Przez Prusy Wschodnie przetoczył się walec dyszącej zemstą Armii Czerwonej, po której zostały stosy trupów, tysiące zgwałconych kobiet i setki spalonych miejscowości. Radziecki żołnierz nie znał litości. Wystarczy wspomnieć słynny rozkaz dowódcy 3. Frontu Białoruskiego gen. Iwana Czerniachowskiego do żołnierzy.

Teraz stoimy przed jaskinią, z której napadł na nas faszystowski agresor. Zatrzymamy się dopiero wtedy, kiedy zrobimy porządek. Nie będzie litości dla nikogo. Kraj faszystów musi przemienić się w pustynie - napisał generał.

I sowieccy żołnierze robili wszystko, by swojego dowódcy nie zawieść. Adamczewski w swojej książce opisuje między innymi, co naprawdę wydarzyło się w wiosce Nemmersdorf, która później miała stać się symbolem sowieckich zbrodni w Prusach Wschodnich.

Niemiecka propaganda wykorzystała tę zbrodnię do swoich celów. Od tej pory każda niemiecka kobieta wiedziała, co spotka ją, kiedy wpadnie w ręce Rosjanina.

Syndrom Nemmersdorf opanował wyobraźnię milionów Niemców - czytamy w książce.

Adamczewski przedstawia relację mieszkanki RFN Adelhied Nagel, która opisała to, co stało się w niemieckiej wiosce Wildenhagen tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Mieszkańcy dokonali zbiorowego samobójstwa.

Pani Tersch, żona zarządcy majątku, zabiła całą rodzinę. Wnuka biła tłuczkiem do mięsa po głowie i poderżnęła mu gardło. Swojej córce przecięła obie ręce i uderzyła łopatą w głowę. Dwóm swoim wychowanicom, miały po osiem lat, przecięła żyły. Potem dwóm ośmioletnim wnuczkom też podcięła żyły. Kiedy przyszli Rosjanie, było już za późno. Córka prosiła o wodę. Dali jej się napić, a potem strzelili w brzuch. Zmarła. Panią Tersch, która to wszystko zrobiła, zaciągnęli pod płot i rozstrzelali (...) U Linke wisiało w szopie pięć osób i dwoje w wędzarni, u Gebauera też dwoje. U Bahrensa wisiało osiem osób. U Valentin - wszyscy martwi, pani Schmarr, żona kowala z synkami... Nie mogę wyliczyć wszystkich, było ich tak wielu

Leszek Adamczewski, Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich, Replika