O decyzji szefostwa portalu Rafał Ziemkiewicz poinformował we wtorek na Twitterze. Relacjonował, że tuż po podpisaniu umowy z Onetem (dla którego zrezygnował z pisania w Interii) jego konto w serwisie nagle zostało zablokowane, dotychczasowe komentarze usunięte, a w jego skrzynce mailowej znalazł się list od szefowej projektu. 

- Pani Lech uraczyła mnie kwiecistym wykładem, z którego wynikało, w skrócie, że gwałt jest rzeczą złą, a także informacją, iż „zmroziła ją” moja zapowiedź odpowiadania na Onecie na oszczerstwa pod moim adresem, więc zrywa ze mną dopiero co zawartą umowę - napisał na swoim profilu na FB Ziemkiewicz.

Poszło o zapowiedź napisania komentarza do afery, jaką w tym samym czasie rozpętał na Twitterze. Odnosząc się do artykułu o byłym zakonniku, oskarżonym o gwałt na pijanej dziewczynie, napisał: No cóż, kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech rzuci pierwszy kamień... Ale jak zakonnik to kara konieczna.

Tym krótkim “wystąpieniem” Ziemkiewicz wywołał burzę. Oskarżono go o szowinizm, promowanie przemocy, brak empatii i zwyczajną głupotę. Publicysta nie przepraszał, ale atakował, tłumacząc, że wpis wykorzystano by go zdyskredytować i z niego zakpić.

CZYTAJ WIĘCEJ: Ziemkiewicz zarechotał jak Lepper >>>>

Grupa Onet tłumaczy, że rozwiązała współpracę z Ziemkiewiczem, bo zapowiedział opublikowanie „skandalizującego tekstu o seksie i gwałtach”.

- W kontekście niedawnych wypowiedzi Pana Ziemkiewicza kazało nam to ponownie dogłębnie przeanalizować kwestię współpracy - napisała Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej Ringier Axel Springer Polska.

- Nie wierzę, żeby duży portal zatrudniał jako szefową istotnego projektu egzaltowaną siksę, której np. nie przyszło do głowy, żeby skontaktować się ze mną, poinformować o swym „zmrożeniu” i zapytać, co właściwie zamierzam w środę opublikować – co albo by ukoiło jej lęki, albo pozwoliło wynegocjować jakąś cywilizowaną formę wycofania się ze współpracy - napisał na swoim profilu na Facebooku Ziemkiewicz, insynuując, że prawdziwe powody zerwania współpracy były zupełnie inne.

Ostatni felieton Ziemkiewicza, jaki ukazał się na Onecie, dotyczył Elżbiety Bieńkowskiej.

Jeszcze tego samego dnia ze współpracy z Onetem zrezygnował też Cezary Gmyz (razem z Ziemkiewiczem pracują w jednej redakcji, “Do Rzeczy”).

Wyrzucają Państwo autora nawet nie za tekst, który napisał lecz, który dopiero miał napisać. Owszem wpis Rafała na twitterze uważam za co najmniej niefortunny. Dawałem zresztą temu wyraz również publicznie. Jednak robienie z Rafała zwolennika przemocy seksualnej jest poważnym oskarżeniem. Rafał, tak jak i ja brzydzi się przemocą seksualną. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości - bronił kolegi po piórze Gmyz, dodając że żałuje ciekawie zapowiadającego się eksperymentu.

Projekt Onetu zakładał stworzenie platformy blogowej - trochę na wzór Salonu24, w której autorzy będą mogli sami na bieżąco publikować własne komentarze - na dowolny temat i w dowolnym czasie. Ich wynagrodzenie zależeć miało od popularności komentarzy wśród internautów. 

To nie jedyny przypadek blogowej "cenzury". Ostatnio czyścić bloga swojego komentatora musiała "Polityka". Tekst prof. Jana Hartmana na temat kazirodztwa zniknął z sieci zanim rozpętała się burza wokół kontrowersyjnych tez jego autora.

Ale mimo ogólnopolskiego skandalu "Polityka" umowy z Hartmanem jednak nie zerwała i byłego polityka Twojego Ruchu ze swoich e-łamów nie wyrzuciła.