Telewizja publiczna odbudowuje swoją podmiotowość i jest kotwicą pewnej normalności. W związku z tym próbuje wzniecać się wokół telewizji, przy każdej okazji lub bez okazji, niepokój wśród widzów, posługując się wymyślonymi materiałami, tak zwanymi "fake newsami" - mówi portalowi wpolityce.pl prezes TVP, Jacek Kurski.

Prezes powołuje się w tej sprawie na przykład programu "Jaka to melodia". Przez 20 lat Telewizja Polska zgadzała się na przymusowe pośrednictwo producenta zewnętrznego, który przynosił do telewizji licencję na popularny, codzienny program „Jaka to melodia”, czyli w oryginale "Name That Tune", i pobierał oczywiście marże pośrednika i producenta zewnętrznego, korzystając przy tym szeroko z zasobów telewizji. Cały program nagrywany był w studio Telewizji Polskiej, była to sytuacja w oczywisty sposób niewłaściwa - wyjaśnia.

Dlatego też - jak twierdzi Kurski - po trudnych negocjacjach udało się kupić prawa do programu bezpośrednio od właściciela formatu, Ralpha Rubensteina. Oszczędzono w ten sposób - jak mówi - miliony złotych rocznie. Jak uważa szef publicznej stacji, stracił na tym tylko pośrednik, dlatego zaczęła się próba wywołania wrażenia, że coś się wali i próba wymuszenia na nas powrotu do dawnego rozwiązania, które kolonizowało telewizję Polską niczym republikę bananową.

Kuriozalny fake o tym, że zastępujemy program popkulturowy "Jaka to melodia" magazynem o pieśniach religijnych patriotycznych miał nas złamać, wzburzyć widzów i zmusić do wycofania ze zmian. Otóż chcę powiedzieć jasno, teraz i na przyszłość, że taka presja będzie zawsze nieskuteczna - twardo mówi szef tvp. Zapewnia też, że nie zmieni się nic w formule programu, a Robert Janowski prawdopodobnie pozostanie prowadzącym. Odbyłem przed chwilą z nim udane spotkanie i myślę że jesteśmy na drodze do porozumienia - tłumaczy.

Jego zdaniem, podobne ataki pojawiają się, kiedy w podobny sposób tnie koszty zakupu popularnych seriali. Natychmiast czytam w tabloidach, że Kurski likwiduje "Klan", że Kurski niszczy i zdejmuje z anteny "M jak miłość". To wszystko kłamstwa. Nigdy nie zrobię niczego, co uderzyłoby w naszych widzów, którzy kochają te formaty. Ale też mam prawo negocjować ceny, rozmawiać o kosztach. Oczywiście, bez straty jakości, ale jako formę ucierania stanowisk - wyjaśnia. I znowu ktoś próbuje wywierać na mnie presję za pomocą prasy i zaniepokojonych takimi doniesieniami widzów. Podkreślam: to nie jest i nie będzie skuteczne. Pewnie gdybym nie miał stalowych nerwów, to bym uległ. Ale uznałem, że pewne rzeczy trzeba wreszcie w telewizji wyprostować i to zrobię. Wytrzymam tę presję - zapowiada.

"Utrata widzów to zjawisko cywilizacyjne"

Jego zdaniem, nie można też mówić, że tylko TVP traci widzów. To jest zjawisko powszechne, wręcz cywilizacyjne. Ludzie więcej oglądają w internecie, w Polsce jest 290 kanałów polskojęzycznych i każdy coś tam dla siebie uszczknie. TVP traci proporcjonalnie tak jak nadawcy komercyjni” - wyjaśnił. Zapewnił też, że dzięki rozwojowi platform VOD i produkcji nowych seriali, uda się odrobić straty.

"Jedynym artystą, który nie mógł wystąpić w Opolu był Jan Pietrzak"

Kurski zabrał też głos w sprawie Opola. Zapewni, ze nie ma mowy o czarnej liście artystów, a Kayah bardzo często pokazywała się w TVP.
W TVP 1 śpiewała kolędy co w mojej opinii nieco trudno połączyć z udziałem w proaborcyjnych marszach, no ale to jej sprawa. Trudno w tym kontekście mówić o jakimś zapisie, to absurdalne pomówienie - stwierdza.

Jego zdaniem, jedynym artystą, który nie mógł wystąpić w Opolu - i to z winy miasta - był Jan Pietrzak, dlatego gdy chciał oddać należny hołd” artyście, stało się to powodem wypowiedzenia nam wojny, stał się punktem zapalnym, to było nieustannie kwestionowane przez stronę Opola. Użyto do tego nawet argumentu o rzekomym ingerowaniu w skład publiczności poprzez przedsprzedaż biletów na ten koncert – mówi Kurski
Zapewnia jednak, że ma nadzieję, ze festiwal wróci do Opola. Cały czas czynimy starania by ten festiwal uratować. To jednak zależy od zmiany postawy władz Opola. Mam nadzieję, że zmienią swoją postawę. Trzy razy spotykałem się z prezydentem Opola, wykazałem maksimum dobrej woli. Chcemy zorganizować ten festiwal ale ruch leży po stronie Opola - podsumowuje.