Tomasz Żółciak: "Warszawa pamięta o swoich bohaterach" - tak nazywa się zainicjowana przez pana akcja społeczna. Na czym ona polega?

Rafał Szczepański: Wszyscy pamiętamy, co dotknęło Warszawę w czasie II wojny światowej, jaką cenę przyszło jej zapłacić za bezkompromisowy patriotyzm swoich mieszkańców. Szacuje się, że ludność stolicy wskutek tamtejszych wydarzeń zmniejszyła się o 700 tysięcy. To miasto naznaczone jest więc ogromną martyrologią, o czym trzeba zawsze pamiętać. Pomagają w tym miejsca pamięci, takie jak słynne tablice pamiątkowe Karola Tchorka, stworzone z piaskowca, przedstawiające krzyż Virtuti Militari i napisy informujące, że w danym miejscu śmierć, np. przez rozstrzelanie, poniosło tyle i tyle osób. Do dzisiaj przetrwało ok. 160 takich tablic. Kilkadziesiąt zniknęło w czasach przemiany miasta - rozbierano i burzono bowiem domy, na których te tablice wisiały. Niestety dziś wiele z tych istniejących jest w złym stanie. One niszczeją tak, jak tablice nagrobne na Powązkach. Nie można dopuścić do tego, by historia naszego miasta, napisana na tych tablicach, blakła wraz z wykutymi na nich napisami. Stąd pomysł, by zwrócić uwagę władz miasta na konieczność ich renowacji, łącznie z ich otoczeniem.

Pan dostrzegł ten problem czy o pomoc poprosili Powstańcy?

Powód jest dość trywialny. Jadąc rowerem, zobaczyłem jedną taką tablicę. Była sczerniała, brzydka, zaniedbana, na dodatek jej otoczenie pozostawiało wiele do życzenia. Zastanowiło mnie, dlaczego tak się dzieje. Przecież miasto pięknieje, powstają imponujące bulwary wiślane, co bardzo popieram. Tym bardziej powinniśmy mieć właściwą empatię dla historii naszego miasta.

Miasto niedostatecznie dba o ten aspekt?

Brak należytej wrażliwości i dbałości o historię to wina nas wszystkich. Często zapominamy o takich rzeczach, to jak chodzenie na cmentarze do najbliższych tylko raz do roku. Musimy przecież pamiętać o naszych przodkach, o historii naszego miasta. Warszawa wspaniale się rozwija, ale mam wrażenie, że w tym pędzie ku nowości niedostatecznie pamiętamy o naszych korzeniach. Nie wystarczy tworzyć instytucje pamięci narodowej, które zajmować się będą wyłącznie rozliczaniem czasów PRL-u. Potrzeba nam czegoś pozytywnego. Tych tablic pamięci jest ok. 160. Musimy je odnowić, przywrócić je w miejscach, w których zniknęły. Chodzi o pozytywne krzewienie historii. Stąd potrzeba akcji społecznej. Dobrałem do tego instrument w postaci ustawy o petycjach. Wbrew temu, co się mówi, to dobra ustawa, choć rzadko wykorzystywana. Dzięki niej każdy obywatel może wystąpić do każdego urzędu z dowolnym wnioskiem. Co więcej, każdy urząd ma maksymalnie trzy miesiące na odpowiedź. Przygotowałem więc wniosek do władz miasta: Rady miejskiej i prezydent stolicy w sprawie renowacji tablic Tchorka. To muszą być godne miejsca w przestrzeni publicznej, która - mam wrażenie - daje pierwszeństwo dla ławek, trawników czy urokliwych skwerków. Tymczasem szczególnie w Warszawie to tablice pamięci narodowej powinny być dominantą dla tych miejsc. Oprócz renowacji istniejących tablic, przywrócenia na swoje dawne miejsca tych usuniętych i realizacji nowych w miejscach, które podpowiadają nam historycy, w petycji wnioskujemy o wykorzystanie przez miasto elektronicznych kanałów w edukacji o miejscach pamięci narodowej. Co to za problem przygotować w miejskich serwisach internetowych zakładkę „miejsca pamięci”, pod którą znalazłyby się wielojęzyczne informacje o tym, gdzie takich miejsc szukać i jakie wydarzenie upamiętniają? Trzeba stworzyć aplikację mobilną np. z wykorzystaniem QR kodów. To ważne, by także zagraniczni turyści poznali naszą historię i zaczęli ją doceniać, żeby pamiętali Warszawę i z tej perspektywy.

Jaki jest odzew na pana akcję?

Robiłem wszystko, by rozpropagować akcję wśród warszawiaków. Stąd pomysł, by petycja została także przedstawiona mieszkańcom, by poniekąd stali się oni jej współautorami. Jestem też w stałym kontakcie z naszymi Powstańcami. Wielu z nich to długowieczni ludzie, ale nie ma co ukrywać, że czas dla nich biegnie szybciej. Trzeba więc się spieszyć. Bo jeżeli dziś czegoś nie zrobimy, będziemy mieli problem moralny wobec nich. Oni nas mobilizują i popierają. Wśród partnerów wspierających akcję jest najstarsza spółdzielnia spożywców - WSS Społem Śródmieście, mająca 148 lat tradycji. W swoich sklepach rozwiesili plakaty i ulotki, można też u nich składać podpisy. W akcję zaangażowała się też firma Warexpo, która za darmo udostępniła swoje nośniki informacyjne. Udało się też przeprowadzić akcję zbierania podpisów na stadionie Legii Warszawa, i to z wielkim sukcesem.

A miasto?

Jesteśmy w roboczym kontakcie. Na staranie się o patronat ze strony władz miasta nie było czasu. To nie był nasz priorytet.

Ile podpisów udało się zebrać?

Wczoraj złożyliśmy petycję z ponad 5 tys. podpisów poparcia. To całkiem duża grupa, zważywszy, że nie mówimy o akcji zakrojonej na jakąś szczególnie szeroką skalę, lecz o działaniach de facto prywatnych. Tym bardziej że dziś nie jest łatwo namówić ludzi do złożenia podpisu. Ludzie często pytają, czy to jakaś akcja polityczna, która partia to popiera, czy ktoś chce się na tym wypromować itd. A to tylko czy aż akcja społeczna, którą rozpoczęliśmy kilka tygodni temu. Po złożeniu petycji dalej będziemy otwarci na głosy poparcia i podpisy. Chcemy kontynuować zbiórkę do 2 października.

Może do tego czasu miasto odpowie już na złożoną wczoraj petycję?

Zakładam, że będzie to priorytet dla władz stolicy. Takie deklaracje już padły. Tym bardziej, że wydatek poniesiony w związku z renowacją tablic i miejsc pamięci byłby właściwie niewidoczny w skali całego miasta, którego budżet to kilkanaście miliardów złotych rocznie. Rozmawiałem już z Przewodniczącą Rady Miasta, panią Ewę Malinowską-Grupińską, która zapewniła mnie i Powstańców, że sprawa zostanie potraktowana pierwszoplanowo. Uważamy, że dla miasta jest to wręcz obowiązek, bo w ustawach samorządowych a także w konstytucji jest stwierdzone, że odpowiedzialne organy władzy publicznej, w tym samorządy, muszą dbać o spuściznę i tradycję historyczną. Mamy szansę udowodnić sobie i pokoleniom, które przyjdą po nas, że traktujemy to poważnie. Zbliżająca się 100 rocznica odzyskania niepodległości powinna być dla nas dodatkowym bodźcem.