Anna Sobańda: Kronika Filmowa to była informacja, czy wyłącznie propaganda?

Marek Kosma Cieśliński: Bardziej informacja, zwłaszcza na początku. W 1944 roku, gdy powstawała, trwała wojna. O sytuacji tak na froncie, jak i w wyzwalanych częściach kraju, jakoś trzeba było informować, a przecież prasa prawie nie działała, podobnie radio. Poza tym, gdy kończyła się wojna, dużą część polskiego społeczeństwa stanowili analfabeci, więc prasa, nawet kiedy zaczęła się ukazywać, i tak do wielu by nie dotarła. Z kolei radiu na przeszkodzie stanęło to, że znaczna część kraju nie miała dostępu do elektryczności. W 1944 roku uruchomiono więc szeroką akcję kinofikacyjną, która polegała na stworzeniu sieci kin ruchomych, czyli ciężarówek z agregatami prądotwórczymi projektorami, które mogły dojechać na najdalszą prowincję i pokazać materiały realizowane przez operatorów Polskiej Kroniki Filmowej. Pierwszą funkcją Kroniki była więc informacja.

Później to się diametralnie zmieniło

Warto sobie uświadomić, że kiedy nie było prasy i radia, a na prowincję przyjeżdżała ekipa kina ruchomego z magazynem Kroniki Filmowej, jej treści były prawdą objawioną. Nie było możliwości weryfikacji, więc cokolwiek zostało powiedziane, było brane za prawdę. Ci, którzy zakładali PKF, byli świadomi jej wielkich możliwości również w zakresie propagandy. W ten sposób, na bazie informacji, na przestrzeni lat wykwitała z różną intensywnością funkcja propagandowa.

Dziś Polska Kronika Filmowa jest jednak synonimem propagandy

To jest wielki paradoks. Dość szybko zaciśnięto informację w kleszczach i wszystkie wiadomości wychodzące do obywateli musiały przechodzić przez sito cenzury, czyli Głównego Urzędu Kontroli Publikacji Prasy i Widowisk. Mimo to nawet w trudnych latach 50. Kronika działała dwutorowo. Z jednej strony trzeba było informować przede wszystkim o przodownikach pracy, złych kułakach, wzywać Polaków do wzmożonego wysiłku produkcyjnego i odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych. Ale z drugiej Kronika tworzyła oddziały, których operatorzy jeździli po Polsce i zbierali informacje "z terenu". Nie było więc tak, że bezstronna informacja w ogóle się nie pojawiała, choć działo się to wtedy rzadko. W tym okresie wszystko było podporządkowane ideologii, dlatego jeśli pojawiał się materiał o odbudowie Warszawy, to mówił on również o sojuszu ze Związkiem Radzieckim, przodownikach pracy, o zaangażowaniu kobiet w produkcję i wycieczkach ze wsi, które przyjeżdżały podziwiać swoją stolicę. W jednominutowym materiale potrafiono zmieścić kilka treści ideowych i propagandowych. Natomiast jeśli operator wyjeżdżał z kamerą do ludzi, to nie raz pokazywał Polskę taką, jaka wtedy była.

Czy twórcy PKF stali bardziej po stronie widza, czy idących z góry nakazów?

Od 1949 roku redaktorką naczelną Kroniki była Helena Lemańska. Choć przyszła z prasy, w redakcji na Chełmskiej okazało się, że tworzywo filmowe ma we krwi. W czasie 18 lat pełnienia przez nią funkcji ukuto stwierdzenie, że Kronika Filmowa to gazeta, która zaczyna się od 3 strony - odrzuca wszystkie oficjałki z pierwszych stron i skupia się na ciekawostkach. W zespole Heleny Lemańskiej ktoś, kto byłby wyłącznie po stronie informacji propagandowych, po prostu by się nie utrzymał. Tam pracowali fachowcy, pasjonaci, którzy wiedzieli, że muszą tak zrobić materiał, żeby widz chciał tę Kronikę oglądać.

A chciał ją oglądać?

Po latach wiemy, że Kronika była lubiana, ludzie nie wychodzili z kina, kiedy słyszeli jej sygnał, wręcz odwrotnie, starali się przyjść na czas, żeby jej nie przegapić. Widzowie w listach do redakcji często prosili o interwencję w różnych sprawach. Zdawali sobie sprawę, że nie mogą to być sprawy polityczne, ale już na przykład kiepskie warunki lokalowe, nieuprzejma obsługa w restauracji, czy mała dostępność do kin - tak. Wiedzieli, że redakcja zwraca uwagę na to, co jest dla nich ważne, a czasem bolesne.

Kronika Filmowa miała swoje wątki przewodnie?

Tak, to była wieś, rola kobiet, praca, inwestycje przemysłowe, stosunek państwa do Kościoła, do dzieci, do czasu wolnego.

To były tematy, za pomocą których władza załatwiała swoje interesy?

Władza chciała ugrać coś we wszystkich tematach. Nawet jeśli dotyczyły one sportu, mody czy techniki. Zawsze można było powiedzieć na przykład, że samoloty radzieckie są nowocześniejsze niż amerykańskie, a rośliny na polach ukraińskich rosną bardziej wydajnie, niż w Egipcie.

Pytam o to, ponieważ zastanawiam się, czy dziś również nie ma puli tematów, które są w jednych mediach prezentowane mniej obiektywne niż w innych.

Trafiła pani w sedno. Najbardziej interesuje mnie to, jak Kronika oddziaływała na widza i jak za pomocą tworzywa audiowizualnego można wywrzeć odpowiedni wpływ. Ma pani rację, że dziś wygląda to podobnie. Podstawowe reguły montażu informacji wciąż sprowadzają się do efektu Kulszowa - w zależności od tego, z czym zestawimy jakiś obraz, będzie miał on różny wydźwięk. Jeśli na przykład połączymy beznamiętną twarz człowieka i talerz zupy, uzyskamy zupełnie inny efekt, niż kiedy zestawimy ją na przykład ze zdjęciem martwego dziecka. Wymyślili tę regułę Rosjanie i od tego czasu nic się nie zmieniło. Cała robota filmowców to pochodna tylko tego wynalazku. Chodziło mi o to, by na podstawie Polskiej Kroniki Filmowej opowiedzieć, za pomocą jakich środków gramatyki kina kształtuje się przekaz informacyjny, który może być obiektywny, ale może też być całkowitą kreacją, która pod pozorem rzeczywistości tworzy nieistniejące światy.

Czy to znaczy, że dziś też nie możemy liczyć na obiektywną informację w telewizji?

Myślę, że niestety nie. Wystarczy w jednym dniu porównać dwa następujące po sobie telewizyjne programy informacyjne. Może zdarzyć się tak, że każdy z nich przedstawi zupełnie inny obraz Polski. Może nie będzie to tak kategoryczna forma, jak w latach 50., kiedy mówiono o kułakach, wrogach ludu, imperialistach, którzy czekają na to, żeby rozbić nasze państwo. Można to zrobić subtelnie - za pomocą połączenia tematów, skomponowania programu, kolejności postępowania po sobie materiałów, połączenia ujęć z muzyką, komentarzem autora i puentą.
Pamiętajmy jednak, że etyka jest czymś zależnym od naszej woli - to my decydujemy, czy się nią kierujemy, czy nie. Dziennikarstwo może być manipulacją, ale nie musi.

Czy dziś są tematy, w których medialny przekaz częściej bywa zmanipulowany?

Obecnie w medialnych przekazach bardzo dużo jest demagogii i tanich obietnic. Ale tych nieetycznych rozwiązań, które są dzisiaj standardem, ja w Polskiej Kronice Filmowej nie znajduję. Kronika, jeśli trzeba było, niewiarygodnie wręcz siała propagandę, tak miała nakazane i wszyscy o tym wiedzieli. W czasie tzw. zimnej wojny powstał film "My niżej podpisani". Jego bohaterką jest prosta kobieta ze wsi, którą Andrzej Łapicki jako lektor pytał: "Genowefo Marcinkowska, czy chcesz, żeby twoje dziecko ginęło pod bombami amerykańskich imperialistów?" W tym momencie kamera pokazywała dziecko w kołysce, w następnym ujęciu widać było lecące bombowce, a w ostatnim ruiny walącego się domu. Ale to było jasne, powiedziane czystym tekstem i zrozumiałe. Teraz zaś władza każe przemycać coś swojego po cichu.

Sugeruje pan, że propaganda kiedyś była jawna i przekazywana wprost, a dziś jest bardziej zakamuflowana?

Siłą PKF była medialna niewiedza - ludzie nie mieli jak zorientować się, że telewizja lub kronika kłamie. Dziś zaś zaufanie do telewizji jest ograniczone, bo mamy internet, komórki, prasę z całego świata i wiele innych źródeł informacji. Wiemy, że telewizja nie zawsze mówi prawdę. Obojętnie, czy to w programie informacyjnym, czy rozrywkowym - na ekranie można wykreować wszystko.
Kronika nie chciała ugrać niczego pokątnie. Jak robiła propagandę, to waliła nią prosto między oczy. Jej reporterzy przekazywali treści ideologiczne, bo musieli, ale kiedy tylko moi, natychmiast lecieli na ulicę, żeby robić krwistą robotę dziennikarską. Dzisiaj dziennikarze częściej uprawiają propagandę i wtedy kiedy muszą, i kiedy nie trzeba.

Pana zdaniem, z mechanizmami manipulacji stosowanymi w Polskiej Kronice Filmowej mamy do czynienia także w obecnych przekazach medialnych?

To właśnie chciałem przekazać w mojej książce. Bo mnie nie interesuje wyłącznie PRL – bardziej chodzi mi o pokazanie, jak się manipuluje ruchomymi obrazami, żeby ludzie wiedzieli, z czym i dzisiaj mają do czynienia.

Książka "Polska Kronika Filmowa. Podglądanie PRL-u" ukazała się nakładem wydawnictwa BOSZ

Marek Kosma Cieśliński - doktor nauk humanistycznych, filmoznawca, dziennikarz radiowy, twórca filmów dokumentalnych. Zajmuje się problemami manipulacji i perswazji w mediach oraz historią kina na Górnym Śląsku. Autor monografii "Piękniej niż w życiu. Polska Kronika Filmowa 1944 - 1994" oraz "Franz Waxman". Zdobywca Oscarów z Konigshutte.