Barbara Sowa: Iloma kontami w społecznościówkach pan zarządza?

Paweł Szefernaker*: W kampanii prezydenckiej razem z zespołem odpowiadaliśmy m.in. za kampanijne konta Andrzeja Dudy, a podczas wyborów parlamentarnych za konta Prawa i Sprawiedliwości. Jako sztab wprowadziliśmy nowe standardy do polityki informacyjnej partii, a teraz będziemy się starać systematycznie wprowadzać te standardy do komunikacji rządu. Chcemy działać w tek kwestii zupełnie inaczej niż poprzednicy.

Czyli jak?

Komunikacja internetowa daje w dzisiejszych czasach wiele możliwości i przede wszystkim pozwala na to, by także urzędy miały swoje zespoły na miarę własnych agencji informacyjnych. Na przykład w Paryżu podczas spotkania z szefem Komisji Europejskiej, duża telewizja informacyjna pokazała na żywo nasze zdjęcia z tego spotkania umieszczone na portalu Twitter. To pokazuje, jak za pomocą komunikacji internetowej, prowadzonej „tu i teraz" można mieć wpływ na to, co pokazują media tradycyjne.

Premier Szydło sama tweetuje czy pan jest jej "ghostwritterem"?

Prywatne konto prowadzi sama.

Uczył ją pan korzystania z Twittera?

Rozmawialiśmy o tym. Beata Szydło potrafi i chce słuchać rad - od samego początku, kiedy zaczęliśmy pracować razem w kampanii prezydenckiej, często rozmawialiśmy o komunikacji w internecie.

Pan jest samoukiem?

Tak, choć zawsze się pasjonowałem polityką i kampaniami. W domu mam mnóstwo książek, wycinków z gazet, ulotek. Z każdej kampanii cała teczka materiałów. Dużo, niezbędnego w tej pracy, politycznego doświadczenia zdobyłem pracując u boku Joachima Brudzińskiego.

Wśród polityków PO ma pan ksywę „Saurona, dowodzącego armią trolli".

Cieszę się, bo to znaczy, że nic nie rozumieją. Ale rzeczywiście nasi oponenci - nawet dziennikarze, jak Jarosław Kuźniar czy Tomasz Lis - chętnie mówią o "hejterach Szefernakera". To potwierdza moją tezę, że pomimo tego, że kreują się na nowoczesnych nie znają podstaw funkcjonowania komunikacji internetowej. Moja armia jest armią pokoju. Nie ma dowodzenia żadnym hejtem.

Krytyka - delikatnie mówiąc - lepiej się sprzedaje w internecie. A teraz jesteście w rządzie, to was się krytykuje, to zmienia chyba strategię komunikacji PiS-u w sieci?

Inaczej pracowało się w czasie kampanii, szczególnie gdy Platforma Obywatelska dostarczała nam amunicji, a inaczej z pozycji partii rządzącej, która od pierwszego dnia pracy nowego rządu jest bardzo mocno atakowana przez dzisiejszą opozycję.

W czasie obu kampanii PO nam bardzo "pomagała". Poprzednia ekipa przekonaniem, że wszystko można wyreżyserować dużo straciła. A w internecie nikt nie znosi sztuczności. Świetnym tego przykładem była chociażby wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Japonii i nieudolne próby opanowywania później kryzysu.

Mogli tę wpadkę odwrócić na własną korzyść?

Oczywiście. Znam to z własnego podwórka. Pamiętam wiele sytuacji, gdy wpadkę w sieci przekuwaliśmy w sukces.

Jakiś przykład?

Przykładów mógłbym podać wiele, jednak członkowie sztabu pozostawiali je dla siebie i w moim przekonaniu – szczelność sztabu – to był jeden z podstawowych warunków dzięki, któremu wygraliśmy te wybory. Ważne jest również to, żeby politycy sami nie wywoływali kryzysów za pomocą mediów społecznościowych. Podczas wyjazdów w kampanii Beata Szydło sama zwracała uwagę na to, czy zrobione jej zdjęcie będzie "memogenne" czy nie.

Wróćmy do strategii. Nie boi się pan, że PiS zacznie tracić rząd dusz w internecie? Krytykować jest łatwiej.

Od początku założyliśmy, że w XXI wieku musimy wykorzystać internet jako swoją agencję informacyjną. Mamy tu 100 proc. swobody, a przekaz nie musi być sztampowy, może być lżejszy. A do tego tani w produkcji.

Przed pierwszą wizytą zagraniczną pani premier nagrała komórką film, w którym powiedziała, że choć zaczyna się weekend - bo film nagrywaliśmy w piątek - to w kancelarii ciężko pracujemy, żeby się przygotować do niedzielnego szczytu UE. Przedstawiliśmy najważniejsze postulaty, z którymi tam jechaliśmy. Film ten pokazały najważniejsze serwisy informacyjne, oprócz tego kilkaset tysięcy osób obejrzało go w internecie. Ile wynosił nakład? Zero. Liczył się pomysł.

Dziś z pozycji rządu można w sposób mniej tradycyjny i ciekawszy dla internautów kierować własny przekaz. Życzenia bożonarodzeniowe ministrów oraz premier Beaty Szydło są właśnie takim przykładem. W tym przypadku był to pomysł Ani Plakwicz i Piotra Matczuka, z którymi razem z rzecznikiem rządu Elżbietą Witek współpracujemy w Kancelarii Premiera.

Ale przeciwnicy PiS ostatnio zaktywizowali się w sieci. I nie tylko - zdołali zmobilizować ludzi do wyjścia na ulicę.

Głos przeciwników politycznych Prawa i Sprawiedliwości rzeczywiście zaczął być w ostatnim czasie w sieci bardziej słyszalny. Mnie cieszy to, że z monitoringu internetu wynika, że liczba osób wspierających w internecie nasze działania jest równie wysoka jak podczas obu kampanii.

Ryszard Petru oskarża rząd, że zamierza inwigilować internautów. To prawda?

W tej sprawie, jak w wielu innych, Ryszard Petru mija się z prawdą. Przypomnę, że to rząd PO forsował umowę ACTA, a uzbrojeni funkcjonariusze ABW weszli o 6 rano do mieszkania właściciela satyrycznej strony AntyKomor.pl i zarekwirowali mu komputer.

Dziś opozycja, która przegrała wybory, także w internecie straszy Polaków. Nie ma nawet projektu ustawy antyterrorystycznej, na którą powołuje się pan Petru.

Kto z przeciwnych obozów politycznych najlepiej radzi sobie w sieci?

Na pewno pani Agnieszka Pomaska, ale ona, w moim przekonaniu, zbyt często używa za ciężkiej amunicji.

A pan jest grzeczny?

Staram się i jeśli ktoś chce to sprawdzić, to może zrobić kwerendę moich wpisów.

*Paweł Szefernaker jest sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera odpowiedzialnym za komunikację rządu w internecie.