Posłanka PiS zabrała głos na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu podczas debaty na temat planów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotyczących dekoncentracji mediów.

Jak mówiła Lichocka, liczyła, że opozycja "zamiast sprowadzać tę debatę do doraźnej walki politycznej” zdobędzie się na refleksję nad tym, „jak optymalnie opracować projekt ustawy dekoncentracyjnej tak, żeby była ona zgodna z prawem europejskim i, co więcej, żeby była skuteczna w Polsce, na naszym rynku w przyszłości”. Tymczasem – dodała – opozycja woli „udawać, że pismo pana prezesa Dekana nie jest żadną instrukcją dla dziennikarzy”.

- Nie macie pojęcia o wolności słowa, o zasadach, jakimi powinny się kierować redakcje – powiedziała posłanka, zwracając się do polityków opozycji.

Podkreśliła, że dyrektor finansowy czy prezes wydawnictwa "nie ma prawa ingerować w (…) pracę redaktora naczelnego i w pracę dziennikarzy". - To jest podstawowa zasada wolności dziennikarskiej: redakcje powinny być autonomiczne i opisywać rzeczywistość zgodnie z rzetelnością i obiektywizmem dziennikarskim, i żaden prezes wydawnictwa nie może ingerować w to, co redakcje piszą – akcentowała.

- Państwa to kompletnie nie obchodzi, bo ta linia, która jest zarysowana w piśmie prezesa niemieckiego, jest waszą linią. Ona jest waszą partyjną linią i nic was nie obchodzi to, czy dziennikarze są do niej zmuszani, czy też piszą te artykuły zgodne z tą linią zgodnie ze swoim sumieniem i znajomością rzeczy (…). Takie ustawienie linii tego wydawnictwa służy waszym partyjnym interesom, dlatego w tej chwili nie ma cienia oburzenia na to, co się stało - mówiła Lichocka.

Z kolei według wiceszefa komisji kultury Krzysztofa Mieszkowskiego (Nowoczesna), celem działań PiS dotyczących dekoncentracji rynku medialnego jest przejęcie przed wyborami samorządowymi wszystkich dzienników regionalnych. - I w takim celu rozmawiamy o repolonizacji mediów – podkreślił.

Mieszkowski wskazywał również na pozytywną rolę, jaką odegrał na polskim rynku medialnym ostatnich dekad kapitał zagraniczny. - Myślę, że kapitał niemiecki, ale także norweski, w tamtych latach włożył ogromne pieniądze w polskie media i właściwie je uratował. My powinniśmy być wdzięczni koncernom szwajcarsko-niemieckim za te inwestycjeprzekonywał.

Według niego, rzeczywistym wyzwaniem jest komercjalizacja mediów, która ma miejsce niezależnie od narodowości kapitału. - Komercjalizacja doprowadziła do takiej sytuacji, że głównym celem mediów stał się w tej chwili zysk ekonomiczny, a nie zysk społeczny. I z tym powinniśmy się jakoś mierzyć, a nie z jakimiś demonami, strachami, które wywołują pieniądze, które na polski rynek wpuszczają (…) Niemcy czy Szwajcarzy – mówił polityk Nowoczesnej.