On znał skrajności: albo poświęcać się, albo dominować - pisze o uczuciach Józefa Stalina do żony i dzieci historyk Jerzy Besala w książce "Miłość tyranów". Na początku XX wieku przyszły dyktator był zupełnie innym człowiekiem niż zapamiętała go historia. Młody rewolucjonista i zagorzały przeciwnik caratu miał dwie pasje - był po uszy zakochany w swojej żonie Kato oraz bezgranicznie oddany sprawie rewolucji. Jednak Kato nie mogła zaznać przy nim szczęścia. Zbyt często stawiał ją na drugim miejscu.

Kato, czyli Jekaterina Swanidze, piękna, czarnowłosa siostra przyjaciela Józefa Stalina jeszcze z czasów, gdy zasięgał nauk w seminarium duchownym, zawładnęła sercem Soso, jak nazywano przyszłego dyktatora.

Soso bardzo ją kochał - wspominał przyjaciel Stalina z Gori, którego słowa przytacza Jerzy Besala. Stalin znajdował także czas na zabawę z synem Jakowem, którego "całował, łaskotał w nos i pieścił". Ale gdy w grę wchodziły sprawy rewolucji, rodzina szła w odstawkę. Nieraz na długie tygodnie.

Żona, dziecko, przyjaciele byli w porządku, jeśli nie przeszkadzali mu w pracy i patrzyli na wszystko tak jak on. Trzeba znać Soso, ażeby zrozumieć jego miłość - opowiadał współtowarzysz Stalina.

Ta właśnie despotyczna miłość powoli wykańczała Kato. Dziewczyna zapadła na depresję, wkrótce doszły do tego choroby somatyczne, chudła z dnia na dzień i opadała z sił. Być może trawiła ją gruźlica. Soso zbyt późno dostrzegł, że jego żona odchodzi. Przyjechał do niej dopiero wtedy, gdy leżała na łożu śmierci w Tyflisie, czyli dzisiejszym Tbilisi.  Zmarła 22 listopada 1907 roku, w wieku zaledwie 22 lat. Przyjaciele opowiadali, że Stalin płakał po jej śmierci jak dziecko. Czy to wtedy opuściły go ostatnie ludzkie uczucia, jak sam powiedział nad trumną Kato? Czy to był ten moment, który obudził w nim bestię? Czy dlatego zostawił swego syna Jakowa na 10 lat u matki Kato? Kolejny związek Stalina pokazał, jak niepełnosprawnym uczuciowo był człowiekiem.

Nadia była jego sekretarką. Poznali się w trakcie rewolucji, gdy na polecenie Lenina Stalin kierował rozstrzeliwaniami w Carycynie na południu Rosji. Pewnie jej imponował. Dzieliło ich 21 lat - on miał 39, ona 18.

W 1921 roku Nadieżda Alliłujewa urodziła mu syna Wasilija, a w 1926 roku córkę Swietłanę. Ale ich związek szybko zmierzał do przepaści. Stalinowi przeszkadzała jej neurotyczna osobowość, męczyły małżeńskie awantury. Szczególnie, kiedy po śmierci Lenina objął władzę w Rosji. - Jesteś tyranem, oto kim jesteś! Dręczysz własnego syna, własną żonę, zadręczyłeś cały naród rosyjski! - wykrzyczała mu Nadia w czasie jednej z kłótni.

Jej problemy psychiczne pogłębiało dodatkowo uwielbienie, jakim kobiety obdarzały Stalina. Miała zwyczaj krytykować w towarzystwie nie tylko jego, ale również jego politykę i sposób sprawowania władzy. Dlatego gdy 9 listopada 1932 roku znaleziono ją w sypialni w kałuży krwi, z leżącym obok pistoletem walther, podejrzenia padły na Stalina. Samobójstwu miały przeczyć duże czarne zadrapania na jej szyi. Ślady dłoni, które wskazywały na to, że Nadia została uduszona. Lekarki, które odkryły ten fakt, zasłoniły szyję nieboszczki bandażem, by uniknąć zemsty Stalina.

Nie wydaje się jednak, by dyktator pozbył się Nadii - twierdzi autor "Miłości tyranów". W czasie pogrzebu łzy płynęły po policzkach bezwzględnego Soso. Ale nawet jeśli Nadieżda zginęła z własnej ręki, wpisała się w schemat ofiary miłości tyrana. Podobnie jak Ewa Braun, kochanka Adolfa Hitlera, którą przywódca III Rzeszy poślubił tuż przed samobójczą śmiercią obojga. Podobnie jak Clara Petacci, kochanka Benito Mussoliniego, która z własnej woli ramię w ramię z włoskim dyktatorem przed plutonem egzekucyjnym.

Tyrani rządzili podobnie - bezwzględnie narzucając swą wolę poddanym. Kochali również podobnie - pozbawiając swoje kobiety możliwości decydowania o sobie. Stali się krwawymi despotami dlatego, że tak naprawdę nie potrafili prawdziwie kochać - podkreśla Jerzy Besala.

Jerzy Besala, "Miłość tyranów", Czerwone i Czarne


Czytaj także: "Stalin doceniał Piłsudskiego". Marszałek w sowieckich raportach. Historyk dla dziennik.pl >>>