Los programu Tomasza Lisa w TVP zdaje się być przesądzony. Prezes TVP, Janusz Daszczyński od początku zapowiadał, że kontraktu z firmą dziennikarza nie przedłuży, bo publicystyka w telewizji nie będzie dłużej realizowana przez zewnętrznych producentów, ale własnymi siłami. Ostatnio Daszczyński co prawda stwierdził, że jednak przed świętami spotka się z Lisem, ale wydaje się, że będzie to jedynie kurtuazyjna rozmowa. 

Tomasz Lis nie czeka na efekty przedświątecznego spotkania z prezesem TVP. Już zapowiedział, że będzie go można wkrótce oglądać częściej i więcej niż w TVP.

"Podobno na wiecu KOD walczyłem o pieniądze. Jasne. Już wkrótce będzie można mnie oglądać więcej i częściej niż w TVP" - napisał dziennikarz na Twitterze. Więcej konkretów nie zdradził.

To był także komentarz do oskarżeń, jakie pojawiły się po wystąpieniu Tomasza Lisa na manifestacji Komitetu Obrony Demokracji w ostatni weekend. Dziennikarza skrytykowano, za zaangażowanie się polityczne.

- Nazywam się Lis, Tomasz Lis i od wczoraj jestem hieną! - mówił na manifestacji dziennikarz, który otrzymał antynagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich "Hiena Roku 2015.

- Witam was wszystkich, komuniści, złodzieje, ludzie gorszego sortu, ludzie, którzy nie mają głów, witam was, wszyscy zaprzedani. (...) Mogą nam odbierać programy i mikrofony, ale nigdy nie zamkną nam ust! Kochani, spójrzcie dookoła. Każdy metr ziemi jest przesiąknięty krwią, najlepsze córki, najwspanialsi synowie narodu walczyli o to, żebyśmy mieli to, co mamy dzisiaj: wolność, demokrację, wolność słowa. Więc pytam was teraz, czy pozwolimy to sobie odebrać!? - krzyczał dziennikarz do tłumu.

Komentatorzy zarzucali mu łamanie etyki zawodu dziennikarza.