Barbara Sowa: Szykuje pan cięcia w Jedynce?

Rafał Porzeziński: Budżet, który odziedziczyliśmy po poprzednikach, każe nam ostrożnie myśleć o bieżącym roku. Czekają nas bardzo kosztowne wydarzenia, jak Światowe Dni Młodzieży, olimpiada, Euro 2016 – szukanie oszczędności w takiej sytuacji jest oczywiste. Nie spodziewam się jednak masowych redukcji.

Dziennikarze sami odchodzą, oskarżając szefostwo, że niszczy to, co budowali latami.

Liczba mnoga co do owych oskarżeń nie jest chyba zasadna. Wszystkie rozstania w radiowej Jedynce po moim przyjściu do stacji odbyły się za porozumieniem stron. Gdyby wyjawić powody odejścia osoby, którą pani cytuje, to myślę, że nie byłaby zadowolona.

Nowymi twarzami Jedynki są dziś takie osoby jak Michał Rachoń czy Samuel Pereira.

Bardzo się cieszymy, że obok pani Zuzanny Dąbrowskiej, Krzysztofa Grzesiowskiego czy Janusza Weissa pojawią się wymienieni przez panią dziennikarze oraz wytrawni radiowcy, jak Piotr Gociek czy Wojciech Dąbrowski. Samuel Pereira przyjął funkcję kierowniczą w TVP Info, teraz będzie rzadziej gościł na naszej antenie. To zdolny i pracowity dziennikarz.

Kojarzony z prawicą i bez radiowego doświadczenia. Kartę mikrofonową zdał?

Zdał, i to przed bardzo surową komisją. Nie dzielimy dziennikarzy na prawicowych i lewicowych.

Program dostał też Jan Pospieszalski, znany głównie z telewizji. Nie lepiej promować swoje radiowe gwiazdy?

Podział na radiowców i dziennikarzy telewizyjnych stracił na aktualności. Dziś w naszym zawodzie obowiązuje multimedialność. Radiowa Agencja Informacyjna pracuje także obrazem. Nie jest prawdą, że nie stawiamy na nasze gwiazdy. Cieszę się, że mam na pokładzie Dorotę Truszczak, Annę Juśkiewicz czy Janusza Weissa, który współprowadzi nowy program „Wszystko o ekonomii” i pokazuje, że da się rozmawiać o gospodarce w sposób przystępny. Kiedyś świetnie robił to na antenie TOK FM Tadeusz Mosz, gdy odszedł, powstała luka i my ją chcemy wypełnić. Dla mnie Pospieszalski to radiowiec. Kierował anteną w Radiu Plus za czasów świetności tej rozgłośni. Jan Pospieszalski to prawdziwa gwiazda, a te świecą jasno zarówno w prasie, radiu, jak i telewizji.

Słuchalność będzie dla pana ważnym wyznacznikiem?

Będzie ważną podpowiedzią, czy idziemy w dobrą stronę. Pani prezes Barbara Stanisławczyk jako wytrawny dziennikarz i redaktor ocenia wymiar merytoryczny programów, ale jako menedżer i prezes nie może nie zauważać słuchalności Jedynki. Już po pierwszych dwóch miesiącach naszej pracy słuchalność wzrosła (+0,6 proc. miesiąc do miesiąca w lutym). Biorąc pod uwagę, że od ośmiu lat Program I PR tracił, odwrócenie tej tendencji jest dla nas powodem do zadowolenia. Chcemy docierać do coraz większej grupy, również coraz młodszych, ludzi.

Jak pan chce odmładzać odbiorców Jedynki?

Zamierzamy nie tylko zdobywać, ale i wychowywać młodego słuchacza. Poszerzyliśmy pasmo Jedynka Dzieciom z 25 do 45 minut. Bierzemy też pod opiekę I Program Polskiego Radia i całodobowy program Radio Dzieciom. Chcemy mówić prostszym językiem – może nie potocznym czy młodzieżowym, bo do Jedynki, jak to kiedyś powiedział jeden z pracowników, przychodzi się w smokingu i pod muchą – ale prostszym. Gramy też więcej muzyki dobrze przyjmowanej przez dzisiejszych 40-latków, której słuchali, gdy mieli lat 16–18. Nową playlistę programujemy z dużym rozsądkiem. Wspiera nas, jako doradca zewnętrzny, Rafał Freyer, który pomagał formatować muzycznie najlepsze stacje.

Paweł Sztompke by sobie nie poradził?

Obaj świetnie ze sobą współpracują. Jesteśmy na podium z silnymi, choć według ostatnich badań wyraźnie słabnącymi, RMF FM i Radiem Zet i na pewno mamy czym zaciekawić ich dzisiejszych słuchaczy. Kiedy przyszedłem do Jedynki, proporcja słowa do muzyki w niektórych pasmach wynosiła 75 do 25, co było błędem. Zmieniam to.

Chcecie się ścigać z komercyjnymi nadawcami? Radio Złote Przeboje już mamy, muzyczną sieczkę też.

Większy udział muzyki na antenie nie musi oznaczać jej komercjalizacji. To, co dziś charakteryzuje naszą playlistę, pozostanie jej znakiem jakości. Nie puszczamy wątpliwych jakościowo piosenek i nie lansujemy przebojów tylko dlatego, że są łatwe. Nie będziemy też chodzić na pasku żadnych wytwórni muzycznych, grać piosenek, które mają się sprzedać, bo tak zadecydował ten czy inny „majors”. Gramy 50 proc. muzyki polskiej, ale nie za wszelką cenę. Dla nas najważniejszy jest słuchacz.

Playlista ma liczyć 500 utworów. To niewiele.

Wcale nie, te 500, a może 600 utworów będzie rotowanych w poszerzonym prime timie, czyli od godz. 5 do 20, a w audycjach wieczornych będzie czas na muzyczne eksperymenty, nadal zagramy jazz i rocka, czasem nawet ostrzejszego, na pewno będzie na naszej antenie brzmiał Chopin, ale i country czy muzyka „korzenna”.

Prezes Jacek Kurski zapowiadał, że TVP i Polskie Radio będą współpracować, by poprawić cytowalność programów mediów publicznych.

Z TVP współpracujemy, z wzajemną korzyścią: mamy codzienne pasmo naukowe „Eureka”, skorelowane z „Sondą 2” TVP 2, uruchomiliśmy też ścisłą współpracę z TVP Historia i nie jest to koniec wspólnych planów. Jeśli chodzi o cytowalność, jest ważna, ale jest skutkiem, nie zaś przyczyną. Hasło „Jedynka zawsze pierwsza” jest coraz bardziej zasadne. Dbamy, by to u nas pojawiały się pierwsze osoby w państwie, aby swoje decyzje ogłaszały na naszej antenie, by artyści, ekonomiści, goście z zagranicy, naukowcy światowej sławy mówili do nas własnym głosem. Na razie to się udaje.

Poprzednia szefowa Trójki długo nie utrzymała się na stanowisku. Czy jako były dziennikarz tej anteny myśli pan, że jej następca podoła zadaniu?

Dyrektora Adama Hlebowicza znam od 1999 r., jest wybitnym radiowcem, człowiekiem, któremu nie brak odwagi, ale i pokory, jestem przekonany, że świetnie sobie poradzi.