Według Jacka Karnowskiego ostatnie zachowanie telewizji publicznej "jest niedopuszczalnym przejawem dyskryminacji i cenzurowania". Aby uniknąć manipulacji, zapowiedział, że pracownicy Urzędu Miasta Sopotu będą udzielać wypowiedzi dla TVP wyłącznie w programach emitowanych na żywo. Telewizja odpowiada apelem, w którym wzywa do bojkotu Karnowskiego.

Na apel prezydenta Karnowskiego odpowiedziało kierownictwo TVP3. W oświadczeniu opublikowanym również na facebookowym profilu stacji, czytamy, że "Poniżanie, pomawianie i straszenie dziennikarzy TVP Gdańsk przez prezydenta Sopotu nie są niczym nowym. Jacek Karnowski tego rodzaju naciski wobec przedstawicieli niezależnych mediów stosuje od lat".

TVP3 wezwało więc "dziennikarzy trójmiejskich mediów do bojkotu informacyjnego Jacka Karnowskiego do czasu, aż przeprosi dziennikarzy telewizji publicznej za swoje skandaliczne zachowanie i zacznie traktować pracowników mediów publicznych z szacunkiem".

W "Panoramie" gdańskiego oddziału TVP wyemitowano reportaż o budowie parkingu w Sopocie. Dziennikarz obszernie - jak informuje portal wirtualnemedia.pl - przekazał wypowiedzi osób, które przeciwstawiają się budowie, to reakcję Anny Dyksińskiej z wydziału promocji urzędu miasta ścięto do zaledwie 10 sekund. Podczas emitowanego materiału Dyksińska zacina się i mówi nie jest to ingerowanie w przyrodę... Pfff... Nie wiem, co chciałam powiedzieć.

Taki sposób przygotowania materiałów mocno oburzył lokalnych dziennikarzy. Ostro skrytykowali zachowanie publicznej stacji. Sprawa jest bulwersująca, urąga standardom. Przyszły czasy, że nie można się już przejęzyczyć przed kamerą, bo ktoś to właśnie tak wykorzysta. Wysłałem już w tej sprawie skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wiem, że nie jestem jedyny - mówi portalowi Maciej Bąk z Radia ZET. Materiał nie spodobał się też prezydentowi Sopotu. Jak twierdzą wirtualnemedia.pl, Jacek Karnowski przygotowuje skargę do Rady Etyki TVP.

Materiał krytykuje też wypowiadająca się w nim urzędniczka. Nagranie trwało ponad 12 minut i obracało się wokół trzech pytań, których zarys wcześniej otrzymałam mailem. Przy jednym z pytań, już pod koniec rozmowy, zacięłam się, dwukrotnie. Ale rozmowę dokończyliśmy. I to zacinanie się właśnie umieszczono w materiale - mówi "Wirtualnym Mediom" Dyksińska. Jej zdaniem, realizowano bowiem materiał z tezą. Zabrakło zasady równowagi stron: wystąpili przedstawiciele protestujących, lokalni politycy PiS. Dla rzetelności tego materiału tak na prawdę zabrakło wypowiedzi drugiej strony, bo trudno moje jąkanie nazwać oficjalnym stanowiskiem urzędu. Zapewniam Pana, że ono takie nie jest - wytłumaczyła.

Co na to TVP3? Szef "Panoramy" zapewnia, że nie ma mowy o manipulacji. Ta wypowiedź tak wygląda w całości, nie było z czego wycinać. Pani Dyksińska nie była przygotowana, mimo, że miała możliwość i okazję ku temu. Po prostu powiedziała, co wiedziała: że nie wie, co ma powiedzieć. Tak to wyglądało, nie wybieraliśmy najgorszego fragmentu - tłumaczy Krzysztof Załuski.