Pod koniec 2005 r. zaproponowała Aleksandrze Dochnal transakcję - w zamian za pożyczkę miała użyć wpływów w PiS, ówczesnej partii rządzącej, w celu wpłynięcia na polityków decydujących o losie jej męża, przebywającego od 1,5 roku w areszcie, obiecała, że wpłynie na nich na tyle, że mąż zostanie zwolniony - cytuje "Gazeta Wyborcza" uzasadnienie wyroku Sądu Rejonowego Warszawa-Praga.

Sąd uznał, że Dorota Kania dopuściła się "zamachu godzącego w prawidłową działalność instytucji państwowych, a powodem jej działania była chęć osiągnięcia korzyści majątkowej". W lipcu skazał ją na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

Kania w oświadczeniu opublikowanym w portalu Niezalezna.pl pisze, że została skazana, bo sędzia Iwona Wierciszewska nie uwzględniła jej wniosków dowodowych i wydała o wiele wyższy wyrok, niż chciała prokuratura. Wyrok jest nieprawomocny.

Złożyłam apelację od tego wyroku, nie zgadzam się z nim i czekam na wyznaczenie terminu. To kolejny raz, w którym sąd mnie skazuje, nie uwzględniając moich wniosków dowodowych - czytamy w oświadczeniu.

Dziennikarka pisze też, że wyrok został ogłoszony po tym, jak ukazały się jej dwie książki z serii „Resortowe dzieci”.

Mimo działań polskiego sądownictwa wobec mnie, nie zamierzam rezygnować z pisania pozostałych tomów, jak i innych książek na temat wpływu ludzi komunistycznych służb specjalnych na naszą rzeczywistość - kończy Kania.

Zeznania świadków i sądowe uzasadnienie wyroku wskazują, że Kania w kontaktach z rodziną Dochnala podkreślała, że jest zaprzyjaźniona z Prezydentem RP i jego małżonką, mówiła, że to "dzięki Lechowi Kaczyńskiemu jej mąż dostał pracę w urzędzie miasta, że zna dobrze matkę prezydenta, i że ze wszystkimi jest na ty".

Żona i teściowa Dochnala w zamian za pomoc w Kani i jej teksty korzystne dla męża, który przebywał wtedy w areszcie, wypłacały Kani pieniądze w transzach od kilkunastu tysięcy do 100 tys. zł. Kania nie zgłosiła pożyczki do urzędu skarbowego i nie zapłaciła od niej podatku. Przeciwko dziennikarce zeznawał m.in. Zbigniew Ziobro, który przyznał, że była zaangażowana w sprawę Marka Dochnala i "podejmowała również działania w przedmiocie przeniesienia sprawy do innej jednostki".

Dziennikarka broniła się z kolei, że pożyczając pieniądze od Barbary Pietrzyk nie wiedziała, że to teściowa Dochnala. Sąd linię obrony uznał za niewiarygodną.