A - autorytet

Uwielbieńczych tekstów na temat Jarosława Kaczyńskiego Kurski wypowiedział wiele. To niewątpliwie jeden z największych autorytetów obecnego szefa TVP. Choć z tym wychwalaniem prezesa PiS różnie w przeszłości bywało.

- Fascynacja Kaczyńskim i gotowość do poświęceń, do frontowej nawalanki powoduje, że ja z sukcesem braci utożsamiam własny sukces - mówił Jacek Kurski w „Dzienniku” w 2007 roku.

Wspominał, że jest chłonnym uczniem Jarosława: - Trafiłem na niego jako student na strajku majowym w 1988 w Stoczni Gdańskiej, kiedy podczas jego wielogodzinnych pogadanek politycznych w stołówce doznałem iluminacji politycznej. Wtedy ułożył mi się pewien obraz świata, a że zgadza się on z rzeczywistością, to pozostałem mu wierny.

Gdy jednak został z PiS-u wyrzucony i budował nową formację mówił już coś zgoła innego. Wypominał Kaczyńskiemu, że jest „psychicznie uzależniony” od Antoniego Macierewicza i „batutę pomylił z batem”. Nota bene o samym ministrze obrony narodowej też wypowiadał skrajnie różne opinie. Gdy był poza PiS-em wytykał mu cynizm i budowanie swojej pozycji na zamachu w Smoleńsku. W zeszłym roku zaś w „Kropce nad i” nazywał go wybitnym polskim politykiem. Tłumaczył się wtedy, że jego sposób myślenia o katastrofie smoleńskiej uległ zmianie w momencie, gdy „wojska Putina zestrzeliły malezyjski samolot”.

B - bulterier

"Lech tak o mnie powiedział? - dopytywał zaniepokojony Jacek Kurski dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, którzy przytoczyli mu rozmowę Donalda Tuska z Lechem Kaczyńskim.

- Dlaczego trzymasz tego sk... Kurskiego? - zapytał ponoć Tusk. - Może i jest sk..., ale wolę go mieć po swojej stronie - miał odpowiedzieć Kaczyński.

No cóż. Mam cztery lata, żeby mu udowodnić, że naprawdę jestem potrzebny PiS. Bo robienie wyłącznie kampanii już mnie nie kręci. Będę bulterierem Kaczyńskich. Nie zawiodą się na mnie - zapewniał w tym samym wywiadzie Kurski. 

C - ciemny lud

Tusk miał wtedy pełne prawo być wściekły na Kurskiego, to właśnie obecny prezes TVP w 2005 roku wyciągnął mu dziadka z Wehrmachtu, przez co obecny szef Rady Europejskiej przegrał wybory.

Kurski się broni, że dziennikarze chodzili za nim i nękali pytaniami o dziadka Tuska, więc podzielił się z nimi plotką, iż przodek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu. Sęk w tym, że mężczyzna został wcielony siłą i szybko uciekł z szeregów niesławnej armii. A to spora różnica.

- Dlaczego w ogóle zacząłeś z tym dziadkiem Tuska? - spytała go przed programem w TOK FM Katarzyna Kolenda-Zaleska.

- Z tym Wehrmachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi - miał odpowiedzieć Kurski. Polityk zaprzeczał, że takie słowa padły, choć jej świadkami byli m.n. Wiesław Władyka i Tomasz Lis.

D - dowcip

Inteligencja, cięty język i poczucie humoru sprawiły, że Jacek Kurski stał jednym z ulubionych przez dziennikarzy polityków. Zna media od podszewki, wie czym się karmią, dlatego sypie bon motami jak z rękawa i nie boi się „jechać po bandzie”. Potrafi jednak nie tylko kpić z innych, ale i z samego siebie.

- Na scenie politycznej nie może mieć dużego wpływu partia, która mieści się w jednej windzie - komentował wystąpienie Marka Jurka z PiS i założenie nowej partii.

Kurskiemu wielokrotnie zdarza się jednak przekraczać granice dobrego smaku.

E - ego (wielkie)

Skromnością nie grzeszy, choć życie nie raz dawało mu lekcje pokory.

- Prezes tak bardzo mnie ceni, że nie wyobraża sobie kraju i Sejmu beze mnie. To mi bardzo pochlebia - mówił w 2008 roku. Wypowiedzi w podobnym tonie znaleźć można więcej.

 - Określenie "spin doktor" uważam za degradujące dla człowieka o moich horyzontach i ambicjach - oburzał się Kurski, zapytany przez dziennikarzy o to czy zajmie miejsce duetu Bielan-Kamiński. 

I jak immunitet

Parlament Europejski pozbawił go immunitetu, bo polska prokuratura zarzuciła ówczesnemu europosłowi złamanie przepisu zakazu skrętu oraz przekroczenie podwójnej linii ciągłej. To zresztą nie pierwszy grzech Kurskiego przeciwko kodeksowi drogowemu. Polityk jest znany z zamiłowania do szybkiej jazdy. Notorycznie łamie przepisy - do tego stopnia, że stracił prawo jazdy.

Jedną z bardziej spektakularnych akcji w jego wykonaniu było podczepienie się pod konwój policyjny transportujący przestępcę.

Funkcjonariusze myśleli, że to próba odbicia więźnia. Wezwali posiłki. A Kurski tłumaczył się – Myślałem, że jest to konwój z marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem.

W rozmowie z dziennik.pl Kurski zapewniał, że nigdy nie zasłania się immunitetem, gdy nabroi za kierownicą.

K - kłamstwo

"Kłamca!" - to słowo skandowała sejmowa sala w 2007 roku, gdy Roman Giertych, używając języka internautów, masakrował Kurskiego z mównicy. Wideo jest dziś hitem sieci.

Były minister nazwał Kurskiego kłamcą i wytknął mu, że przypisywał PiS zasługi, dotyczące m.in. reformy edukacji i becikowego, podczas gdy sam głosował przeciwko tym zmianom. Na dowód cytował raporty z głosowań.

Giertych został pozwany przez ówczesnego posła Prawa i Sprawiedliwości. Sąd II instancji uznał, że... Kurski w pewnych sytuacjach rzeczywiście mógł być nazwany kłamcą.

Pamiętamy hasło telewizja kłamie, to co teraz, gdy prezes TVP jest kłamcą? - ironizował kilka dni temu w TVN Giertych, komentując nominację dla "Kury" na prezesa TVP.

Trzeba przyznać, że to nie pierwszy raz, gdy Kurski został przyłapany na mijaniu się z prawdą.

W czerwcu 2006 r., poskarżył PO, że kampanię wyborczą Tuska finansowało PZU. Chodziło o przejęcie od PZU za 3 proc. wartości powierzchni na billboardach, które Zakład wykorzystywał w akcji "Stop wariatom drogowym”.

Dopytywany, czy sprawdził te informacje, odparł, że "nie gromadził dokumentów, nie ma natury śledczego”. Sprawę w sądzie przegrał i musiał za to przepraszać.

L- leszczyk

Polityczny związek z byłym ministrem sprawiedliwości, Zbigniewem Ziobro i wspólne budowanie Solidarnej Polski skończył się widowiskowo.

Między politykami Solidarnej Polski wrzało od dawana, Kurski krytykował m.in. zaangażowanie w kampanię Tomasza Adamka. Bokser miał osłabić szanse partii w wyborach. Porażka przypieczętowała rozstanie. "GW" opisuje, jak w czasie wieczoru wyborczego, na który Ziobro się spóźnił asystentka Kurskiego powitała go gorzkimi słowami: - Pan pozwoli, że pogratulujemy tchórzostwa, że nie był pan jak zwykle na czas. Na szczęście nie wszyscy na pana czekali - powiedziała do szefa SP.

Oficjalnie Kurski został wyrzucony z SP za piractwo drogowe: - Oblałem się kawą ze śmiechu - skomentował to na Twitterze.

Potem drwił ze Zbigniewa Ziobry nazywając go "leszczykiem", który ma "charyzmę trzęsącej się galarety". Na Twitterze dodawał: – Oddam za darmo paletę pampersów. Zmieniałem je przez ostatnie 3 lata co 2 dni dorosłemu, ale de facto są dla dzieci.

Byli koledzy z partii odgryzali się wypominając mu fatalny wynik w wyborach do PE: nieco ponad 9 tys. głosów. Ziobro w tym samym czasie w Krakowie zdobył ponad 60 tys.

N - nocna zmiana

Film dokumentalny o kulisach odwołania gabinetu Jana Olszewskiego i "nocy teczek" Jacek Kurski montował przez pięć miesięcy. Tłumaczył, że nagrania były kiepskiej jakości, poza tym on miał ambicję zrobić z tego dokumentalne kino akcji, dynamiczne, z kilku kamer. - „Nocną Zmianą" uratowałem pozytywną prawdę o rządzie Jana Olszewskiego, która była zakrzyczana przez medialny lincz większości ówczesnych dziennikarzy - przekonywał Kurski w wywiadzie dla Onetu.

Jego film wywołał jednak wiele kontrowersji, a Kurskiego oskarżono o pomijanie faktów i naciąganie ich pod tezę. Część recenzentów nie miała wątpliwości, że to był materiał propagandowy. Montaż, muzyczka i filmowanie jak z ukrytej kamery miało podgrzać atmosferę spisku elit.

Dokument miał olbrzymią widownię. Nie wykluczone, że przyczynił się do porażki wyborczej Lecha Wałęsy w 1995 roku.

Podobnym zainteresowaniem cieszyła się książka, jaką Kurski napisał razem z Piotrem Semką. „Lewy czerwcowy”. Promocję książki wymyślił ponoć Jarosław Kaczyński. Autorzy jeździli po kraju, a w tym samym czasie sympatycy PC zaczęli wychodzić na ulicę protestować przeciwko Wałęsie z kukłami w dłoniach.

P - polityka i PiS

Kochałem tę partię, oddałem jej najlepsze lata i pomysły. Dlatego trudno mi odnosić się do niej krytycznie. Nie ukrywam jednak, że szczególnie w ostatnim okresie czułem się jakbym był w kolonii karnej połączonej z przedszkolem, a nie partii politycznej - mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” gdy był już członkiem Solidarnej Polski. Partię i jego lidera krytykował wtedy chętnie. Z PiS-em Kurski rozstawał się i schodził kilkakrotnie.

Z Porozumieniem Centrum pracował już w 1993 roku, podczas kampanii, ale zanim ostatecznie dostał legitymację partii braci Kaczyńskich przeszedł bardzo długą polityczną drogę. W 1995 roku, gdy Jan Olszewski w wyborach prezydenckich dostał 7 proc. głosów i powołał Ruch Odbudowy Polski, Kurski został jego rzecznikiem. Potem był ZChN i AWS. W 2001 roku przyszedł do PiS, ale po roku odszedł bo nie dostał miejsca na listach. Wtedy związał się z LPR, by ostatecznie w 2005 roku wrócić do PiS-u.

Wielu polityków wytyka mu cynizm. - W mojej ocenie Jacek Kurski to największy łotr jeśli chodzi o polityków - mówił o kurskim Lech Wałęsa.

- Gdy był w LPR, robił wszystko, by utrudnić nam życie. To skończyło się natychmiast, gdy przeszedł do PiS. Podszedł do mnie i powiedział: przepraszam, to był okres walki, teraz jest okres współpracy. I raptem głosował już razem z nami. Opadła mi szczęka. On jest człowiekiem inteligentnym i zdolnym, ale też bezwzględnym i cynicznym. Straszna mieszanka, bo nie przebiera w środkach. Dla niego liczy się tylko efekt. Dla mnie to najemnik polityczny - mówił Jan Kozłowski, europoseł PO.

R - Reflex

To pierwszy program telewizyjny Jacka Kurskiego. Zrobił go razem z Semką na prośbę samego prezesa Radiokomitetu Mariana Terleckiego. Ówczesny szef TVP dał im ponoć na to trzy tygodnie. Wyrobili się.

Największym echem odbił się odcinek, w którym Kurskiemu i Semce udało się nagrać jak Adam Michnik i Jerzy Urban razem z Moniką Olejnik wsiadają po programie dziennikarki w Trójce do jednego samochodu.

- Było to przerwanie zmowy milczenia wokół tego co robi za kulisami Adam Michnik, jak wygląda w praktyce budowa III RP - tłumaczył Piotr Semka wpolityce.pl.

Oprócz Reflexu Kurski ma na koncie program "Rozmowy kanciastego stołu", jaki robiła dla TVP jego firma oraz m.in. "Sprawę dla reportera". Po jednym z odcinków programu ówczesny prezes TVP, Wiesław Walendziak musiał upominać Kurskiego, by dbał o rzetelność dziennikarską.

Kilka miesięcy po tym, jak Walendziak stracił fotel w TVP Kurski także rozstał się z telewizją.

Z dziennikarstwa zrezygnował później, choć już wtedy trudno było mówić, że nie był zaangażowany w politykę. - Będąc dziennikarzem, robiłem w 1993 roku kampanię Kaczyńskim, ale do Porozumienia Centrum nie wstąpiłem - mówił w „Dzienniku”.

Po latach zapytany przez “Wprost” dlaczego zrezygnował z dziennikarstwa, odpowiedział, że zraził go jego "kelnersko-usługowy charakter".

- Po paru latach zrozumiałem, że biję głową w mur, zacząłem dusić się w świecie dziennikarskim. Jednocześnie coraz bardziej odsłaniałem się ze swoim zaangażowaniem politycznym. Dla dziennikarzy byłem politykiem, a dla polityków – dziennikarzem, więc przeciąłem tę schizofrenię. Ale dziennikarstwo sporo mnie nauczyło. Błyskawicznie wychwytuję manipulację - mówił w Dzienniku.

S - słitfocia

Zaczęło się od zdjęcia z rąsi, jakie Jacek Kurski strzelił sobie na ukraińskim Majdanie. Media i portale społecznościowe zalała fali drwin, memów i krytycznych komentarzy.

Z - zdrada

Pierwszy o romansie Jacka Kurskiego z asystentką napisał tygodnik „Nie”. Choć "napisał" to za dużo powiedziane, bo po mejlach z redakcji Kurski zablokował publikację. Kiedy jednak w branżowym „Presserwisie” ukazała się notka na ten temat, medialna lawina ruszyła.

Kurski razem ze swoim prawnikiem rozsyłał do wszystkich polskich mediów oświadczenie, w którym kategorycznie zabronił pisać o swoim prywatnym życiu pod groźbą procesu. Wszak dla polityka prawicy przywiązanego do nauki Kościoła to byłby wizerunkowy cios. Ale groźby europosła zamiast zatrzymać, to tylko wzmogły zainteresowanie.

Media huczały od plotek i komentarzy dotyczących zasadności cenzurowania informacji na temat prywatnego życia polityka.

Telenowela z rozwodem i małżeńskimi sporami w roli głównej trwała w tabloidach miesiącami. Żona oskarżała Kurskiego, że „chciał się rozwieść po cichu w Brukseli”. W medialnej narracji wykorzystane też zostały dzieci. Ostatecznie rodzinny dramat zakończył się ugodą.

Kurski podziękował żonie za wspólnie spędzone lata i poinformował, że oddał jej większość wspólnego majątku. Opublikował też na Twitterze oświadczenie byłej żony.

psav_embed

Słowa wicenaczelnego "GW" na marszu w obronie wolności i niezależności mediów pokazały "Wiadomości", czyli najważniejszy serwis informacyjny rządzonej przez Kurskiego TVP. Jedni żartowali, że to najlepszy dowód dobrych intencji nowego prezesa, inni kpili, że Kurski uprawia nepotyzm i promuje brata. Dziennikarzom TVP jakoś nie było do śmiechu.