Andrzej Morozowski do rozmowy zaprosił Annę Zawadzką, jedną z organizatorek protestu wobec planów zaostrzenia ustawy aborcyjnej, oraz księdza Kazimierza Sowę. Dyskusja miała dotyczyć protestu kobiet wobec politycznych planów zaostrzenia prawa aborcyjnego. Anna Zawadzka jest widoczna na nagraniach z warszawskiego kościoła świętej Anny, gdzie w proteście kobiety demonstracyjnie wychodziły w czasie niedzielnej mszy, kiedy odczytywano list Episkopatu w sprawie ochrony życia poczętego.

Zawadzka kłóci się z księdzem prowadzącym nabożeństwo, krzyczy, szarpie się z nią jakiś mężczyzna próbujący zmusić ją do opuszczenia świątyni.

Niestety, emocje wzięły górę także w programie "Tak jest" w TVN24. Kiedy Andrzej Morozowski zapytał Annę Zawadzką o to, czy często chodzi do kościoła, czy raczej pojawia się tam jedynie w celach organizacji protestów, ta natychmiast przeszła do ataku.

Nie mogę mówić na ten temat, bo zostały mi postawione zarzuty prokuratorskie. Ale nie słyszałam, żebyśmy złożyli hołd lenny Watykanowi. Nie jest możliwe, żeby Kościół katolicki decydował o prawie w Polsce - argumentowała. Nie chciała dopuścić do głosu ani prowadzącego, ani drugiego gościa. Ksiądz Sowa próbował przerwać Zawadzkiej, mówiąc, że nie zna się ona na Kościele, bo tam nie chodzi. Wtedy kobieta odgryzła się duchownemu pytaniem, jaką posiada on merytoryczną wiedzę na temat aborcji.

Księża sieją nienawiść do feministek, homoseksualistów, genderu. A sami są przecież genderem - podnosiła głos feministka.

Pani Anno, halo! - starł się przerwać jej monolog Andrzej Morozowski. Zawadzka nie reagowała, nie chciała dopuścić do głosu prowadzącego "Tak jest". - Pani Anno, czy zastosuje się pani do reguł obowiązujących w tym programie? Regułą jest to, że ja zadaję pytanie - oburzył się Morozowski. Zawadzka jednak nie przestawała mówić.

W takim razie dziękuję bardzo - zakończył dziennikarz i podziękował za rozmowę, przechodząc do dalszej części programu.