Wycech o sprowokowanie afery podejrzewa Zbigniew T., czyli właściciela mieszkania, które wynajmowała firma w której Wycech pracowała.

Gumowe lalki i inne erotyczne gadżety były w mieszkaniu od zabawy sylwestrowej. Przynieśli je moi znajomi, dla żartu. Jedna lala siedziała w kącie, druga wisiała na suficie. Było zabawnie i to wszystko. Po imprezie, rzuciłam to wszystko w kąt i tak leżało. Na zdjęciach we „Wprost” wszystko było porozrzucane po całym mieszkaniu. Podejrzewam, że cały ten burdel zrobił Zbigniew T. - tłumaczy w rozmowie z tygodnikiem "Newsweek".

Wycech twierdzi, że nie ma pojęcia, skąd wziął się tam biały proszek. - Tamtego dnia w mieszkaniu była policja. Weszli do różnych pomieszczeń, obejrzeli je, nie zauważyli nic podejrzanego. Po drugie, badania DNA, którym poddaliśmy się razem z Kamilem, jednoznacznie wykazały, że nie było tam naszych śladów - opowiada.

Przyjaciółka Durczoka podkreśla, że oboje nie mieli z aferą nic wspólnego. - Mieszkanie przez miesiąc stało puste. Przypuszczam, że biały proszek znalazł się tam tylko po to, by podsycić całą aferę - mówi Wycech.