Nie dowiecie się, kim właściwie jest Yvonnick Denoel - pisze w posłowiu do "Sekretnych wojen Mossadu" Vincent V. Severski, polski pisarz i były oficer wywiadu, który sam publikuje pod pseudonimem. - Historyk, specjalista od służb specjalnych, autor kilkunastu książek? - wylicza Severski. - Trudno znaleźć jego zdjęcie lub choćby jakieś ślady biografii. Imię i nazwisko, pod którym publikuje, to pseudonim - jak sam twierdzi - daje mu to dużą swobodę pisania - podkreśla.

"Sekretne wojny Mossadu" to książka, którą warto polecić miłośnikom tajnych operacji szpiegowskich z historii najnowszej. Porwanie hitlerowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna w Argentynie w 1960 roku to najsłynniejsza akcja izraelskiego wywiadu. Yvonnick Denoel pomija ją jednak milczeniem, skupia się za to tych, które sam Mossad wolałby przemilczeć. Uwagę poświęca również wątkowi polskiemu i pokazuje, jak agent Mossadu wpadł w ręce naszych służb.

Tajna operacja zaczęła się w styczniu 2010 roku, gdy grupa izraelskich agentów posługujących się fałszywymi paszportami, głównie europejskimi, wylądowała w Dubaju. Wysłał ich szef Mossadu Meir Dagan po konsultacjach z premierem Benjaminem Netanjahu. Jednak w przypadku fiaska operacji, żaden z izraelskich polityków ani oficerów nie przyznałby się do agentów. Byli zdani sami na siebie. Cel: Mahmud Mabhuh, syryjski agent znajdujący się na czarnej liście wrogów Izraela. W latach 90. był głównym zaopatrzeniowcem bojowników z Hamasu, jako szef Jednostki 101 Hamasu zamordował na pustyni Negew dwóch izraelskich żołnierzy, czym pochwalił się potem w telewizji Al-Dżazira.

Co ważne, już raz wymknął się śmierci, gdy w 2008 roku jechał po jednej dróg w Sudanie w konwoju wiozącym irańskie rakiety. Izraelski dron namierzył i ostrzelał ciężarówki, jednak Mabhuh uszedł z życiem. Teraz nie miał prawa ocaleć.

19 stycznia o godzinie 20.25 Mabhuh wrócił do pokoju w hotelu "Rotany". Po chwili komando wtargnęło za nim. Agenci wstrzyknęli mu środek obezwładniający mięśnie, udusili poduszką i ułożyli w pościeli, jak do snu. Zaciągnęli nawet zasłony i jak pisze Yvonnick Denoel - na drzwiach wywiesili tabliczkę "Do not disturb".

Ciało następnego dnia odkryła pokojówka. W tym czasie agenci Mossadu byli już za granicą.

Na tym jednak nie koniec. 4 czerwca 2010 roku w ręce polskich służb w Warszawie wpadł niejaki Uri Brodsky, izraelski adwokat. Oczywiście to nie było jego prawdziwe nazwisko. Jak się szybko okazało, współpracował z jednym z członków komando likwidatorów, przebywającym w Niemczech Michaelem Bodenheimerem, ukrywającym się również pod fałszywą tożsamością. Jak twierdzi autor "Sekretnych wojen Mossadu", Brodsky wpadł tylko dlatego, że posługiwał się paszportem na nazwisko znane już europejskim służbom. Gdyby wjechał do Polski, używając nazwiska Warin, jak robił to już wcześniej, prawdopodobnie uniknąłby zatrzymania.

Polski sąd wydał Brodsky'ego Niemcom, a ci skazali go - ale tylko za sfałszowanie niemieckiego paszportu - na grzywnę 60 tysięcy euro.

To tylko jeden z licznych szpiegowskich epizodów, po które sięga Denoel sięga w swojej książce. Jest w niej zresztą więcej smaczków. Odkrywa między innymi podwójne życie wielkiego filmowego producenta Hollywood, ujawnia powiązania finansistów z handlarzami bronią i technologiami, pokazuje mechanizmy wyprowadzania tajnych funduszy i wojny na sfałszowane pieniądze, poświęca również sporo uwagi najbardziej aktualnym sprawom, czyli zaangażowaniu w konflikt na Bliskim Wschodzie.

Jak dowodzi Yvonnick Denoel, Mossad zawsze potrafi pozostać w środku gry. Nawet jeśli inne wywiady nie zdają sobie sprawy, gdzie i o co toczy się gra.

Yvonnick Denoel, "Sekretne wojny Mossadu", Wydawnictwo Czarna Owca 2013