To, że pracuję tutaj, nie oznacza, że nie jestem niezależna. Trudno mi wyrazić, jak bardzo jestem przeciwna jakiejkolwiek interwencji jakiegokolwiek państwa w sprawy innego suwerennego kraju. To co robi Rosja jest złe. Nie wiem zbyt wiele o uwarunkowaniach historycznych, kulturowych i religijnych w regionie, ale wiem, że interwencja zbrojna nie jest nigdy rozwiązaniem. Nie będę tu siedzieć i usprawiedliwiać agresji militarnej. Całym sercem jestem ze społeczeństwem Ukrainy, które zostało schwytane w w kleszcze zmagań międzynarodowych potęg. To oni są prawdziwymi przegranymi.

Takie oświadczenie na antenie prokremlowskiego kanału informacyjnego wygłosiła prezenterka stacji, Abby Martin. Jej niecodzienne wystąpienie wywołało konsternację i błyskawicznie rozniosło się w sieci.
Założona w 205 roku Russia Today (dziś RT) uchodzi bowiem za główny kanał rosyjskiej propagandy.

Stacja dostępna jest w ponad stu krajach, gdzie oglądać może ją prawie 650 mln ludzi. Nadaje nie tylko po angielsku - RT ma także redakcje hiszpańsko- i arabskojezyczne. Tylko na kanale You Tube ogląda ją o 1,2 mln widzów. 

Kanał od dawna jest oskarżany o wspieranie polityki informacyjnej Kremla. Zwłaszcza w gorących dla Rosji momentach. W 2008 roku, w czasie wojny w Osetii Południowej brytyjskie dzienniki oskarżały RT, że nie pozwalała swoim reporterom donosić o rosyjskich atakach na cele cywilne, ale również manipulowała liczbą ofiar po stronie Osetyńców w ich konflikcie z Gruzinami. Chodziło o to by lepiej uzasadnić potrzebę rosyjskiej interwencji. 

Teraz historia się powtarza. Od początku kryzysu na Ukrainie stacja posuwa do manipulacji i przekłamań. To na antenie RT pojawiły się informacje o tym, że ukraińscy nacjonaliści proszą o pomoc czeczeńskich terrorystów. Stacja przekonywała też, że Rosja jest zmuszona do interwencji lustrując materiały zdjęciami z prorosyjskiej demonstracji w Sewastopolu, na którym widać transparent "Stop ukraińskiemu nazizmowi".

Relacje na temat rewolucji na Majdanie, ukraińskiego przewrotu i działań rosyjskich sił na Krymie są zgodne z oficjalnymi przekazami właz z Moskwy.