Zapowiadany już w piątek weekendowy wywiad z Tomaszem Lisem w "Gazecie Wyborczej" skupiał się nie tylko na nadchodzących zmianach w polskiej polityce, przyczynach i konsekwencjach wojny polsko-polskiej oraz na mediach. - Musimy zapytać, dlaczego oddajemy im Polskę na tacy. Dlaczego jesteśmy w tym starciu tacy bezradni? - pytał Lis.

W wywiadzie mowa była nie tylko o mediach publicznych, ale też o starciach między prawicą i przedstawicielami liberalnej części społeczeństwa w internecie. - Daliśmy sobie zabrać Twitter. Nie mieliśmy iPhone'ów? (...) Jak się oddaje przestrzeń publiczną, to się płaci rachunki - mówił Lis.

I na wspomnianym Twitterze został bezpardonowo zaatakowany. Rozgorzała na przykład pełna emocji dyskusja o moim "niewątpliwym", acz skrywanym homoseksualizmie. Pojawiły się insynuacje na temat moich dzieci. Pojawiły się, powtarzane przez prawicowych trolli od lat, insynuacje na temat mojej żony - wyliczał Lis na blogu w Natemat.

W atakach na redaktora naczelnego "Newsweeka" granice zostały przekroczone. Irena Szafrańska, prawicowa blogerka napisała: Pan Lis niech uważa na swoje córki, bo ludzie plotkują coraz bardziej. W odpowiedzi na ten wpis, jeden z twitterowiczów dodał: A to nie wiecie o odwyku narkotykowym Poli i o czynach pedofilskich? Blogerka odpowiedziała: - Coś wiemy o Poli i wizycie Igi w szpitalu, ale o pedofilskich skłonnościach ojca nie wiemy.

Choć profil Szafrańskiej jest zablokowany, pojawiły się print screeny z całą dyskusją. Na insynuacje dotyczące jej rodziny zareagowała prezenterka "Panoramy".

 - O pani esbeckich skłonnościach wiedziałam od jakiegoś czasu. Teraz dowie się prokuratura - napisała w odpowiedzi Hanna Lis.

Irena Szafrańska tłumaczyła potem, że ktoś włamał się jej na konto, na co prezenterka zareagowała. - Tak to robią Niepokorni. Opluć, skasować,a jeśli screen'y już poszły "powiedzieć, że konto zhakowali". 

Nie jestem homoseksualistą. A gdybym był to co? Nie jestem Żydem (to też czytam). A gdybym był, to co? Ok, z innej półki, bo gejem czy Żydem mogę być, ale przestępcą już nie. Nie jestem pedofilem i z góry informuję prawicowych nazioli, że za same sugestie tego typu i niby pytania, będę pozywał do sądów - skomentował całą aferę Tomasz Lis na blogu w portalu Natemat. Wpis zakończył stwierdzeniem:

Jeśli więc te żałosne szumowiny, w przestrzeni internetowej fabrykują brudy na mój temat, muszę im z góry odpowiedzieć. Nie uciszycie mnie. Wręcz przeciwnie.

Aferę komentowali też inni dziennikarze. Wielu z nich przyznało, że skala ataków na Lisa vprzekroczyła wszelkie granice. Ale pojawiły się też głosy, w których wytykano mu dwulicowość.

- Lamentuje pan w wywiadzie – oddaliśmy Twittera! Nie, nikt nie oddał. Obserwuje pana blisko 300 tysięcy osób, co jest na Polskę wynikiem fenomenalnym. Ale to, że ludzie z pana tam drwią, że się z panem nie zgadzają, że z pana szydzą, zamiast słuchać – to tylko prawda o panu i obecnych nastrojach społecznych. Może pan chciałby jakiejś cenzury, ale tam cenzury nie ma. Gdyby potrafił pan pisać z klasą, z rozwagą, nie wzbudzałby pan takich reakcji. Ale niestety – jest akcja i jest reakcja. Napisałbym nawet, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, ale moim zdaniem jest odwrotnie: pan sieje burzę, a odpowiada panu lekki wiaterek. Żaden z PiS-owczyków, którymi mnie pan straszy, tak bardzo nie zagalopował się w swoich nienawistnych wpisach - czytamy w komentarzu Krzysztofa Stanowskiego z weszło.com.