Czy generał Kiszczak był człowiekiem honoru? Pytanie to stawia już w tytule swojej książki Jerzy Diatłowicki, socjolog i dziennikarz telewizyjny. Adam Michnik, w czasach PRL nieprzejednany wróg Jaruzelskiego i Kiszczaka, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości znacząco skorygował swój pogląd na obu autorów stanu wojennego.

„Przełom nastąpił podczas spotkania w Magdalence, choć wówczas obaj panowie zachowywali się jeszcze z wymuszoną grzecznością. A Michnik, było to 6 lutego 1989 roku, przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu, wręcz próbował kryć się w toalecie, żeby nie podać Kiszczakowi ręki” – pisze Diatłowicki. Michnik zasłynął potem dość kontrowersyjną opinią, przypominaną mu do dziś przez jego politycznych i publicystycznych przeciwników. W wywiadzie udzielonym Monice Olejnik i Agnieszcze Kublik na łamach „Gazety Wyborczej” przyznał, że Czesław Kiszczak „jest człowiekiem honoru”.

„Generał Kiszczak dotrzymał wszystkich zobowiązań, jakie podjął przy Okrągłym Stole. To były najważniejsze dni w jego życiu. Szef bezpieki negocjował ze swoimi więźniami. Przyjął zobowiązania i dotrzymał słowa aż do bólu. Po 1989 roku nigdy nie zawiódł zaufania” – wyjaśniał Michnik.

Diatłowicki w rozmowach z Kiszczakiem parokrotnie próbuje uzyskać od niego odpowiedź, czy jest on człowiekiem honoru i to pytanie pozostaje zawieszone w próżni do ostatniej strony książki, kiedy generał nie może już od niego uciec. Jest to również pytanie skierowane do czytelników, którym Jerzy Diatłowicki serwuje szereg interesujących szczegółów z życia Kiszczaka – począwszy od jego dzieciństwa, przez dorastanie w domu rodzinnym, drogę żołnierza przez fronty II wojny światowej i budzący najwięcej pytań i emocji okres powojenny, kiedy angażuje się w budowę polskiego komunizmu i już na samym początku swojej partyjnej kariery daje się poznać jako gorliwy oficer wywiadu wojskowego w czasie swojej londyńskiej misji, na którą wyjeżdża w 1946 roku.

„Pracowałem tam w konsulacie generalnym z grupą polskich oficerów. Było nas czterech. Dwóch z I Dywizji, w mundurach, i dwóch oficerów kontrwywiadu” – opowiada Kiszczak.

„Naszym zadaniem było filtrowanie żołnierzy zgłaszających chęć powrotu do kraju, do Polski. (...) Głównie chodziło o wyławianie żołnierzy byłej armii niemieckiej i niewpuszczanie esesmanów i volksdeutschów I i II grupy, a także ludzi zajmujących się przed wojną działalnością antykomunistyczną” – wyjaśnia i korzystając z faktu, że Diatłowicki słucha bardzo uważnie, ale nie poddaje jego słów wnikliwej weryfikacji, dodaje: „Sam namówiłem parę osób, żeby nie wracały do kraju, bo tam groziłoby im aresztowanie. Między innymi tych, którzy przyznali się do zabójstwa delegatów radzieckich na rozmowy z rządem polskim w 1920 roku” – podkreśla i jak dodaje, uprzedził również pewnego sędziego, który sądził komunistów, że „w Polsce raczej nie ma przyszłości”.

Kiszczak jako początkujący, ale dobrze się zapowiadający oficer kontrwywiadu wojskowego szybko piął się po szczeblach kariery. Całe jego życie czynnego żołnierza, jego awanse i kolejne zaszczyty można porównać do etapów w historii Polski pod panowaniem komunistów. Jako generał stoi już na najwyższych szczytach władzy, zarządza służbami, czyli jej porządkowym i zbrojnym ramieniem, ma dostęp do informacji, które do dziś pozostają tajne, a od jego decyzji zależą na przykład losy internowanych działaczy Solidarności. Dlatego szereg szczegółów, jakimi dzieli się ze swoim rozmówcą, uzupełnianych fotografiami i dokumentami także z jego prywatnego archiwum, to gratka dla badaczy dziejów PRL.

Na uwagę zasługuje rozdział poświęcony aferze „Żelazo”, a zwłaszcza zawarte w nim informacje na temat operacji „Truteń”, która miała na celu „wyeliminowanie” Adama Michnika.

Diatłowicki w rozmowie na ten temat prowokuje Kiszczaka, podsuwa tropy prowadzące do zleceniodawców, pyta na przykład o Stanisława Kanię, wieloletniego sekretarza KC PZPR, którego Kiszczak w prasowych potyczkach sam wzywał do wyjaśnienia operacji „Truteń”, wskazuje na bliską zażyłość łączącą Kanię z generałem Mieczysławem Milewskim, który w latach 1969-71 obejmujących aferę „Żelazo” był dyrektorem I Departamentu MSW zajmującego się wywiadem, a następnie wiceministrem i ministrem spraw wewnętrznych. Przypomina słowa Kani, który pytany o swoją rolę w działaniach skierowanych przeciwko Michnikowi, odpowiedział Diatłowickiemu, że „kategorycznie zakazał” służbom zajmowania się tą sprawą. Kiszczak jednak zachowuje daleko posuniętą lojalność wobec swego środowiska, niektóre pytania kwitując milczeniem, na inne udzielając zdawkowych odpowiedzi. Diatłowicki podpiera się jednak dokumentami, między innymi stenogramem z rozmowy generała z Mieczysławem Janoszem w maju 1984 roku.

Janosz był współpracownikiem służb specjalnych i – jak pisze Diatłowicki – pospolitym przestępcą. Trzej bracia, Mieczysław, Jan i Kazimierz, stworzyli gang złodziei okradający w Niemczech sklepy jubilerskie. Działali w porozumieniu i współpracy z wywiadem PRL, a dzięki temu przyzwoleniu bracia Janoszowie zaopatrywali polskie służby w zrabowane kosztowności. Dokładnie – w dwa wagony kosztowności, w tym co najmniej 100 kilogramów złota oraz drogocenne kamienie szlachetne. Ale to inne zlecenie zwróciło uwagę Kiszczaka.

Ze stenogramu cytowanego w książce wynika, że Janosz uchyla się od odpowiedzi na pytanie o szczegóły akcji i zleceniodawcę, sugerując, iż boi się o własne życie. Przyznaje jednak, że choć zlecenie przyjął, to nie podjął się tego zadania.

„Powiedziałem, żeby tego nie robić. Sprzeciwiłem się temu. Były prowadzone ze mną kilka razy rozmowy” – mówi Janosz. „O kogo chodziło” – dopytuje Kiszczak. „O pana »M.«. Jeżeli pan wie, o co chodzi, to wiemy obaj” – wije się skruszony przestępca. „O pana »M.«, to za mało jest” – dociska przesłuchujący. „Panie generale, pan dobrze wie” – stwierdza mężczyzna. „To chodziło o pana Michnika?” – konkretyzuje Kiszczak. „Tak jest. Proszę panów, skoro już doszliśmy do tego, to odpowiadam” – poddaje się Janosz.

Szczegółów na temat przygotowywanego zamachu na Adama Michnika można szukać za to gdzie indziej. Diatłowicki cytuje raport generała Jana Słowikowskiego, dyrektora I Departamentu MSW w latach 1974-81, w którym to dokumencie Słowikowski wyjaśnia okoliczności, w jakich służby podjęły kontakty z Janoszem. Przestępca miał dokonać „napadu rabunkowego” i pozbawić działacza Solidarności paszportu. Warto jednak czytać raport Słowikowskiego między wierszami.

„Daty dokładnie nie pamiętam, kiedy to otrzymałem przekazane mi ustnie przez wiceministra Milewskiego polecenie, aby uniemożliwić powrót do kraju opozycyjnego działacza Adama Michnika, który na podstawie otrzymanego stypendium »Kultury« paryskiej wyjechał do Francji. Nie widziałem możliwości, by zablokować powrót do kraju obywatela polskiego, nawet w przypadku utraty dokumentów. Zgłaszałem swe obiekcje ministrowi Milewskiemu, który poinformował, że jest to decyzja ministra Kowalczyka i należy ją zrealizować! Nawet jeśli nie uda się zablokować powrotu do kraju, to przy dobrej współpracy z wydziałami konsularnymi będziemy mogli znacznie opóźnić powrót Michnika do kraju, w sytuacji gdy utraci za granicą dokumenty”.

Po ujawnieniu afery „Żelazo” zapłacił za nią generał Milewski, którego usunięto z kręgów władzy i z partii. Czy Czesław Kiszczak znał wcześniej szczegóły przestępczego procederu? Czy miał informacje na temat planowanego zamachu na Adama Michnika? Jeśli tak, to wiedzę na ten temat zabrał do grobu. Autor książki na to wymowne milczenie generała odpowiada dokumentami i relacjami z partyjnych kręgów. Dobrym podsumowaniem jest fragment wspomnień Mieczysława Rakowskiego na temat afery „Żelazo” wynotowany z jego „Dzienników”.

Ówczesny wicepremier rządu Wojciecha Jaruzelskiego tak zareagował na informacje na temat afery „Żelazo”:

„To, co najbardziej trwoży, to wymowa faktów przytoczonych przez Kiszczaka. Wynika z nich, że w MSW istniało (a może jeszcze istnieje) bagno. Wywiad był naszpikowany facetami podejrzanej konduity: handlarze, dziwkarze »k… i złodzieje«. Najbardziej zdumiewająca jest historia braci J[anoszów], którzy rabowali sklepy na Zachodzie i łupy przesyłali do MSW. Wprawdzie Milewski mówi, że to nie było tak, że oni po prostu przyjechali, powiedzieli, że dorobili się na Zachodzi e i swój dorobek oddają Polsce Ludowej. Bajeczki dla przedszkolaków. Cała ta afera świadczy także o kompletnym rozpasaniu i bezkarności ludzi z MSW. (...) Jeśli stać ich na takie machlojki, to stać ich także na bezczelne kłamstwa, manipulowanie informacjami, wykańczanie ludzi etc. Słowem, w »dobrych rękach« jesteśmy”.

CZYTAJ TAKŻE: Adam Michnik pisze z więzienia list do Kiszczaka: Wiem, że zapłacę wysoką cenę >>>

"Człowiek honoru?", Czesław Kiszczak w rozmowie z Jerzym Diatłowickim, Prószyński i S-ka 2016