- Jeden temat miał być ciągnięty przez kilka godzin kosztem miejsca dla pozostałych tematów proponowanych na porannym kolegium. Takie rzeczy w mediach elektronicznych raczej nie zdarzają się jeżeli nie mamy do czynienia z jakimś nagłym, dramatycznym wydarzeniem. Widz musi mieć zrelacjonowane różne istotne tematy dnia - mówi nam Stanecki. Dodaje też, że obowiązki realizowania zadań antenowych są egzekwowane tak w TVP, jak i w kanałach konkurencji.

- Pamiętam jak zwalniano z TVN24 Krzysztofa Ziemca, za to że nie zrealizował planu redakcyjnego dnia czy też nie wykonał jakiegoś uzgodnionego zadania - mówi Stanecki.

Z relacji Mariusza Pilisa, szefa Telewizyjnej Agencji informacyjnej, któremu podlega TVP Info, wynika, że wydawczynie odmówiły tematycznego zróżnicowania programu. W wywiadzie dla portalu wpolityce.pl, Pilis oskarżał je wręcz, że chciały wymusić relacjonowanie manifestacji KOD-u „od rana do nocy”. 

Z opowieści zwolnionych w tym tygodniu dziennikarek, wynika coś zupełnie innego.

Dym z KOD-em w TVP

- Nieprawdą jest, że protest KOD-u miał być jedynym tematem dnia w sobotę 12 marca - piszą w oświadczeniu Izabela Leśkiewicz, Magdalena Siemiątkowską i Małgorzata Serafin.

Na sobotnim porannym kolegium miały usłyszeć od szefa newsroomu, że tym razem nie będzie transmisji na żywo z przemówień w czasie marszu KOD-u. Wydano również polecenie, aby nie pokazywać na żywo momentu, kiedy marsz rusza sprzed Trybunału Konstytucyjnego. - Według szefa newsroomu takie ustalenia zapadły poprzedniego dnia późnym wieczorem na spotkaniu kierownictwa TAI z prezesem TVP - czytamy w oświadczeniu dziennikarek.

W tym czasie TVP Info miała transmitować konferencję Episkopatu Polski na temat Światowych Dni Młodzieży, która także odbywała się w tym dniu o 12.00. Dopiero po konferencji kanał miał poinformować widzów o marszu, ale jedynie w relacji reportera, który jest na miejscu.

Wydawcy zaproponowali, aby odwrócić kolejność i najpierw pokazać na żywo fragment manifestacji, a następnie retransmitować konferencję Episkopatu Polski. Ale od dyrektora TAI usłyszeli nie. Co więcej, wśród materiałów zleconych do realizacji padł poruszany w tym czasie przez polityków PiS temat o tym, jak za rządów Platformy Obywatelskiej w czasie manifestacji strzelano do ludzi z broni gładkolufowej oraz materiał, o tym jak „KOD-owcy hejtują zwykłych ludzi”.

Wydawcy odmówili zlecenia takich materiałów, uzasadniając to brakiem rzetelności dziennikarskiej i łamaniem zasad obiektywizmu. Również obecni na kolegium reporterzy zaprotestowali przeciwko realizacji tematów z narzuconą tezą - czytamy w oświadczeniu.

Wzięły torebki i wyszły

Wydawczynie sprzeciwiły się też odwołaniu za ich plecami gościa, który miał komentować na żywo w studiu marsz KODu.

Według wcześniejszych ustaleń mieli to być Rafał Ziemkiewicz i Jerzy Domański. Ale naczelny "Przeglądu" miał być - decyzją szefa newsroomu - odwołany. Kierownictwo stwierdziło, że jeden gość wystarczy, gdyż druga strona czyli KOD, obroni się sama. Wydawczynie uznały, że to złamanie zasady pokazywania zdania dwóch stron i ostatecznie opuściły redakcję.

Z tego powodu kierownictwo oskarżyło je o to, że stworzyły zagrożenie dla ciągłości anteny TVP Info.

W związku z odmową wykonania powierzonych zadań programowych, odmową zaproponowania alternatywnych pomysłów programowych i porzuceniem miejsca pracy, co bezpośrednio zagroziło ciągłości emisji TVP INFO, dyrektor TAI Mariusz Pilis zdecydował o natychmiastowym zakończeniu współpracy z wydawczyniami" – napisało TVP w oświadczeniu.

Leśkiewicz i Siemiątkowska w tym przypadku również zarzucają byłym zwierzchnikom kłamstwo. Twierdzą, że ciągłość anteny nie była zagrożona, bo na dyżurze nadal pozostawali wydawcy pasma porannego. Dziennikarki dodają też, że zaproponowały szefostwu alternatywne rozwiązania. Chciały, by serwis zaczynał się od pokazania na żywo od startu marszu KODu wraz z przemówieniami organizatorów, a następnie puszczono retransmisję konferencji Episkopatu na temat Światowych Dni Młodzieży.

Nie chciały jednak realizować materiału z opisem strzelania do demonstrantów na poprzednich marszach na zlecenie władz, bo ich zdaniem nie miało to uzasadnienia w kontekście marszu KODu. Materiał na ten temat zrobiły jednak „Wiadomości”. Dzień później ich emisji w TVP Info odmówiła Małgorzata Serafin twierdząc, że jest on jednostronny i nierzetelny. Za co, razem z Siemiątkowską i Leśkiewicz, została zwolniona.

Publiczne połajanki

Zanim komunikat o zwolnieniach trafił do mediów w TVP odbyło się kolegium, na którym Mariusz Pilis publicznie poinformował dziennikarki o zarzutach. - To jest ostatni moment, kiedy w Telewizji Publicznej panuje jakakolwiek ideologia. Tych, którzy zamierzają poprzeć te panie zapraszam do sekretariatu - powiedział na spotkaniu z zespołem.

- I nikt nie miał wątpliwości, jak odczytać jego słowa. Kto się postawi, ten wyleci, bo szefostwu zależy na żołnierzach od wykonywania rozkazów - słyszymy od jednego z dziennikarzy.

Na „apel” Pilisa zareagowało troje pracowników - Agata Całkowska, Łukasz Kowalski oraz Patryk Zalasiński, którzy rozstali się z anteną w geście solidarności z wydawczyniami (są również podpisani pod oświadczeniem).

- Teraz panuje tu atmosfera rodzinnego grobowca, a twórca grafików wkrótce osiwieje, bo kadrowe braki będzie coraz trudniej załatać - słyszymy od jednego z pracowników kanału. Ale kierownictwo telewizji ze zmian na wizji jest zadowolone.

Leniwi dziennikarze?

- Kanał jest bardziej atrakcyjny wizualnie, bardziej dynamiczny, jest więcej łączeń na żywo. Widać po prosu więcej włożonej pracy. Może dlatego nie wszyscy odnajdują się w tym rytmie pracy. To smutne, że tak wielu osobom trudno porzucić stare przyzwyczajenia i nie akceptują modyfikacji stylu pracy w nowym modelu funkcjonowania TVP Info - mówi nam Stanecki.

Zarzuca pan dziennikarzom lenistwo? - pytamy.

- Przyznaję, że nie do końca to rozumiem. Znam część osób, które odchodzą choć w ich przypadku możliwa byłaby kontynuacja pracy w zmienionej formule. Nie sądzę, że różni nas podejście do wydarzeń czy do pracy dziennikarskiej. Sam byłem dziennikarzem. Zakładam, że po prostu albo doszło do kumulacji emocji, albo ten tryb pracy czy zmiana swojej pozycji w zespole im nie odpowiadały - odpowiada Stanecki.

Nie dopuszcza pan wersji, że to efekt cenzury i próby manipulacji? - pytamy dalej.

- Znam dyrektora Pilisa od wielu lat, on właściwie tworzył TVP Info od samego początku i muszę powiedzieć, że człowieka tak przekonanego o wadze profesjonalnego dziennikarstwa można ze świecą szukać. TVP ma być medium szerokim, a nie tożsamościowym, jednoznacznie przywiązanym do takiej czy innej opcji światopoglądowej. I tak myśli dyrektor Pilis - mówi Stanecki i bagatelizuje zarzuty:

Przecież w zdarzeniu, o którym rozmawiamy, nie chodziło o nie informowanie o tej manifestacji czy też o wymowę materiału, a jedynie o czasową objętość tematu w ramówce stacji i sposób jego realizacji.

Zwolnione dziennikarki nie zadecydowały jeszcze czy będą pozywać TVP do sądu pracy.