BARBARA SOWA: Zna pan swojego następcę?

JULIUSZ BRAUN*: Poznaliśmy się przeszło 20 lat temu, bo mniej więcej w tym samym czasie zaczynaliśmy aktywność w mediach. Jedno jest pewne, nie będzie to dla TVP zmiana pokoleniowa, bo jesteśmy z Januszem Daszczyńskim niemal rówieśnikami.

To jest dobry wybór dla TVP?

Mam nadzieję, że tak. Ale okoliczności polityczne wskazują, że jesienią wszystko się może zmienić.

Dlaczego pan przegrał konkurs?

Nie wiem. Zabiegałem, ale się nie udało. W każdej rywalizacji trzeba liczyć się z porażką.

W jakiej kondycji zostawia pan spółkę?

Trudnej, ale dobrej.

Co to znaczy?

Trudnej, bo cały czas finansowanie TVP jest oparte o konieczność pozyskiwania środków komercyjnych, a rynek jest niełatwy. A w dodatku oczekiwania w stosunku do telewizji są niekiedy radykalnie sprzeczne. Wymaga się promowania wysokiej kultury, edukacji; słyszę rady by nie przejmować się wynikami oglądalności. Ale na to trzeba zarobić, co bez dużej widowni nie jest możliwe. Jednocześnie zostawiamy firmę w dobrej kondycji ekonomicznej. Pierwsze półrocze zamykamy z dobrym wynikiem finansowym, wobec tego następcy mogą mieć poczucie względnego spokoju i podejmować decyzje bez obaw.

Tylko pozazdrościć takich problemów.

Co ciekawe, o mało jeden pan im tego systemu nie przewrócił. W Niemczech jest przepis, że płatności można regulować gotówką, a oni cały system zrobili w oparciu o przelewy. Kiedy przyszedł pan, który powiedział, że chce zapłacić 18 euro gotówką, to nie wiedzieli, gdzie te pieniądze przyjąć. Zanim znaleźli rozwiązanie, cały system się zatrząsł.
Tę anegdotę usłyszałem w Opolu, podczas festiwalu, od moich gości z niemieckiej telewizji publicznej. Oni dysponują nieporównanie większymi budżetami, ale byli pod wrażeniem rozmachu i wysokiego poziomu całej imprezy. Po niedzielnym koncercie przyszli zaszokowani, że orkiestra w czasie trwającego 5 godzin koncertu grała na żywo. Co na to związki zawodowe? - pytali.

W TVP związki zawodowe miały inne zmartwienia - przenoszenie pracowników twórczych do firmy zewnętrznej i zwolnienia grupowe.

Outsourcing był trudnym pomysłem, zrealizowanym optymalnie. Na 400 osób kilkoro mogło zostać skrzywdzonych przez machinę, ale generalnie uważam, że to był jedyny sposób. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

To była jedna z najbardziej oprotestowanych w TVP decyzji. A mimo to powtórzyłby pan dziś tę operację? 

Strasznie dostałem za to po głowie. Można było sobie dać święty spokój, nikt by nie miał o to pretensji. Ponad 400 osób byłoby nadal zatrudnionych. Ale cały czas byłby nacisk na ograniczenie zatrudnienia. Słuszny nacisk. 

W Niemczech przed laty była taka zasada, że programy w telewizji publicznej mógł prowadzić tylko pracownik etatowy. Już dawno tego nie ma, gdy rynek zrobił się pluralistyczny to poszli jeszcze dalej niż u nas. Tam ludzie prowadzą programy jednocześnie w telewizji publicznej i komercyjnej.

Żałuje pan czegoś?

Może niektóre decyzje podejmowałem za późno. Żałuję też, że nie zdążyliśmy wprowadzić zmian organizacyjnych i stworzyć redakcji gatunkowych. To by pozwoliło na lepszą koordynację anten, która jest dziś i tak o niebo lepsza niż kilka lat temu. Janusz Daszczyński zapowiedział jednak zmiany w tym kierunku i życzę mu sukcesów.

Zmian w strukturze widz nie zobaczy na antenie. Co TVP będzie panu zawdzięczać, jeśli chodzi o program. Ma pan swoje ukochane „dziecko”?

Cała konstrukcja TVP Info to dobry projekt, który ma szanse na dalszy rozwój, bo kanał jest atrakcyjny, ale nie idzie za daleko w kierunku sensacji. Na głównych antenach porządnie zrobione seriale, jak “Na sygnale” czy “O mnie się nie martw”. A poza tym “Świat się kręci”, nowa oryginalna koncepcja. No i „Bodo”, pierwszy od lat wielki serial historyczny, który właśnie powstaje. Mam nadzieję, że to będzie sukces TVP w przyszłym roku.

“Świat się kręci” to publicystyka w lekkim wydaniu, nie myślał pan o poważnym programie, który będzie nadawał ton debacie publicznej?

Poważna publicystyka w głównym kanale może nie przyciągnąć 1,5 mln widzów. Poza tym muszę się przyznać, że pomimo pewnych prób nie udało się takiego programu stworzyć. Taki program wymaga wyrazistych osobowości, nie jest łatwo ją stworzyć lub znaleźć. Rozglądając się po polskim rynku nie widzę dziś nikogo, kto mógłby taki program poprowadzić.

Jesteśmy więc skazani na Tomasza Lisa i Jana Pospieszalskiego?

W TVP Info pojawiają się nowe twarze.

Ale to nie są osobowości ani antena o masowej widowni.

Może po jakimś czasie twarze staną się osobowościami.

Nie zastanawiał się nad wyciągnięciem poważniejszych konsekwencji wobec obu publicystów po ostatnich aferach?

Pospieszalski od początku był bardzo radykalny w swoich poglądach, a Lis popełnił fatalny błąd. Psychologicznie zadziałał mechanizm, że jak się znajdzie coś, co by się strasznie chciało znaleźć, to człowiek tak się cieszy, że tego nie sprawdza. Porządny dziennikarz powinien sprawdzić. A on się tak ucieszył, tak mu to pasowało… Lis i tak zapłacił dużo. Nie zrobił tego celowo. Ale doświadczony kierowca też popełnia błędy. A paradoksalnie najwięcej za ten błąd Lisa zapłacił Bronisław Komorowski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jak oni się chwalą, czyli przesłuchanie prezesów TVP >>>>

W czasie tych 4 lat grzał się telefon na biurku od polityków?

Odkąd wynaleziono sms-y, to telefon już się nie grzeje (śmiech). Oczywiście czasem docierały do mnie skargi i zażalenia, ale naprawdę niezbyt często. Może dlatego, że jestem dość odporny.

Jakie ma pan plany na przyszłość?

Na razie jadę na urlop i wtedy się zastanowię.

*Juliusz Braun został prezesem TVP w 2011 roku. Wcześniej kierował Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, był też dyrektorem generalnym Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy. W przeszłości był posłem Unii Demokratycznej i Unii Wolności.