1991 roku. Pamiętne spotkanie odbyło się w Belwederze.

Jak opisywał to Kuroń, zaczęło się od tego, że na spotkanie liderów Unii Demokratycznej, Kongresu Liberalno-Demokratyczego i Porozumienia Centrum prezydencki minister Mieczysław Wachowski wniósł tacę z kieliszkami i butelką brandy. Oznaczało to więc, że okazja była wyjątkowa, bo Lech Wałęsa nie przepadał za alkoholem. Atmosfera serdeczności szybko jednak pryska, kiedy prezydent ogłosił, że na premiera desygnowany zostanie Bronisław Geremek.

Na to gwałtownie zaprotestował Jarosław Kaczyński.

Jak ja bym był premierem rządu, za którego kadencji zyski budżetu obniżyły się do 40 procent przewidywanych, tobym się schował - zdenerwował się prezes PC, kierując tę uwagę pod adresem Jana Krzysztofa Bieleckiego, ustępującego premiera. - Co ty byś zrobił w gospodarce, to ja nie wiem, bo nie miałeś okazji spróbować - odparował Wałęsa i zarzucił Kaczyńskiemu, że za czasów jego szefowania Kancelarii Prezydenta nie zadbał o pozbycie się z niej komunistycznych urzędników.

Przecież to wy doprowadziliście do tego, że leciałem z siekierą na swoich najbliższych przyjaciół! - puściły Wałęsie nerwy. - Rozpocząłem wojnę na górze, a nie miałem racji! To ty obiecywałeś dekomunizację! Ty obiecywałeś przyspieszenie! Ja głupi uwierzyłem we wszystko! Naopowiadałem ludziom, i co? Mam się teraz powiesić, bo nie dotrzymałem?

Jak relacjonuje "Newsweek", powołując się na wspomnienia Jacka Kuronia, obaj politycy zaczęli gwałtownie się przekrzykiwać. Zanim Jarosław Kaczyński wyszedł, trzaskając drzwiami, usłyszał od Wałęsy: - Zajmie się tobą prokurator!

Jeszcze zobaczymy, kim się zajmie - odpowiedział na to Kaczyński.