Udajj i Kusajj byli jeszcze dziećmi, a już musieli uczestniczyć w egzekucjach przeciwników reżimu. Ojciec wymagał, by jego następcy na własne oczy przekonali się, na czym polega prowadzenie polityki. Saddam Husajn chciał w ten makabryczny sposób zahartować synów i ustrzec ich przed losem, jaki sam zgotował własnym wrogom, przejmując w 1979 roku władzę w Iraku w wyniku zamachu stanu. Nie jest tajemnicą, że nie zdołał zabezpieczyć panowania własnego rodu nad Irakiem, a synowie zakończyli żywot wcześniej od ojca i w bardziej tragicznych okolicznościach. Jednak zanim do tego doszło, udało mu się wyhodować dwóch bezwzględnych psychopatów.

Falaka. Słowo budzące strach w Iraku pod panowaniem rodziny Husajnów. Oznaczające narzędzie tortur przypominające średniowieczne dyby, pomocne przy wymierzaniu kary chłosty. Była to szczególnie dotkliwa tortura, ponieważ skazany na nią człowiek leżał na plecach, z nogami unieruchomionymi i wystawionymi ku górze, tak by kat mógł bez problemu bić go w pięty, powodując niewysłowiony ból. Ulubiona tortura Udajja, którą stosował za najmniejszy nawet sprzeciw, także wobec przyjaciół, o ile można mówić w jego przypadku o posiadaniu jakichkolwiek przyjaciół.

– Kiedy Udajj nie mógł uczestniczyć w chłoście, wysyłał swoich katów, żeby się nią zajęli. Ale nie chcąc pozbawiać się przyjemności usłyszenia krzyczącej z bólu ofiary, słuchał jej przez telefon – przyznawał cytowany w „Dzieciach dyktatorów” jeden z członków prosaddamowskiej partii Baas. – Udajj nie znał granic – dodawał osobisty lekarz Saddama. – Kilkakrotnie musiałem leczyć przybywających z jego wieczorków gości, których zraniono nożem, przypalono papierosami albo poddano innemu złemu traktowaniu poprzedniej nocy.

Osoby z otoczenia przywódcy Iraku opowiadały, że Udajj był również sprawcą masakry, do jakiej doszło w czasie jednego z rodzinnych świąt. Syn dyktatora wpadł wówczas we wściekłość, wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do przyrodniego brata Saddama, Ibrahima Watbana al-Tikriti, byłego ministra irackiego rządu, zabijając przy okazji kilku tancerzy umilających występami przyjęcie. Ranny dwukrotnie w nogi członek klanu trafił do szpitala.

Kiedy Udajj unosił się gniewem, nikt i nic nie było w stanie go powstrzymać. Najbardziej spektakularnej zbrodni dopuścił się w czasie dyplomatycznego przyjęcia wydanego w 1988 roku przez swego ojca w Bagdadzie na cześć państw arabskich, które stanęły po stronie Iraku w wojnie z Iranem. Niespodziewanie rzucił się na osobistego kucharza Saddama Husajna, przewrócił go i kilkakrotnie dźgnął nożem. Ciężko ranny mężczyzna zmarł w szpitalu.

Tym razem ojciec uznał, że miarka się przebrała – Udajj stanął przed sądem na jego wyraźne żądanie, choć oczywiście trudno posądzać sędziów o surowość wobec człowieka, który sam mógłby skazać każdego sędziego na najwyższy wymiar kary. Początkowy wyrok, osiem lat więzienia, szybko został więc zamieniony na zesłanie do Szwajcarii, skąd Udajj i tak musiał uciekać do Francji, kiedy znaleziono u niego nielegalną broń. Kiedy wrócił do Iraku, czekał na niego zamachowiec. 12 grudnia 1996 roku na jednej z ulic Bagdadu został siedmiokrotnie postrzelony. Gdyby nie pomoc najlepszych francuskich chirurgów, nie przeżyłby tego ataku.

Nikt nie miał wątpliwości, że starszy syn dyktatora będzie mógł zapomnieć o przejęciu schedy po ojcu. U boku Saddama został młodszy Kusajj, cichy i dyskretny. Co nie znaczy, że mniej okrutny od Udajja.

Zbrodnie Kusajja nie były tak spektakularne jak te popełniane przez jego brata. Z pozoru spokojny następca Saddama oświadczenie zdobywał, kierując irackim aparatem represji brutalnie tłumiącym powstanie szyitów. Dlatego dla przeciętnego Irakijczyka Kusajj był o wiele groźniejszym szaleńcem niż Udajj. O ile psychopatyczny sadyzm Udajja zagrażał osobom z jego bezpośredniego otoczenia, o tyle każdy mógł paść ofiarą służb, na czele których stał Kusajj, czyli „wąż”. Tak nazywała go iracka ulica. To przezwisko dobrze oddawało jego chłodny i bezwzględny charakter.

Czy dwaj oddani uczniowie przerośli swego okrutnego mistrza i skupili w sobie jego najgorsze cechy? Amerykańscy generałowie nie mieli wątpliwości. Po ataku na Irak w 2003 roku do najważniejszych dowódców sił USA trafiły komplety kart, przypominające talie najzwyklejszych kart do gry, na których armia umieściła twarze najważniejszych członków irackiego reżimu. Saddam Husajn został w niej asem pik. Udajj i Kusaj – as kier i as trefl. Nie dziwi więc zajadłość, z jaką Amerykanie próbowali dopaść całą trójkę.

Khattar Abou Diab, specjalista od zagadnień bliskowschodnich, wykładowca na Uniwersytecie Paris Sud oraz autor rozdziału poświęconemu rodzinie Husajnów dokładnie odtwarza okoliczności namierzenia i zlikwidowania obu braci. Ścigani przez amerykańskich żołnierzy, którzy latem 2003 roku kontrolowali już cały Irak, schronili się u przyjaciela ich ojca w Mosulu. 46-letni Nawaf al Zeidan najpewniej zdradził uciekinierów, tak jak podobni mu przyjaciele wielu innych upadłych dyktatorów. Bitwa komandosów z jednostki specjalnej Task Force z Udajjem, Kusajjem oraz 14-letnim Mustafą, synem Kusajja, trwała trzy godziny i zakończyła się śmiercią synów oraz wnuka Husajna. Były już dyktator Iraku kilka miesięcy później – w grudniu 2003 roku – został wyciągnięty z ciasnej ziemianki wygrzebanej w jego rodzinnej wiosce Tikrit, brudny i zarośnięty. Niemal dokładnie trzy lata później zawisł na szubienicy...

Przy życiu pozostała jego córka Raghad, uznawana dziś – jak podkreśla Abou Diab – za jedyną prawowitą następczynię klanu Husajnów. Klanu, który przynajmniej na razie nie ma szans na powrót do władzy.

Khattar Abou Diab to tylko jeden z autorów, których do współpracy przy tworzeniu „Dzieci dyktatorów” zaprosili reportażysta Jean-Christophe Brisard oraz historyk Claude Quetel. Wśród pozostałych nazwisk można znaleźć dziennikarzy, naukowców i pisarzy bliżej nieznanych polskim czytelnikom, ale wartych poznania. Poszczególne rozdziały poświęcają oni nie tylko potomkom współczesnych dyktatorów – jak wciąż panujący prezydent Syrii Baszar al-Asad czy dopiero co wybrany po raz kolejny na prezydenta Białorusi Aleksandr Łukaszenka – lecz także rodom, których panowanie dobiegło końca, jak dynastia Husajna, Kadafiego, Mussoliniego czy Pinocheta. „Dzieci dyktatorów” otwiera godna uwagi opowieść Swietłany, córki Stalina, z którą w 2008 roku spotkała się Lana Parshina, pochodząca z Rosji dziennikarka.

Wśród licznych autorów pojawia się również kilku dość interesujących publicystów, jak choćby pisarz Arnaud Duval; prof. Batolome Bannassar, znany badacz dziejów Hiszpanii; białoruski analityk polityczny Valeri Karbalevitch czy Vincent Hugeux, ceniony i nagradzany reporter francuskiego dziennika „L’Express” oraz współautor książki „Ostatnie dni dyktatorów”.

Zresztą „Dzieci dyktatorów” mają wiele wspólnego z wydanymi w ubiegłym roku „Ostatnimi dniami...”. Obie pozycje to praca zbiorowa, której główni autorzy powierzają napisanie poszczególnych rozdziałów odpowiednim ekspertom. Nadzór nad przygotowaniem „Ostatnich dni...” pełnili Diane Ducret, dokumentalistka i autorka dwuczęściowej publikacji „Kobiety dyktatorów”, oraz Emmanuel Hecht, redaktor gazety „L’Express”. Wszystkie te książki to pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się osobistymi szczegółami z życia najokrutniejszych władców i swego rodzaju przewodnik po ich reżimach. Do tego aktualny, ponieważ – jak słusznie zauważa we wstępie do „Ostatnich dni...” francuski dziennikarz Christian Makarian„światem nadal rządzą szaleńcy, a liczne narody wciąż żyją pod ich jarzmem”.

Niestety, na świecie nie brakuje również krajów, o których można napisać kolejną książkę, noszącą tym razem tytuł „Wnuki dyktatorów”.

Jean-Christophe Brisard, Claude Quetel, „Dzieci dyktatorów”, Znak Horyzont 2015