Dziennikarka "Wprost" Magdalena Rigamonti przeprowadziła z Zawadzką wywiad. Przepytywała ją m.in. o program "Superniania", który przed laty emitowany w TVN bił rekordy popularności. Chodziło o sprawę odcinka, w którym pojawiła się scena nagrana w czasie kąpieli niespełna sześcioletniej dziewczynki. Zawadzka broniła się, że zwracała producentom uwagę na ten fragment, że miejsca intymne powinny być podczas montażu zamazane. Podkreślała jednak, że to nie była jej odpowiedzialność. - Nikt mi nie chciał podłożyć świni. Zrobiliśmy najlepszy program edukacyjny, jaki powstał w Polsce - przekonywała. 

Padło również pytanie o leki psychotropowe, jakie miały być podawane dzieciom na planie "Superniani". Dorota Zawadzka podkreśla, że osoba, która o tym mówiła, wycofała się ze swoich słów. Wyjaśniła, że podawane były tylko te specyfiki, które zalecił lekarz. - Był taki chłopiec, który mamusię strasznie denerwował. Miał ADHD. Ona czasem podawała mu zwiększone dawki leków i mówiła, że jak da, to dziecko jest spokojniejsze - opowiadała. Przyznała, że po jej interwencji dziecko i matka zawieziono do lekarza, który zmienił specyfiki i zabronił przekraczania dawki.

Zawadzka tłumaczyła się również z udziału w konferencji prasowej u boku premiera, gdy ten ogłaszał zmiany w programie reformy zakładającej wysłanie sześciolatków do szkół. - Z biegu wzięłam udział w tej konferencji. Jechaliśmy gdzieś rano z Tarnowa objazdami. Zadzwonił telefon, o 14 czy 15 była konferencja. Z tego, co wiem, nie była wcześniej planowana - relacjonowała psycholog. 

Zawadzkiej oberwało się również za udział w reklamie margaryny. - W spocie reklamowym chodzi pani wśród gromadki dzieci i autorytarnie stwierdza, że tylko jedząc margarynę każdego dnia, będą rosnąć zdrowo. Czyli jak nie będą jadły - nie urosną - drążyła Rigamonti. - To pani interpretacja. Ja tak tego nigdy nie rozumiałam - odpowiedziała Zawadzka. 

Rozmowa, która pod koniec przeszła w słowną przepychankę, zahaczyła jeszcze o temat udziału Zawadzkiej w "Tańcu z gwiazdami", a nawet o jej życie prywatne i rozwód.

Zawadzka: Podłość

Na publikację zareagowała Dorota Zawadzka, która na swym blogu w serwisie naTemat.pl skomentowała przede wszystkim okładkę, a także to, jak doszło do wywiadu i jak wyglądała jego autoryzacja. 

- Dziś rano sms od syna: "????" i zdjęcie okładki. Na niej fotomontaż insynuujący, że moja osoba i praca ma jakiś związek z dziecięcą pornografią.
Problem polega na tym, że wielu ludzi zobaczy okładkę, ale niewielu przeczyta wywiad
- napisała Zawadzka. I dodała: No cóż, ludzie bywają podli, muszę się z tym pogodzić, choć niezmiennie mnie to smuci.