"Szlak nadziei" to najnowsza książka profesora Normana Daviesa, wydana przez "Rosikon press". Brytyjski historyk zajmujący się Polską opisuje w niej historię II Korpusu Polskiego, dowodzonego przez generała Władysława Andersa. Autor nie zatrzymał się jednak tylko na suchym opisie. Sam wyruszył szlakiem polskich żołnierzy, od Rosji przez Iran i Palestynę do Włoch. Rozmawiał z weteranami i ich rodzinami czy przyjaciółmi, a także wykorzystał nieznane dotąd materiały archiwalne.

Książka zaczyna się jednak od nakreślenia sytuacji Polaków po rozpoczęciu II wojny światowej i podziale Polski między ZSRR a hitlerowską III Rzeszę na mocy tajnego aneksu do paktu Ribbentrop-Mołotow. Profesor Davies opisuje koszmar, jakim było życie pod sowiecką okupacją. W jednej z relacji świadek wydarzeń wspomina, że z całą rodziną został wywieziony w sam środek tajgi, gdzie wszystkich więźniów wyrzucono na mróz z pociągu, nie zapewniając im żadnego schronienia. Inni mieli więcej szczęścia - trafili w regiony, gdzie mogli liczyć na pomoc lokalnej ludności.

Gdy wydawało się, że nic już nie uratuje Polaków, zesłanych przez Stalina na powolną śmierć, pomógł im drugi największy wróg Polski. Atak Hitlera na ZSRR całkowicie zmienił sytuację międzynarodową. Stalin nagle stał się pożądanym sojusznikiem, a Churchill robił wszystko, by wciągnąć zarówno ZSRR, jak i Stany Zjednoczone do wojny z Hitlerem. Równolegle z rozmowami między Londynem a Moskwą, toczyły się negocjacje polskiego rządu z Sowietami. Generał Władysław Sikorski znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Jeśli nie zgodziłby się na układ z ZSRR, straciłby zaufanie BRytyjczyków. Z kolei ugoda, jak pisze prof. Davies, narażała go na konflikt z tymi oficerami, którzy nienawidzili Stalina.

Zdecydował się jednak zawrzeć pakt z sowieckim diabłem. 30 lipca 1941 podpisano układ Sikorski-Majski. 12 sierpnia władze sowieckie ogłosiły amnestię, a dowódcą jednostek polskich, które miały być sformowane z wywiezionych Polaków mianowano generała Władysława Andersa. Dowódcy dopisało niezwykłe szczęście - w czerwcu 1941 siedział w celi śmierci na Łubiance i tylko hitlerowska agresja sprawiła, że stał się potrzebny Stalinowi. Dlatego został zwolniony.

Prof. Davies opisuje też, jak powstał sztab korpusu, jak NKWD podrzuciła swoich agentów - choćby płk. Zygmunta Berlinga - do grona dowódców jednostki. A potem zaczęto rekrutację. Okazało się, że w obozach jenieckich było tylko 24828 żołnierzy, choć początkowo pulę szacowano, jak wynika z książki na 250 tys. ludzi. Wielu z jeńców nie przeżyło bowiem katorgi, dużo ludzi znajdowało się też w stanie skrajnego wyczerpania.

Setki tysięcy ludzi nie wiedziało też o tym, że formuje się polska armia. Gdy jakimś cudem dotarły do nich informacje, zaczęła się wielka wędrówka. Kobiety z dziećmi, mężzyźni, sieroty... wszyscy starali się dotrzeć do Andersa. Bez dokumentów, przekupując sowieckich urzędników i szpicli NKWD bimbrem czy pieniędzmi, piechotą, saniami czy pociągami, robili, co mogli, by uciec przed sowieckim terrorem.

Gdy tysiące ludzi dotarło do polskich obozów, Anders i jego oficerowie zrozumieli, że nie są w stanie przyjąć ich wszystkich. Dlatego stworzono jasne zasady - każdy mężczyzna z polskim obywatelstwem i część kobiet, którzy mogli służyć ze zwzględu na stan zdrowia, trafiał do armii. Rodziny żołnierzy, jak wynika ze "Szlaku Nadziei" znajdowały się pod opieką wojska. Resztą uciekinierów miały zająć się polskie organizacje charytatywne.

NKWD robiła jednak, co mogła, by utrudnić formowanie wojska. Sowieci sprytnie rozgrywali endeków i syjonistów, starając się skłócić rekrutów. Do tego domagali się od Andersa, by tylko "narodowość polska" dawała możliwość służby w armii. Polscy Żydzi, Białorusini czy Ukraińcy mieli trafić do Armii Czerwonej. Na szczęście generał Anders nie dał się zastraszyć komunistom i odrzucał sowieckie żądania.

Prof. Davies opisuje też, jak Kreml zaczął domagać się od Andersa wysłania wojska na Front Wschodni. Dowódca II Korpusu stwierdził jednak, że ze względu na braki w zaopatrzeniu, dopiero w 1942 wojsko osiągnie gotowość bojową. Nic więc dziwnego, że Polacy jak najszybciej chcieli opuścić ZSRR i dołączyć do brytyjskich żołnierzy. Prof. Davies opisuje kolejną morderczą podróż żołnierzy i ich rodzin z Taszkientu do Krasnowodzka i Iranu. Łącznie uciekło od komunistów 114 tys. ludzi, wtym 36,5 tys. cywilów.

Autor szlaku Nadziei nie koncentruje się jednak tylko na suchym opisie wędrówek. Na podstawie archiwalnych zdjęć rekonstruuje życie w obozach przejściowych, czy dokładnie kreśli sylwetki żołnierzy Andersa - od syjonistów do endeków. Pisze kim byli, skąd się wywodzili, a także przytacza ich wspomnienia, czy opowieści ich krewnych. Nie zabrakło także opisów powstania brygady karpackiej, czy losu dzieci, które trafiły do Indii.

Brytyjski historyk opowiada o szkoleniu wojskowym i wychowaniu patriotycznym, jakiemu podlegali żołnierze. Zwraca także uwagę na to, jak andersowcy opisywali nowe, nieznane kraje, które wydawały się im egzotycznymi państwami.

Dużo uwagi profesor Davies poświęca stosunkom między armią Andersa a syjonistycznymi organizacjami. Dla Żydów, którzy walczyli o własne państwo armia, w której znajdowało się przecież tylu dobrze wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy pochodzenia żydowskiego, była darem niebios. Zaczęli więc namawiać swych rodaków do ucieczki. Żołnierze przestali więc wracać z przepustek. Generał Anders wydał więc tajny rozkaz swoim ludziom, by nie ścigano dezerterów odrzucił też brytyjskie oferty wyłapania uciekinierów. Dochodziło więc do takich sytuacji, jak  pisze historyk, że żołnierze meldowali swoim dowódcom, że uciekną z armii.

Później politykę zmieniono - by Żydom nie stwarzać problemów z brytyjską żandarmerią, nakłaniano ich do podpisania wniosku o zwolnienie z armii, które zawsze rozpatrywano pozytywnie. Nie wszyscy Żydzi zostali jednak w Palestynie. Wielu z nich pozostało w armii i do końca walczyli pod polskim sztandarem. "Gwiazdy Dawida jaśniejące na polskich cmentarzach wojskowych wśród nagrobków z krzyżem pozostają niemym świadkiem ich lojalności i złożonej ofiary" - zaznacza autor.

Profesor Davies opisuje też bitwę o Monte Cassino, Loreto czy Ankonę, chwaląc bohaterstwo i zdolności bojowe zarówno generała Andersa, jak i jego podkomendnych - nie zabrakło też rozdziału poświęconego słynnemu niedźwiedziowi Wojtkowi.

Autor opisuje też reakcje żołnierzy na jałtańską zdradę i układ Aliantów ze Stalinem. Zwykli żołnierze byli oszołomieni, pisali gorzkie wiersze i nie mogli pogodzić się z tym, że tereny, na których się wychowali staną się częścią ZSRR, a komuniści przejmą władzę w Polsce. Generał Anders złożył rezygnację na ręce prezydenta Polski i domagał się wycofania swych oddziałów z frontu. Politycy przekonali jednak generała, by został naczelnym wodzem, a II Korpus wziął jeszcze udział w walkach o Bolonię.

Po wojnie nadszedł czas na coś, co prof. Davies nazwał podróżą z "ziemi włoskiej donikąd". Żołnierze nie mogli wrócić do Polski, bo komuniści krwawo by się z nimi rozprawili. Z kolei Brytyjczycy nie chcieli, ze względu na politykę zagraniczną wobec Stalina, sprowadzić żołnierzy na Wyspy. Dlatego do końca 1946, andersowcy zostali we Włoszech. Do końca 1948 przesiedlono jednak żołnierzy do specjalnych obozów w Wielkiej Brytanii, gdzie uczono ich języka i próbowano zintegrować ze społeczeństwem - działo się to z problemami.

Z jednej bowiem strony imigranci nie chcieli stać się Brytyjczykami i woleli trzymać się we własnym gronie. Z drugiej strony, komunizujące związki zawodowe nie chciały dopuścić ich do rynku pracy. Około 60 tys. ludzi trafiło też do Australii, gdzie spotkali się ze znacznie cieplejszym przyjęciem. Jak podsumowuje prof. Davies - weterani II Korpusu, których nie złamały ani sowieckie obozy, ani hitlerowcy poradzili sobie z trudnościami. Odnaleźli swe miejsce na wygnaniu i zachowali swoją tożsamość, dumę i honor.

Podsumowując. "Szlak nadziei" to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla tych, którzy interesują się II wojną światową. To jedna z najlepszych książek dokumentujących nie tylko szlak bojowy II Korpusu, ale i opowiadająca o zwykłych ludzkich losach. Wartością dodaną są dziesiątki archiwalnych fotografii, jak też zdjęcia pokazujące to, jak dzisiaj wyglądają miejsca związane z żołnierzami Andersa. Naprawdę warto po nią sięgnąć, by poznać losy ludzi skazanych przez Sowietów na śmierć i wygnanie, których zdradzili sojusznicy, a którzy do końca życia nie dali się złamać.