W tym roku zakiełkowały trzy ustawy dotyczące mediów. Dwa projekty – zasilający kasy mediów publicznych oraz uderzający w media komercyjne – nie opuściły jeszcze Ministerstwa Kultury. Trzeci – wspomagający finanse publicznego radia i telewizji – po tym, jak wiosną został oprotestowany przez branżę mediów i telekomunikacji i wzbudził społeczną dezaprobatę, okrywa się szronem w zamrażarce sejmowej komisji kultury.

Za to dzięki ustawom wprowadzonym w życie w 2016 r. PiS niepodzielnie rządzi w publicznym radiu i telewizji. Najskuteczniejszy okazał się wytrych. I to ten najprostszy.

Intronizacja bez vacatio legis

Koniec 2015 r. był dla mediów publicznych gorący. 30 grudnia o godz. 19.18 Sejm przyjął nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji. Głosowało za nią 232 posłów: PiS, dwóch kukizowców, jeden z PSL i jeden niezrzeszony. Dalej też było błyskawicznie. 31 grudnia podali się do dymisji dyrektorzy kluczowych działów Telewizji Polskiej: TVP 1, TVP 2, Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, kadr i TVP Kultura. 7 stycznia 2016 r. nowela ukazała się w Dzienniku Ustaw. Vacatio legis nie przewidziano i już następnego dnia Jacek Kurski został przez ministra skarbu intronizowany w siedzibie Telewizji Polskiej. Zastąpił prezesa Janusza Daszczyńskiego, kilka miesięcy wcześniej wybranego przez radę nadzorczą w trzyetapowym konkursie.

Nowemu prawu brakowało finezji, było jednak skuteczne jak prawy prosty. Drzwi mediów publicznych otwierały zmienione nowelizacją artykuły 27 i 28 ustawy o radiofonii i telewizji. Teraz zarządy radia i telewizji miał powoływać minister skarbu – dotychczas robiła to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na wniosek rady nadzorczej. Minister wyręczył też KRRiT w kwestii powoływania rad nadzorczych. W ten sposób mała nowelizacja skasowała władze wszystkich 19 spółek publicznej radiofonii i telewizji, a resort skarbu bezzwłocznie obsadził zwolnione stanowiska zaufanymi ludźmi.

Ustawowy blitzkrieg był rozwiązaniem tymczasowym, obliczonym wyłącznie na przejęcie mediów. Nie rozwiązał żadnego z podstawowych problemów tych spółek: niewystarczających środków z abonamentu ani uzależnienia od władzy politycznej. Ten drugi jeszcze pogłębił, głównym kadrowym radia i telewizji czyniąc członka rządu – bo była to najszybsza i najprostsza droga wymiany zarządów w sytuacji, gdy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji składała się z ludzi wybranych jeszcze przez partie opozycyjne wobec PiS. Oczywiście wpływ władzy politycznej na media istniał i przed styczniem 2016 r., bo członków KRRiT wskazywali Sejm, Senat i prezydent. Był jednak pośredni i zawoalowany, gdyż osób powołanych do KRRiT w zasadzie nie można odwołać.