Na zmianę: „Sexy clip”, „Dzień dobry, skarbie”, „Kuka dance”, „Dessous show PL” i telezakupy – tak wygląda dzienny program austriackiej telewizji Hallo TV, która w połowie czerwca zaczęła nadawać także w Polsce. W dzień raczej nic specjalnego się nie dzieje, w miarę grzeczne pokazy tańca o zabarwieniu erotycznym, a dziewczyny jak na standardy przemysłu pornograficznego ubrane są jak w środku zimy. Ramówka, jak sama stacja przekonuje, jest lifestyle’owa, a więc niekodowana i dostępna przez satelitę.

Wszystko zmienia się po godzinie 23. Life style przeradza się w erotykę, i to w wersji hard. Tę część ramówki można jednak odbierać tylko za pomocą specjalnej karty dekodującej sygnał. Koszt: 29,90 euro plus 5,80 za przesyłkę, ale w zamian telewidz ma nieograniczony dostęp do nocnej rozrywki, i to już na zawsze, a przynajmniej tak długo, jak Hallo TV będzie nadawała na obecnych zasadach.

Na razie jednak nie ma co liczyć na wykupienie dostępu do tej stacji. Telecommunication Niessl GmbH z Wiednia, czyli właściciel stacji, informuje na stronie internetowej, że „pierwsze 10.000 Smartcard’s na nasz wieczorny program zostały sprzedane. Przygotowaliśmy już następne zamówienia. Niestety, czas oczekiwania wynosi 8 do 10 tygodni” (pisownia oryginalna).

Entuzjastyczna reakcja na mało znaną pornostację z Austrii nie zaskakuje ludzi z branży telewizyjnej. – Oficjalnie nie komunikujemy o pakietach erotycznych dostępnych w naszej sieci, bo to nie jest najlepsza reklama. Ale prawda jest taka, że stacje z pornografią wciąż mają niemałą grupę wiernych widzów, którzy od lat dodatkowo za nie płacą. Ze wszystkich dostępnych u nas pakietów właściwie tylko HBO i Canal+ generują większe zyski – mówi nam rzecznik jednej z sieci telewizyjnych i kategorycznie prosi, aby jej nazwa w żadnym wypadku nie padła w kontekście pornografii.

Jak mówią fachowcy, Hallo TV to soft, raczej erotyka niż prawdziwa pornografia. Bardziej pożądana jest właśnie ta druga, czyli stacje, które prezentują całą dobę hard na poważnie. – Oczywiście to zawsze była nisza, ale taka, która daje całkiem niezłe zyski. Nie oszukujmy się, porno to biznes taki sam jak inne stacje telewizyjne – mówi Janusz Sulisz, redaktor naczelny „SAT Kuriera. Magazynu telewizji cyfrowej”, a także właściciel jednego z większych w Polsce sklepów z elektroniką potrzebną do satelitarnego i cyfrowego odbioru telewizji. Opowiada, że kart do odbioru kanałów erotycznych jest na polskim rynku 8–10. Zazwyczaj na każdej z nich jest pakiet 3–10 stacji podzielonych na bloki, np. z seksem homo i hetero. – Kosztują od kilkuset złotych do nawet tysiąca i działają przez konkretny czas, zazwyczaj pół roku lub rok. Jeszcze pięć lat temu miesięcznie sprzedawaliśmy ich grubo ponad setkę. Teraz dobrze jest, jak rozejdzie się chociaż połowa tego. Sporo potencjalnych klientów zaczęło kupować je na Allegro. Jednak mimo ogromnej konkurencji internetu, w którym przecież można znaleźć nagrania coraz lepszej jakości, właściwie z każdym możliwym fetyszem, porno w telewizji wciąż ma swojego wiernego widza – opowiada Sulisz.

Wszystko zaczęło się od „Pocałunku”

Kryzys uderzył w różowe media tak samo jak w tradycyjne. Dziesiątki mniejszych i większych wytwórni, a także stacji telewizyjnych, szczególnie z okolic Los Angeles, stolicy wszelkiej produkcji filmowej, zostało po prostu zmiecionych z rynku albo przejętych przez większych graczy.

Podstawowy powód to oczywiście internet. Według bardzo delikatnych szacunków w sieci działa dziś jakieś 25 mln stron z pornografią, a generują one już 12 proc. światowego ruchu internetowego. Sebastian Anthony, analityk z magazynu ExtremeTech, uważa, że ta imponująca statystyka i tak jest zaniżona. Rok temu szacował ją na 30 proc. ruchu. – Największe strony z pornografią przegrywają pod względem popularności tylko z Facebookiem i Google’em – twierdzi Anthony. Podlicza: Xvideos, największa na świecie pornograficzna witryna, ma 4,4 mld odsłon i 350 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, a według Google Data w pierwszej piątce rankingu najpopularniejszych stron erotycznych są jeszcze: PornHub (2,5 mld odsłon), YouPorn (2,1 mld), Tube8 (970 mln), LiveJasmin (710 mln). Łącznie miesięcznie daje to ponad 11,5 mld wejść poszukiwaczy seksu online. Dla porównania cała Wikipedia generuje miesięcznie 8 mld odsłon. – Internet powstał właśnie dla pornografii – podsumowuje Anthony.

Identycznie mówiono o takich wynalazkach, jak: zdjęcia, kolorowe magazyny, komiksy, filmy, telewizja, polaroidy czy domowe kamery wideo. Pierwszy film o charakterze erotycznym, klasyczny już „Pocałunek” Williama Heisa, miał premierę w 1896 r. w Nowym Jorku i trwał w zależności od wersji 16–51 sekund. Księża, feministki i krytycy byli oburzeni „praktykami pornograficznymi”, a wytwórnia Edison Company została zmuszona wycofać film z dystrybucji. Równie wielki skandal wywołała seksowna Hedy Lamarr w filmie „Ekstaza” z 1933 r. Najpierw wychodziła naga z jeziora, by kilka scen później przeżyć bodajże pierwszy w historii kina orgazm. To były początki. Od tamtej pory przemysł erotyczny wykonał tygrysi skok.

Wynalezienie telewizji miało w tym swoją ogromną rolę. To, czego oglądanie na dużym ekranie było kłopotliwe, stało się znacznie bardziej przystępne w zaciszu domowym. Szczególnie odkąd pojawiły się technologie pozwalające na wygodne opłacenie dostępu do wybranych stacji czy filmów. I to rozwój telewizji pociągnął za sobą rozkwit naprawdę profesjonalnego przemysłu erotycznego, o którym można mówić od lat 70. XX w. Przemysłu z inwestorami, konsolidacjami, przejęciami i upadłościami. Oraz z ambicjami na coraz większą ekspansję.

Chyba najlepszy przykład to creme de la creme różowej telewizji – Playboy TV. Konsorcjum Playboya na otwarcie swojego kanału zdecydowało się na początku lat 80., czyli na początku złotego okresu dla stacji erotycznych. The Playboy Channel wystartował w 1982 r. Od początku działał w oparciu o miesięczną subskrypcję, szybko doszła jeszcze opcja pay-per-view, czyli opłata za pojedyncze filmy. Hugh Hefner przywiązywał do nowej inwestycji ogromną wagę, zatrudnił osobny pion marketingowy tylko dla stacji telewizyjnej, osobny pion sprzedażowy i zainwestował ogromne środki w produkcję filmów. Playboy TV, bo na taką nazwę zdecydowano się po kilku latach, szybko stała się wiodącą telewizją z tego segmentu. Nadawała w blisko czterdziestu krajach świata i odpowiadała za blisko połowę obrotów całego pornokonsorcjum.

Nic dziwnego, że w ślady Playboya poszli inni producenci i zamiast pojedynczych filmów stworzyli całe kanały. We własne stacje zainwestowały Hustler i Penthouse, ale zaczęły się też erotyzować programy dotychczas rozrywkowych stacji. Tak było choćby z Viewer’s Choice, która ruszyła w 1988 r. Po pięciu latach lekkiej rozrywki i wieczorem lekkiej erotyki zmieniła nazwę na Hot Choice i zaproponowała Amerykanom trochę ostrzejsze filmy.

Co kraj, to pornografia

Wraz z rozwojem rynku ruszył też lobbing, by stworzyć nowym telewizjom lepsze warunki nadawania. W Stanach Zjednoczonych szczególnie daje im się we znaki prawo. W znacznej części stanów twarda pornografia wciąż jest niedozwolona. Mimo lat nacisków na polityków nie udało się tego zmienić. Stacje telewizje poradziły sobie z tym i nadają z tych miejsc, gdzie są legalne, a odbierać można je przecież wszędzie.

W połowie lat 90. poprzedniego wieku przemysł erotyczny rozpoczął też kampanię w Unii Europejskiej. Producenci naciskali na brytyjski rząd, by nakłonił Komisję Europejską do poluzowania zasad dotyczących pornografii. Chodziło o to, by można ją było łatwiej nadawać za pomocą telewizji satelitarnych i kablowych. Szczególnie lobbował za tym brytyjski odpowiednik Hugh Hefnera – David Sullivan, jeden z najbogatszych Brytyjczyków, przez lata właściciel największych gazet sportowych w Wielkiej Brytanii – „Daily Sport” oraz „Sunday Sport”. Swoje imperium medialne Sullivan równie mocno jak na piłce nożnej oparł na erotyce. Już w latach 70. jako 25-latek razem z biznesowym parterem Davidem Goldem założył sieć porno shopów, a potem rozszerzył działalność o magazyny dla dorosłych i, jak to mówią Amerykanie, blue movies. Do połowy lat 70. Sullivan i Gold kontrolowali ponad połowę brytyjskiego rynku magazynów erotycznych, wyprodukowali osiem pełnometrażowych filmów, a sieć ich shopów liczyła już ponad 150 punktów.

W latach 80. Sullivan wpadł na pomysł stworzenia satelitarnego kanału erotycznego. Zdobył koncesję dla Babylon Blue, ale to była raczej stacja lifestyle’owa z nagraniami soft, sportem, a nawet zwykłymi filmami. A on chciał więcej: koncesji na całą Europę, i to na ostro. Do tego potrzebna była zmiana prawa unijnego.

Problemy były nie tylko z Sullivanem. Pojawiało się coraz więcej stacji erotycznych, które właściwie nadawały jak chciały, np. Eurotica stworzona przez firmę The Adult Channel i TV Erotica nadawana z Danii. Obie nie miały w oficjalnych planach nadawania na Wyspach, jednak nadawały za sprawą (teoretycznie) pirackich kart. Jak wyliczała prasa, w 1995 r. po kilku miesiącach dostęp do The Adult Chanel wykupiło 160 tys. Brytyjczyków.

W Europie spór toczył się o to, które państwo powinno ponosić odpowiedzialność za takie stacje i pilnować, by nie przekraczały już daleko przesuniętych granic. Wielka Brytania uważała, że odpowiada za to kraj, w którym stacja otrzymała licencję. Inne państwa Unii i Komisja Europejska – że ten, w którym jest zarejestrowany właściciel kanału. Gdy spór toczył się na dobre, wybuchła sprawa stacji Red Hot Dutch, kanału pornograficznego, który rząd Wielkiej Brytanii zablokował w latach 1992 i 1993. Stacja nadawała przez całą dobę bardzo ostre, nawet jak na dzisiejsze standardy, filmy. Na tyle ostre, że wzbudziły społeczne oburzenie. Tyle że Red Hot Dutch miała siedzibę w Manchesterze, a nadawała z Holandii. Brytyjczycy wiedzieli więc, że nie mogą zablokować kanału w tradycyjny sposób, bo byłoby to sprzeczne z tym, jak sami do tej pory traktowali przepisy unijnej dyrektywy audiowizualnej. Zamiast tego zakazano po prostu sprzedaży dekoderów niezbędnych do oglądania tej stacji. Red Hot TV zaskarżyła tę decyzję przed sądem, ale przegrała proces. Rząd Holandii też nie mógł nic z tym zrobić, bo siedziba firmy była w Wielkiej Brytanii.

Jednak właśnie ten spór skłonił pornonadawców z Europy i rządy państw Unii do stworzenia bardziej przejrzystych zasad nadawania erotyki. Wypracowano ogólne przepisy: kanały ogólnodostępne do odbioru satelitarnego czy kablowego erotykę mogą pokazywać dopiero w paśmie chronionym (w zależności od kraju po godzinie 22 albo 23), wyraźnie oznaczoną i w wersji soft. Hard porno jest dopuszczalne tylko w kanałach blokowanych, możliwych do odbioru dla widzów posiadających specjalne dekodery, lub w telewizjach kablowych dla widzów, którzy takie kanały będą chcieli odbierać. Porządku pilnuje kraj, w którym stacja uzyskała koncesję.

Era Kena i Frytki

I tak europejskie sieci kablowe i platformy cyfrowe wprowadziły kanały pornograficzne do swojej oferty, a narodowi kontrolerzy stanęli na straży zamkniętego dla nieletnich dostępu do niepożądanych treści. Mimo to co jakiś czas wybuchają spory o granice pokazywania seksu w telewizji. Głośna była kara nałożona w 2002 r. przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na TVN. Juliusz Braun, ówczesny przewodniczący KRRiT, nakazał stacji zapłacenie 300 tys. zł kary za emisję reality show „Big Brother Bitwa”. Chodziło o pokazanie przed godziną 23 erotycznych ekscesów Frytki i Kena. Canal+ w 2003 r. otrzymał karę w wysokości 100 tys. zł za emisję przed godziną 23 filmu Spike’a Lee „Malaria”, a stacja TV4 – 10 tys. zł za emisję erotycznej kreskówki „Przygody Freya w kosmosie”.

Najgłośniejszy w Polsce spór wybuchł w 2004 r., kiedy rada nałożyła na Canal+ karę 70 tys. zł za emisję 20-minutowego filmu pornograficznego. Lew Rywin, ówczesny szef stacji, oświadczył wtedy, że telewizja kodowana ma prawo pokazywać takie filmy, bo jest na nie społeczne zapotrzebowanie, i utrzymywał, że ukarany film wcale nie był pornograficzny, tylko erotyczny. Ostatnio liczba kar za erotykę się zmniejszyła, ale nadal się zdarzają. Trzy lata temu rada pogroziła palcem TVP 2 za odcinek „Pytania na śniadanie”, w którym rozmawiano o... zmieniających się trendach w filmach i branży pornograficznej.

Także w Stanach Zjednoczonych pornografia zaczęła zdecydowanie wchodzić do telewizji. Pod koniec lat 90. operatorzy kablowi na masową skalę oprócz soft porno (jedno X) wprowadzali też kanały ostrzejsze (XX). Biznes szedł nieźle, a analitycy kilka lat temu szacowali, że erotyce nadawcy kablowi i satelitarni zawdzięczają nawet jedną piątą swoich obrotów. Nieźle zarabiali też producenci filmów pornograficznych, jak New Frontier Media czy Playboy, którzy dostawali 5–15 proc. za każdy obejrzany na VoD film, z zasady kosztujący widza ok. 9 dol. Dla porównania wielokrotnie droższe w produkcji hity z Hollywood kosztowały w tym systemie ok. 5 dol., a producent dostawał z tej opłaty połowę.

Jednak choć zyski z porno były niezłe, to większość kablówek opierała się przed pokazywaniem ostrych filmów. Obawiano się złości inwestorów, oporów samych widzów i reakcji lokalnych władz. Pierwsza odważyła się w 2005 r. sieć kablowa Adelphia Communications. Ta piąta największa w USA kablówka decyzją wprowadzenia do swojej oferty stacji nadających hard porno, czyli XXX, wzbudziła spore zamieszanie. – Ludzie tego chcą, a więc będziemy się starali im tego dostarczyć – tłumaczyła rzeczniczka prasowa kablówki Erica Stull. – Im więcej X, tym bardziej popularny jest kanał – dodawała, ale i tak wszyscy wiedzieli, że za decyzją Adelphii stoi coś więcej niż tylko życzenie widzów. Pięć lat wcześniej Adelphia wsławiła się zablokowaniem Spice’u, popularnego kanału z soft porno. Zdecydowała się na taki ruch, bo założyciel kablówki John J. Rigas uznał kanały erotyczne za niemoralne. Kiedy jednak 80-letni Rigas i jeden z jego synów wylądowali w więzieniu za oszustwa księgowe, sieć, by się ratować, musiała zmienić swoje poglądy.

Branża pornograficzna stała się naprawdę finansową potęgą. Dane z 2006 r. zebrane przez serwis TopTenReviews mówiły, że globalnie ten przemysł jest wart 97 mld dol., z czego 13,3 mld dol. to rynek w Stanach Zjednoczonych. Wtedy jeszcze to wcale nie internet zajmował największą część tortu. Sprzedaż filmów wideo i opłaty za dostęp do telewizji stanowiły 3,62 mld dol. przychodów, a pornografia sieciowa – 2,84 mld dol.

XXX w HD i 3D

W ten coraz lepiej kręcący się biznes wszedł jednak internet. Chauntelle Tibbals, socjolog z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, która spędziła dekadę nad badaniem branży pornograficznej, twierdzi, że ostatnim naprawdę dobrym rokiem był dla niej 2005. Tibbals wskazuje internetowe piractwo jako największy problem, którego efektem jest szybki spadek cen szczególnie za oryginalne filmy na DVD. Przed 2005 r. trzydyskowy wysokobudżetowy film pornograficzny sprzedawał się średnio za 69,95 dol., a zwykłe nagrania kosztowały 29,95 dol. – Dziś tylko filmy naprawdę bardzo dopracowane, z gwiazdami, mają szansę się sprzedać w cenie 30–40 dol. Przeciętny w najlepszym przypadku oscyluje wokół 14,95 dol. – mówi Tibbals.

Kryzys okazał się tak duży, że w 2011 r. Hugh Hefner sprzedał udziały w Playboy TV największemu graczowi w świecie porno 2.0, czyli Manwinowi, firmie z Luksemburga prowadzącej takie witryny, jak YouPorn czy PornHub.

Dodatkowo ostatnio zasada sex sells niespodziewanie przestaje działać. Im więcej erotyki w świecie popkultury, tym trudniej przyciągnąć widza. Widać to w kinie. Badania przeprowadzone miesiąc temu na zlecenie Warner Bros nie pozostawiają złudzeń: to kobiety podejmują najczęściej decyzje o wyborze filmu, to pod nie warto angażować przystojniaków i nie należy mnożyć scen z seksem. I tak w 2012 r. w pierwszej dwudziestce filmów, które zarobiły najwięcej, tylko cztery zawierały sceny seksu. A wśród nich przewrotna komedia „Ted”, gdzie erotyzm był komiczny.

Dr Karen Nelson-Field z Instytutu Nauk o Zarządzaniu Ehrenberga-Bassa na Uniwersytecie Południowej Australii starała się zbadać to nowe zjawisko, analizując blisko 800 reklam i krótkich nagrań wideo znalezionych w YouTubie. I wprawdzie te, gdzie pojawia się element seksu czy jakieś do niego odwołanie, mają wyższą klikalność, ale internauci rzadziej dzielą się nimi. – To może oznaczać zmęczenie epatowaniem seksem. To, co niedawno było szokujące, dziś po prostu nudzi lub wręcz irytuje – tłumaczyła dr Nelson-Field magazynowi „The Advertiser”.

Przez stacjami pornograficznymi stają więc nowe wyzwania. – Telewizyjna erotyka to dziś produkt głównie dla mężczyzn po pięćdziesiątce. Oczywiście trafiają się i inni klienci. Mamy klientkę, skromniutko ubraną, jak zakonnica, i zawsze bierze dwie–trzy karty erotyczne, płaci ponad 2 tys. zł i tak co pół roku. Ale większość klientów to rzeczywiście lekko starzejący się panowie – opowiada Janusz Sulisz i dodaje, że młodsi mogą mieć do woli pornografii w internecie, a o dostęp do soft porno w ogóle nie trzeba się starać, bo zwykła telewizja jest nim przepełniona. – Tele5 i Polonia 1 wciąż na rynku utrzymują się tylko dzięki swoim nocnym programom. To interaktywne audycje na żywo z delikatną erotyką. Nabijają tym stacjom większość dobowej widowni. Na nadawanie podobnych programów decyduje się kilka innych stacji, np. iTV, TVN Turbo czy Polsat Play – tłumaczy Sulisz.

Jednak telewizje erotyczne stały się trudnym biznesem. Opłata za nadawanie na satelicie HotBird wynosi 17 tys. euro miesięcznie. Do tego dochodzą koszty produkcji programu, filmów lub ich zakupu, opłaty koncesyjne, podatki. – Wprawdzie wciąż można u nas odbierać ok. 25 stacji, ale to już nie jest taki złoty biznes. W Polsce przed kilkoma laty był nawet pomysł, by stworzyć rodzimą stację erotyczną. Pewien młody biznesmen z Krakowa do tego się przymierzał, ale szybko zrezygnował, po tym jak zgłosiła się do niego miejscowa mafia z propozycją pomocy i opieki – śmieje się Sulisz.

Mimo wszystko wciąż powstają nowe stacje. Holenderska Dusk! (nadająca także pornografię specjalnie dla kobiet, w tym produkowaną przez wytwórnię Zentropa stworzoną przez Larsa von Tiera) nadaje od 2009 r., Penthouse TV w 2009 r. otworzył trzy nowe kanały specjalne, a Vanessa, stacja nadająca w Kanadzie pornografię od 2010 r., w ubiegłym roku podzieliła swój program na dwie wersje językowe: angielską i francuską, i zaczęła także nadawać w formacie HD.

I właśnie w jakości nagrań branża szuka ratunku. W internecie króluje seks amatorski, za to rzekomo naturalny. Telewizje pokazują filmy HD, profesjonalnie nagłośnione i oświetlone. Wspominają też o wejściu w technologię 3D. Pierwszy film pornograficzny w trójwymiarze już nakręcono. Za 3,2 mln dol. powstał w 2010 r. w Hongkongu obraz „3-D Sex and Zen: Extreme Ecstasy” i odniósł sukces. – To już nie jest czas „Seksmisji”, kiedy dla gołych cycków ludzie po kilka razy chodzili do kina. Widz jest wymagający i jeżeli ma płacić, to chce w zamian produktu ekstra – podsumowuje Sulisz.

Pierwszy film erotyczny trwał, w zależności od wersji, 16–51 sekund. Pochodzi z 1896 r. Rozpętał piekło. Od tamtej pory branża wykonała tygrysi skok i stała się finansową potęgą