- Skoro prezydent "żyruje", to może chce mieć wpływ na obsadę stanowisk? Teraz kluczowe są sprawy kadrowe i spory wokół kandydatów. Już nawet Kurski, jako prezes, nie jest tak pewny, jak przed kilkoma dniami - mówi nam osoba uczestnicząca w negocjacjach.

- A może prezydent chce im pokazać, że nie jest notariuszem. Nie wiadomo. PiS to nie monolit - dodaje nasz rozmówca.

Ustawę w ubiegłym tygodniu zatwierdził Senat pomimo poważnych uwag natury konstytucyjnej sygnalizowanych przez Biuro Legislacyjne Senatu.

Przede wszystkim wątpliwości budzą przepisy art. 3 ust. 2-5 ustawy, która określa nowe zasady wypłaty odpraw czy zakazu konkurencji wobec obecnych członków zarządów publicznych mediów. Co więcej, w tym zakresie postanowienia umów zawartych przed wejściem w życie ustawy, mają być nieważne.

A to, zdaniem senackich legislatorów jest sprzeczne w wywodzoną z art. 2 Konstytucji zasadą ochrony praw nabytych i interesów w toku. O ile bowiem ustawodawca może kształtować stosunki cywilnoprawne na przyszłość, to nie można tego robić w odniesieniu do umów już obowiązujących, jeśli nie jest to konieczne dla ochrony innych konstytucyjnych wartości.

Wątpliwości natury konstytucyjnej zamierza też - jak wynika z naszych informacji - wykorzystać Roman Giertych.

- Fundacja Obrony Demokracji wystąpi do KRS, aby nie wpisywał zmian do rejestru sądowego - mówi nam Giertych.

Sprawa nie jest jednak tak oczywista. W PiS "blokady" się nie boją, wskazują, że KRS pełni w tym przypadku jedynie rolę swoistego notariusza. Czy rzeczywiście?

- Sąd rejestrowy rozpoznając wniosek o wpis do rejestru bada, czy dołączone do wniosku dokumenty są zgodne pod względem formy i treści z przepisami prawa. W orzecznictwie Sądu Najwyższego ukształtował się pogląd, stosownie do którego kognicja sądu rejestrowego przy rozpoznawaniu wniosku o wpis jest w praktyce taka sama jak sądu rozpoznawczego. Oznacza to m. in, że sąd rejestrowy tak samo jak inny sąd może powziąć wątpliwości co do zgodności z Konstytucją przepisów prawa, które stanowią podstawę prawną wniosku o wpis do rejestru – wskazuje prof. Michał Romanowski z Uniwersytetu Warszawskiego.

To oznacza, że jeżeli sąd rejestrowy poweźmie wątpliwości co do konstytucyjności małej ustawy medialnej, wówczas nie tylko może, ale ma obowiązek, zadać pytanie TK.

- W takim przypadku sąd do czasu otrzymania odpowiedzi od TK nie wydaje żadnego postanowienia ani o wpisie ani o odmowie dokonania wpisu. Ta kompetencja sądu rejestrowego jest bezsporna w doktrynie i orzecznictwie. W złożonych prawnie sprawach, praktyka postępowania przed sądami rejestrowymi dowodzi, że taki stan zawieszenia może trwać bardzo długo. Oczywiście wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy – zaznacza cywilista.

Kwestią sporną jest czy sąd rejestrowy mógłby samodzielni dokonać oceny konstytucyjności małej ustawy medialnej w zakresie dotyczącym powołania i odwołania nowych władz mediów z powołaniem się na zasadę bezpośredniego stosowania Konstytucji.

- TK jak dotąd stał na stanowisku, że sąd powszechny ma obowiązek w razie powzięcia wątpliwości konstytucyjnych co do przepisu ustawy zadać pytanie prawne TK na podstawie art. 193 Konstytucji RP. W myśl tego stanowiska domniemanie zgodności ustawy z konstytucją może być obalone tylko i wyłącznie wyrokiem TK, a związanie sędziego ustawą trwa do chwili utraty mocy obowiązującej danej ustawy – wyjaśnia prof. Romanowski, który zastrzega jednak, że takiego stanowiska TK, nie jest podzielane przez wszystkie składy orzekające oraz Izby Sądu Najwyższego.

Bywały już takie orzeczenia, w których sądy bez zadawania pytania prawnego TK, bezpośrednio stosowały konstytucję w celu odmowy zastosowania niekonstytucyjnego - ich zdaniem - przepisu ustawy.

- SN w tych przypadkach swoją kompetencję wywodzi z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi, że  sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji i ustawom w związku z art. 8 ust. 1 Konstytucji, który stanowi, że Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej oraz art.8 ust. 2 Konstytucji ustanawiającym zasadę bezpośredniego stosowania Konstytucji – wyjaśnia prof. Michał Romanowski, który zaznacza równocześnie, że w przypadku sądu rejestrowego podstawowe znaczenie będzie miało jak się wydaje stanowisko Izby Cywilnej SN. A to nie jest jednolite.

- Osobiście przychylam się do poglądu, stosownie do którego SN i sądy powszechne mogą nie tylko zadawać pytania prawne TK, ale mogą samodzielnie w konkretnych sprawach orzekać o konstytucyjności ustaw, skoro podlegają nie tylko ustawom, ale przede wszystkim Konstytucji będącej najwyższym prawem w Polsce. Tak rozumiana zasada bezpośredniego stosowania Konstytucji w sposób najpełniejszy realizuje zasadę trójpodziału władz jako podstawy demokratycznego państwa prawnego oraz realizacji wartości jaką jest stanie na straży Konstytucji jako prawa najwyższego – uważa prof. Romanowski.

Giertych uważa, że są ku temu poważne podstawy. Jeśli sąd przychyliłby się do wniosku Fundacji Giertycha, to wpis o wyborze nowych władz TVP i Polskiego Radia zostałby wstrzymany aż do decyzji trybunału ws. nowelizacji.
Brak takiego wpisu może nowym prezesom skomplikować sytuację w mediach publicznych.

Jak wyjaśnia prof. Romanowski brak wpisu powoduje poważne perturbacje w praktyce obrotu, ponieważ kontrahenci spółki nie będą chronieni skutkami domniemania prawdziwości wpisów dokonanych w rejestrze, a więc nie będą mieli pewności czy kontraktują z osobami uprawnionymi do reprezentacji spółki. W zależności od tego, jak mocno zwalczać się będą stary i nowy zarząd, może to doprowadzić do paraliżu funkcjonowania spółki.

- W każdym razie przed sądem rejestrowym nie wydaje się  możliwe skuteczne zablokowanie powołania nowych władz mediów. Wpis do rejestru członków władz spółki ma bowiem charakter deklaratoryjny, a więc jego dokonanie lub odmowa dokonania nie przesądza posiadania lub braku posiadania statusu członka zarządu. Konieczne byłoby tu zadanie pytania prawnego  do  TK lub wytoczenie powództwa o ustalenie (art. 189 k.p.c.) nieistnienia stosunku prawnego spółki między danym medium publicznym a nowo powołanymi członkami władz. Takie powództwo wymagałoby wytoczenia przed właściwy dla danego medium sąd rozpoznawczy – zaznacza cywilista. 

Takiego powództwa nie może wytoczyć każdy, ale tylko osoba, która wykaże interes prawny, a więc że ustalenie istnienia bądź nieistnienia statusu członka władz mediów publicznych ma wpływ na sytuację prawną tej osoby. Nie wystarczy wykazanie interesu faktycznego. Oczywiście także w razie wytoczenia takiego powództwa jego skuteczność zależy od poglądu składu orzekającego co do jego kompetencji w zakresie samodzielnej oceny konstytucyjności kwestionowanej ustawy, względnie obowiązku zadania pytania TK co do konstytucyjności kwestionowanej ustawy przy założeniu, że skład orzekający poweźmie wątpliwości w tym zakresie. 

KRS był już nie raz wykorzystywany przy rozgrywkach personalnych wokół zmian we władzach mediów publicznych.