Barbara Sowa: Ilu widzów miało w weekend problemy z odbiorem TVP?

Przemysław Kurczewski*: Według naszych wyliczeń obszar objęty awarią mógł dotyczyć około 10-12 proc. populacji kraju, przy czym należy wziąć pod uwagę, że część z nich korzysta z telewizji kablowej albo satelitarnej. To, ilu widzów realnie nie miało dostępu do kanałów TVP, jest trudne do oszacowania. Myślę że nie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy. W skali kraju to niewiele, ale nie chcemy udawać, że nic się nie stało, zwłaszcza że takiej sytuacji jeszcze nie mieliśmy w historii firmy.

TVP twierdzi, że awaria objęła dwie trzecie kraju. Tak przynajmniej wynikało z mapek, jakie pokazywali na ekranie.

Nie oglądałem TVP, bo w tym czasie byliśmy zajęci oglądaniem stanu sieci. Niewątpliwie problem z odbiorem TVP dotyczył południowej części kraju. Skąd telewizja miała informacje o problemach z sygnałem w innych częściach Polski? Z naszych danych, na podstawie logów i stanu sieci, wynika coś innego. Ale cały czas analizujemy sytuację z weekendu. Gdy wszystko się uspokoi, będziemy mogli powiedzieć coś więcej i wyciągnąć wnioski.

Kiedy pojawił się problem?

Z departamentu techniki dostałem informację o awarii w sobotę koło 19. Nie dostaję alertów w przypadku drobnych kwestii technicznych, ale tym razem temat okazał się poważniejszy niż pierwotnie myśleliśmy. Mieliśmy bowiem do czynienia z sytuacją nietypową.

Pan mówi awaria, inni spekulują o cyberataku.

Staram się być maksymalnie merytoryczny. Nie mamy obecnie podstaw ani do tego, by potwierdzić, że doszło do ataku hackerów, ani by to wykluczyć. Jesteśmy na etapie analizy zdarzenia. Nietypowy był fakt, że awaria dotyczyła tylko jednego multipleksu, z którego nadawane są jedynie programy TVP. Dlaczego sprzęt na jednym multipleksie zawiódł, podczas gdy na innych działał prawidłowo? To jest przedmiotem naszych analiz. Przekazaliśmy już wszystkie informacje do UKE, na bieżąco współpracujemy z ABW. Dobrowolnie zgodziliśmy się też na audyt urzędu.

Jak pan ocenia stan zabezpieczenia firmy przed atakiem z zewnątrz?

W przeszłości poczyniliśmy duże inwestycje w systemy cyberbezpieczeństwa. W tej kwestii staramy się podążać za trendami światowymi. W najbliższej przyszłości planujemy przeprowadzić też wewnętrzny audyt i w tej kwestii.

Posłowie PiS sugerowali, że awaria nie była przypadkowa i miała związek z sobotnim orędziem premier Beaty Szydło.

Mamy taką zasadę, co jest charakterystyczne dla zarządców infrastruktury strategicznej, że nie wchodzimy w politykę. Tego sobie nie życzy również nasz właściciel, czyli amerykański fundusz. Poza tym jesteśmy podmiotem pod szczególnym nadzorem, mamy nad sobą zarówno regulatorów z Urzędu Komunikacji Elektronicznej i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jak też Ministerstwo Cyfryzacji i Ministerstwo Obrony Narodowej. Działamy na ściśle regulowanym i kontrolowanym rynku.

Pojawiają się nawet spekulacje o konieczności nacjonalizacji Emitela.

Nic mi o tym nie wiadomo. Przypominam jednak, że zarządzanie infrastrukturą, taką jak nasza, strategiczną także z punktu widzenia obronności kraju, przez komercyjne podmioty nie jest ewenementem ani w europejskiej, ani w światowej skali. Podobna sytuacja ma miejsce w naszym regionie choćby w sąsiednich Niemczech, Czechach i na Słowacji, a także m.in. we Francji i Wielkiej Brytanii. Wszystkie obowiązki, jakie nakładają na nas organy państwowe, wykonujemy bardzo skrupulatnie. Do tej pory nie było co do tego najmniejszych zastrzeżeń.

Ile pieniędzy TVP dostanie w ramach odszkodowania?

Rzeczywiście, umowa przewiduje odszkodowanie na wypadek awarii, ale ostateczna kwota będzie wynikała z wielkości obszaru i faktycznego czasu trwania przerw w odbiorze sygnału. Do tej pory nie wpłynęły żadne roszczenia ze strony TVP.

*Przemysław Kurczewski, prezes zarządu EmiTela

EmiTel jest największym operatorem naziemnej infrastruktury radiowo-telewizyjnej w Polsce. W praktyce zmonopolizował nadawanie naziemnej telewizji cyfrowej, bo jest operatorem pięciu multipleksów. W weekend awaria dotknęła MUX-3, czyli multipleksu na którym nadawane są tylko programy TVP.
Spółka TP EmiTel powstała 14 lat temu. Wydzielono ją z Telekomunikacji Polskiej. Do jej zasobów należała sieć ponad 300 masztów i wież nadawczych. Potem wraz z "tepsą" zmieniła właściciela. W 2011 roku Francuzi sprzedali spółkę funduszowi Montagu Private Equity za 1,7 mld zł. Dwa lata później EmiTel przeszedł w ręce kolejnego funduszu - tym razem amerykańskiego -  Alinda Capital Partners, inwestujący w spółki infrastrukturalne. Wartość transakcji szacowano wtedy na 3 mld dolarów.