Trzeba krytykować opozycję i dobrze mówić o rządzie. Do tego szef redakcji dostaje SMS-em "przekaz dnia" - tak wygląda praca dziennikarzy "Wiadomości" TVP - informuje "Newsweek". Mamy w redakcji kalendarium dla wszystkich wydawców, podwydawców i osób z działu z publicystyki, które zapraszają gości. To rozpiska, co będzie działo się na antenie w kolejnym dniu. Zwykle pojawiała się około 20.00. ale nagle zaczęła spływać do nas bardzo późno, czasem nawet o północy. Dziwiliśmy się, ale okazało się, że wszystkie informacje idą najpierw do zatwierdzenia na Woronicza, gdzie urzęduje prezes TVP, dopiero potem wracają na Plac Powstańców. Skąd o tym wiemy? Nasi szefowie forwardowali nam maile, gdzie jednym z odbiorców był prezes Kurski. Wszystko było konsultowane z Kurą, łącznie z gośćmi programu - mówi jeden z pracowników stacji. Jak pisze tygodnik, mężczyzna zgodził się tylko na anonimową rozmowę, inaczej natychmiast straciłby pracę.

 Jak wyjaśnia "Newsweek", Jacek Kurski osobiście pilnuje, by na antenie nie było żadnej krytyki rządów PiS. Informatorzy tygodnika opowiadają, co miało stać się z programem "Pegaz", który został zdjęty w ostatniej chwili przed emisją z "przyczyn technicznych".  Autorzy zaprosili do programu Przemysława Wojcieszka, autora spektaklu "Hymn Narodowy", mocno krytycznego wobec PiS. Kiedy prezes się o tym dowiedział, poszedł do zespołu emisyjnego, który wpuszcza programy na antenę. Chapeau bas, że znalazł drogę, bo inni prezesi nie potrafili. Podobno wpadł do nich, krzycząc: "ABW!". Takie ma facet poczucie humoru. Obejrzał „Pegaz” i go zdjął, mimo że scenariusz został już zaakceptowany przez dyrektora Jana Pawlickiego – opowiada pracownik TVP. Sugeruje on też, że w innych programach publicystycznych, Kurski uzgadniał z autorem listę gości i tematy rozmów.