Sprawa zaczęła się w 2013, gdy przy tekście o "goebbelsowskich propagandystach" atakujących Kościół, znalazło się zdjęcie dziennikarki z "Kropki nad i" - choć jej nazwiska w tekście nie wymieniono. Monika Olejnik uznała, że jej fotografia znalazła się tam celowo i pozwała "wSieci" - informuje "Gazeta Wyborcza". Podczas procesu sędzia obejrzał kilkanaście wydań programu i uznał, że żaden dowód nie potwierdził, że program jest nakierowany na niszczenie Kościoła Katolickiego. Zdaniem sądu nie można też zarzucić Monice Olejnik sytuacji nagannych, bo wiele razy protestowała w programie przeciw osobom przekraczającym normy przyzwoitości.

Dlatego też wyrok mógł być tylko jeden - sędzia uznał, że naruszono wizerunek i cześć dziennikarki. Dlatego zarówno wydawca, jak i naczelny "wSieci" muszą przeprosić Monikę Olejnik na pierwszej stronie swojego pisma oraz w "Gazecie Wyborczej". Do tego mają wpłacić 25 tys. złotych na Fundację Radia ZET. Wyrok nie jest prawomocny.