Gazeta zauważa, że w trzy dni po potwierdzeniu znaleziska, władze w Warszawie wciąż nie pokazały jedynego dowodu na istnienie pociągu, czyli zdjęcia z geo-radaru.

Jak czytamy, to niemądre postępowanie. Autor tekstu dodaje, że jeśli polski rząd rzeczywiście już od miesięcy wiedział o istnieniu pociągu, to powinien lepiej przygotować się na najazd historyków, handlarzy czy łowców tajemnic. Polska powinna też była poinformować o znalezisku inne kraje. Nie zrobiono jednak ani jednego, ani drugiego.

Jak czytamy, sprawa jest politycznie wybuchowa, dlatego zaniechania popełnione przez Warszawę mogłyby mieć fatalne skutki, gdyby pociąg rzeczywiście się odnalazł. Alternatywa też nie jest pocieszająca. Oznacza bowiem, że pociąg wcale nie istnieje, a generalny konserwator zabytków dał się nabrać czytamy w "Sueddeutsche Zeitung".