Niemieccy komentatorzy nie wykluczają też, że Wielka Brytania pozostanie w UE.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że nie ma żadnego ważnego powodu, by rozpoczynać "w pośpiechu" negocjacje o wyjściu z UE. Okres niepewności, który nastał teraz w Wielkiej Brytanii i w UE, będzie trwał latami. Cztery miesiące w tę czy inną stronę jest bez znaczenia - uważa Nikolas Busse.

"Gniew ludu" przeciwko UE, który występuje w Europie od lat, a nawet od dziesięcioleci, po raz pierwszy wyrządził dziełu integracji rzeczywiście dużą szkodę - przyznaje komentator. Podkreśla, że politycznym przesłaniem nadchodzącym nie tylko z Wielkiej Brytanii jest to, że obywatele chcą "mniej, a nie więcej Brukseli".

Wyjście Wielkiej Brytanii oznacza, że Unia Europejska będzie miała w przyszłości 27 krajów członkowskich, a nie sześć - zaznacza Busse. Jego zdaniem zwołanie spotkania sześciu krajów założycieli w Berlinie i gadanie o "zróżnicowanych poziomach ambicji" było niemądrym posunięciem, ponieważ stworzono w ten sposób wrażenie, szczególnie w Europie Wschodniej, że będzie budowana Europa ograniczona do krajów tworzących jej trzon. W chwili, gdy UE staje się mniejsza i słabsza, tworzenie dalszych podziałów jest błędnym sygnałem - pisze komentator "FAZ".

Do sporu o tempo negocjacji z Londynem nawiązuje też wydawany w Berlinie "Tagesspiegel". Juncker i Schulz zachowują się jak zdradzeni mężowie - krytykuje Ruth Ciesinger. W przeciwieństwie do Angeli Merkel Martin Schulz i Jean-Claude Juncker domagają się szybkiego Brexitu "szkodząc w ten sposób Europie".

Komentatorka przyznaje, że frustracja panująca w Brukseli i wśród proeuropejskich rządów "musi być gigantyczna". Jednak Wielka Brytania musi także, po prawdopodobnym Brexicie, pozostać bliskim partnerem UE chociażby w NATO, w ONZ i w europejskiej polityce bezpieczeństwa. Potrzebny będzie fundament, na którym można będzie zawierać sojusze. Jakim prawem Schulz stawia jakieś ultimatum? - pyta Ciesinger.

"Tagesspiegel" zwraca uwagę, że kanclerz Merkel rozumie, iż przede wszystkim Niemcy muszą obecnie działać w sposób umiarkowany, co nie wyklucza twardych negocjacji.

"Sueddeutsche Zeitung" wskazuje na zawirowania w polityce wewnętrznej wywołane przez Brexit. Torysi podzieleni, Partia Pracy skłócona, młodzi przeciwko starym, Północ przeciwko Południu - Brytyjczycy wpadli w ogromne tarapaty - pisze Christian Zaschke zwracając uwagę, że sytuacja ta jest zimnym prysznicem dla mieszkańców Wysp.

Zdaniem autora komentarza cała nadzieja sił proeuropejskich jest w Partii Pracy. Na jesieni odbędą się zapewne przyspieszone wybory parlamentarne. Jeżeli Partii Pracy uda się szybko zakończyć wewnętrzne spory i wybrać przewodniczącego, który będzie wiarygodną alternatywą jako premier - a taką osobą nie jest (Jeremy) Corbyn - i jeśli przeprowadzi proeuropejską kampanię, to partia ta miałaby szansę na wygranie wyborów - ocenia komentator.

A jeśli Brytyjczycy na jesieni odwróciliby się od torysów i wybrali rząd proeuropejski, czyż nie byłoby to drugie referendum, lecz z innym wynikiem? Nie jest to bardzo prawdopodobne, ale możliwe - spekuluje Zaschke.

"Die Welt" uważa, że głosowanie za Brexitem było "rachunkiem za wszechwładzę Brukseli". Brytyjczykom zarzuca się teraz, że są głupi, uparci, mają klapki na oczach, są zwróceni ku przeszłości, antyeuropejscy i aspołeczni, a Juncker piętnuje ich jako dezerterów - pisze Stefan Aust.

Tymczasem uruchomienie przycisku "ucieczki" było przede wszystkim rachunkiem za "coraz bardziej nieprzejrzystą politykę Brukseli - wszechwładzę biurokracji".

Projekt europejski przetrwa wyjście Brytyjczyków - pisze Aust. Być może Brexit okaże się na końcu samobójczą bramką, jeżeli po długich negocjacjach Brytyjczycy w końcu pozostaną w UE z mniejszymi niż obecnie przywilejami - konkluduje komentator "Die Welt".