Uchwalona w grudniu nowelizacja ustawy medialnej doprowadziła nie tylko do zmian na w fotelach prezesów TVP i Polskiego Radia, ale zapoczątkowała falę zwolnień w mediach publicznych. W krótkim czasie z pracą musiało się pożegnać kilkudziesięciu dziennikarzy. 

Posłowie Nowoczesnej i RPO zaskarżyli zmiany do Trybunału Konstytucyjnego, tłumacząc, że naruszają one gwarancje wolności słowa i wolności mediów, podporządkowując je bezpośrednio rządowi oraz ignorują konstytucyjną rolę KRRiT.

Trybunał uznał we wtorek, że nowela jest częściowo niekonstytucyjna. Chodzi o marginalizowanie roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która straciła wpływ na wybór zarządów i rad nadzorczych mediów publicznych, bo nowe szefostwo TVP i Polskiego Radia wyznaczył minister skarbu.

KRRiT, jako organ konstytucyjny powinna zachować decydujący głos w tej sprawie.  Ale jednocześnie TK umorzył zastrzeżenia, co do błyskawicznego trybu jej uchwalania oraz wyłączenia procedury konkursowej przy wyborze władz spółek.

Krzysztof Czabański w rozmowie z dziennik.pl mówi tylko, że wyrok dotyczy ustawy, która już nie obowiązuje, bo została zastąpiona czerwcową nowelizacją, na mocy której powołano Radę Mediów Narodowych.

Trybunał nakazał przywrócenie decydującej roli rady w obsadzie mediów publicznych. Nie wiadomo, czy orzeczenie zostanie opublikowane.

Adam Bodnar przyznaje, że nawet jeśli ustawodawca nie uzna orzeczenia, to jest ono kierowane nie tylko do rządu czy posłów, ale do całego systemu prawnego, w tym do sędziów.

- Jeśli chodzi o konsekwencje wyroku, to może się okazać, że sądy rozpatrując indywidualne sprawy będą się musiały zastanowić, czy organy medialnych spółek działały zgodnie z prawem czy je przekraczały, bo obsada kierowniczych stanowisk odbywała się z pominięciem KRRiT - tłumaczy w rozmowie z dziennik.pl Bodnar.

Zwraca też uwagę, że trybunał uznał za niekonstytucyjne pozbawienie KRRiT kompetencji do wyrażania zgody na zmiany w statutach spółek publicznej radiofonii i telewizji.

- Rozwiązanie to pozostawia bowiem sferę organizacyjną takich spółek całkowicie poza kontrolą konstytucyjnego organu państwa mającego pełnić rolę strażnika m.in. interesu publicznego w radiofonii i telewizji - czytamy w uzasadnieniu.

A to właśnie, także na mocy zmian w statutach spółek, podejmowano decyzje personalne.

W sądach pracy już toczą się procesy kilku zwolnionych dziennikarzy mediów publicznych. Z Polskim Radiem w pierwszej instancji wygrał już Kamil Dąbrowa, zwolniony dyscyplinarnie dyrektor „Jedynki”. Wyrok nie jest prawomocny.

Trwa też proces Jerzego Sosnowskiego, wieloletniego dziennikarza „Trójki”. Szykują się też kolejne procesy zwolnionych niedawno dziennikarzy i członków zarządu Związku Zawodowego Dziennikarzy i Pracowników Programu Trzeciego i Drugiego Polskiego Radia: Pawła Sołtysa, Wojciecha Dorosza i Marcina Majchrowskiego.

- Zostało już złożone odwołanie od zwolnienia dyscyplinarnego. W ich przypadku sytuacja wydaje się prosta, bo wszyscy byli chronionymi pracownikami i związki nie wydały zgody na ich zwolnienie- tłumaczy Dominika Bychawska-Siniarska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Pod listem do Barbary Stanisławczyk, prezes Polskiego Radia, przeciwko zwolnieniu wspomnianej trójki podpisało się 177 pracowników spółki, m.in. Wojciech Mann, Marek Niedźwiecki, Robert Kantereit czy Dariusz Rosiak.