Temperatura tej rozmowy rosła z każdą minutą. Monika Olejnik próbowała ustalić w jaki sposób NCS kontaktowało się ze swoimi partnerami przy organizacji meczu: PZPN, FIFA, reprezentacją Anglii oraz resortem sportu i czy organizator był poinformowany o tym, że będzie padać i mecz może się nie odbyć.

Z odpowiedzi Wojtasia wynikało, że pomiędzy NCS a PZPN nie było żadnej oficjalnej wymiany dokumentów. Przy każdej sprawie komunikowali się ze sobą szeregowi pracownicy. 

Prawdziwa awantura rozpętała się jednak, kiedy Monika Olejnik zapytała, czy o tym, że dachem nie można było operować podczas deszczu NCS informowało delegata FIFA.

Ja tego osobiście nie robiłem, ale osoby, które zajmują się przygotowaniem obiektu, zarówno po naszej stronie jak i organizatora, doskonale o tym wiedziały - odpowiedział Robert Wojtaś.

Ale ja nie pytam, czy ktoś wiedział. Ja pytam, czy są dokumenty, że państwo zawiadomili pisemnie delegata FIFA? - zapytała po raz kolejny Monika Olejnik. Szef NCS nie odpowiedział na to pytanie.

Pani redaktor, w dzień meczu o 10 odbyło się komisyjne odebranie boiska. Był przedstawiciel FIFA, sędziowie i przedstawiciele drużyn. Wtedy już były opady deszczu, delegaci stwierdzili, że wszystko jest gotowe do meczu - mówił Wojtaś.

Czy powiedział pan delegatowi FIFA, że jeśli zacznie bardziej padać, to nie będzie można zamknąć dachu? - dopytywała dalej Olejnik

Rozmawiałem z delegatem FIFA wczoraj - odpowiedział Wojtaś.

Wczoraj to już jest post-factum. Czy może pan precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie: czy wtedy we wtorek powiedział pan oficjalnie, na piśmie, że dachu nie będzie można zamknąć? - po raz czwarty próbowała dowiedzieć się dziennikarka.

Ja nie muszę mówić tego bezpośrednio przedstawicielowi FIFA, bo o tym wiedzą organizatorzy - odpowiedział szef NCS.

Pan jest gospodarzem stadionu i pan jest za to odpowiedzialny - powiedziała Monika Olejnik i po raz piąty zapytała, czy informował pozostałe instytucje o braku możliwości zamknięcia dachu w czasie deszczu.

Oczywiście, że osoby, które kontaktowały się operacyjnie, przekazywały tę informację. My z tymi ludźmi przygotowujemy już ósmy mecz na Narodowym. Za każdym razem jest taka sama procedura. To zespoły operacyjne wymieniają się informacjami na odprawach przedmeczowych - wyjaśniał Robert Wojtaś.

Mnie nie interesują rozmowy przy piwku, a dokumentacja - odpowiedziała Monika Olejnik.

Robert Wojtaś tłumaczył, że komunikacja w sytuacjach awaryjnych odbywa się drogą radiotelefoniczną i przez telefony komórkowe.

Szef NCS tak samo wił się jak piskorz, gdy padło pytanie o to, czy kontaktowano się z ministerstwem sportu.

Czy minister sportu wiedziała, że pan uprzedza, że jest deszcz, a PZPN i FIFA nie przyjmują tego do wiadomości? - zapytała Monika Olejnik.

Nie demonizujmy. Sytuacja była... - zaczął mówić Wojtaś.

Czy rozmawiał pan z panią minister, czy nie? - próbowała znowu dziennikarka.

Jeszcze raz powiem, zaraz pani redaktor odpowiem. My mówimy: będzie padał deszcz i rekomendujemy zamknięcie dachu. W odpowiedzi słyszę, że ani trener, ani zespoły, ani obserwator FIFA nie chcą zamknięcia dachu, bo gra w deszczu jeszcze nikomu nie zaszkodziła - mówił Wojtaś.

Czy powiadomił pan minister sportu o tym, że może być deszcz? - pytała kolejny raz wyraźnie zdenerwowana Olejnik.

Pani minister wiedziała, że jest deszcz. Zaczęło padać o 14 - uniknął odpowiedzi Wojtaś.

A kiedy pan powiedział pani minister, że proponuje pan zamknięcie dachu? - dopytywała nadal Olejnik.

Rozmawialiśmy. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to był poniedziałek czy wtorek... - odpowiedział znów szef NCS.

I powiedział pan pani minister, że proponujecie zamknięcie dachu? – upewniła się Monika Olejnik. To nie jest... ja pani wytłumaczę - ponownie nie odpowiedział jej rozmówca.

Nie czuje pan tej kompromitacji? – zapytała wreszcie dziennikarka. Nie - odpowiedział Wojtaś.

Gdybym była premierem Donaldem Tuskiem, to bym pana zwolniła - dodała dziennikarka i... zakończyła wywiad.