Wszystko zaczęło się od stwierdzenia europosła Platformy Obywatelskiej, który powiedział, zwracając się do dziennikarza TVP: Politycy pana partii...

Michał Rachoń w 2002 zasilił szeregi PiS. W 2007 roku przez 6 miesięcy pełnił funkcję rzecznika prasowego w MSWiA. Od 2008 do 2012 roku był rzecznikiem prasowym PiS w Sopocie.

- Proszę mi tego nie imputować, to jest chamskie zachowanie z pana strony, ja sobie na to nie pozwolę - odpowiedział Rachoń. Następnie i polityk, i dziennikarz wzajemnie się zagłuszali i przekrzykiwali. - To jest pana partia - odpowiedział polityk PO, a Rachoń zareagował słowami: - Wypraszam sobie tego rodzaju sformułowania, nie ma pan do tego prawa.

- Pan każdego dnia udowadnia, że jest związany z tą partią - rzucił Szejnfeld, a w odpowiedzi usłyszał: Nie ma pan prawa w ten sposób traktować dziennikarzy. Skończyły się czasy, w których wy wyznaczaliście, kto może, a kto nie może być dziennikarzem. To już się skończyło.

Według europosła Rachoń jest "dziennikarzem stojącym po jednej stronie". - Co mi pan tutaj wyjeżdża z partią polityczną? - rzucił dziennikarz i dodał: Wali się wasz system, ja wiem, że to boli.