Kaszmir to wyjątkowo tolerancyjne miejsce. To ziemia islamu, hinduizmu, buddyzmu i chrześcijaństwa - Tamim Baba jak zwykle wychwala pod niebiosa swój Kaszmir, region na pograniczu Indii, Pakistanu i Chin.

Rzeczywiście w Śrinagarze odbył się jeden z najważniejszych soborów buddyjskich, przez dolinę Kaszmiru ciągnęły zastępy misjonarzy sunnickich i sufich, a w grocie Amarnath znajduje się linga, symbol boga Śiwy, do której co roku pielgrzymują tysiące hindusów. - Tutaj przybył nawet kiedyś Jezus Chrystus - Tamim mówi znienacka jak rasowy przewodnik reklamujący swoje miasto. Widząc zainteresowanie, ciągnie dalej: - Naprawdę, w Śrinagarze jest jego grób. Ale zaraz dodaje, że dla muzułmanina to jednak grzech tak powiedzieć. Jezus, czyli Isa, jest bowiem uznawany za jednego z najważniejszych proroków w islamie. Muzułmanie wierzą, że Isa nie został ukrzyżowany, ale wstąpił wprost do nieba.

Na zachód od jeziora Dal, kaszmirskiej Wenecji, gdzie można zamieszkać na łodziach-hotelach, w części starego miasta zwanego Khanyar znajduje się rzekomy grób Jezusa. Oficjalnie to „dargah”, grobowiec świętych mędrców islamu. W niepozornym budynku o zielonej wieżyczce i dachu pochowano Hazrata Youze Asifa i Syeda Naseera-ud-Dina.

Za historią stoi Mirza Ghulam Ahmad, założyciel ruchu Ahmadiya, sekty muzułmańskiej z XIX wieku, która głosi, że Jezus nie został ukrzyżowany, lecz zbiegł do Indii. Według Ahmada imię świętego mędrca - Youze Asif - miało być miejscową wersją wymowy imienia Jezusa. Dowodem miały być odciski stóp mężczyzny w kamieniu ze śladami po ukrzyżowaniu, znajdujące się w grobowcu. Nikt jednak nie potwierdził znaleziska. Po jakimś czasie Mirza Ahmad poszedł dalej ze swoją teorią, ogłaszając się reinkarnacją Jezusa, a potem hinduskiego boga Kryszny.

Biznes turystyczny idzie kiepsko, więc ludzie wymyślają takie rzeczy - śmieje się Mohammad Wani, kierowca autorikszy. - Jasne, że to grzech, ale z tych mniejszych - dodaje. Od kilku miesięcy w Kaszmirze trwają niepokoje i protesty, w których zginęło ponad 80 osób i turyści omijają szerokim łukiem ten region.

W 2002 r. amerykańska pisarka Suzanne Olsson pojawiła się w Śrinagarze, twierdząc, że jej rodzina pochodzi z linii Jezusa z Nazaretu, i zażądała badań DNA. Komitet opiekujący się grobowcem nie pozwolił na badania, zamiast tego wywiesił tablicę odpierającą argumenty Olsson. Po aferze pozostał niesmak, a grobowiec zamknięto dla odwiedzających.

Legendy o podróżach Jezusa z Nazaretu do Indii pojawiały się regularnie w XIX wieku. Jedną z najbardziej nośnych rozpowszechnił obywatel rosyjski Nikołaj Notowicz, urodzony w Kerczu na Krymie syn rabina. Twierdził, że w klasztorze Hemis znalazł zapiski o mędrcu Isie, który w wieku 13 lat wyruszył z Jerozolimy w stronę Indii. Za teorią miała przemawiać luka w Ewangeliach o życiu Jezusa. Nie ma informacji, co się z nim działo między 13. a 30. rokiem życia.

Według Notowicza po kilku latach Jezus miał dotrzeć do Hemis i studiować tam buddyzm. Rewelacje Notowicza nie wytrzymały jednak krytyki Friedricha Maxa Muellera, światowej sławy orientalisty, który skonfrontował historię z naczelnym lamą klasztoru. Lama zaprzeczył również, jakoby w ogóle Notowicz odwiedził klasztor.

Tak, turyści opowiadają sobie takie historie - mówi Thomas Beck, turysta z Niemiec, który kilka razy odwiedził Indie i tę część Himalajów. - Łatwo znaleźć analogie między nauczaniem historycznego Buddy i Jezusa, między historią dzieciństwa Kryszny i Jezusa. Szczególnie w tzw. uduchowionych Indiach takie porównania działają na wyobraźnię - tłumaczy.

W Waranasi, świętym mieście hinduizmu, widziałem ludzi twierdzących, że są samym Jezusem. To się chyba nazywa syndrom jerozolimski - dodaje.

Z Delhi Paweł Skawiński