Elżbieta Rutkowska: Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła 1,48 mln zł kary na TVN 24. To najwyższa kara w historii.

Krzysztof Luft: To prawda, nigdy żaden nadawca nie dostał wyższej kary. To jest kara drakońska. Ale nie tylko to sprawia, że ta decyzja KRRiT jest zdarzeniem wyjątkowym. Moim zdaniem jest to bowiem decyzja na zamówienie polityczne.

To poważne oskarżenie.

Opinie, że przekaz TVN24 nie przestaje do ich wizji, były od dawna formułowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. A najdobitniej wyartykułowała to posłanka Krystynę Pawłowicz, która wręcz obcesowo oczekiwała od Krajowej Rady jakichś działań dyscyplinujących – kar czy cofania koncesji – wobec nadawców przedstawiających rzeczywistość w sposób, który się PiS-owi nie podoba. Krajowa Rada nawet publicznie tłumaczyła się Krystynie Pawłowicz, jakie działania podejmuje, a jakich nie może podjąć.

Oświadczenie KRRiT w tej sprawie zmierzało raczej do uspokojenia sytuacji.

Zgoda, Rada do tej pory starała się zachować powściągliwość, pamiętając, że każda decyzja regulatora podlega weryfikacji sądowej, dlatego trzeba je ważyć ostrożnie, by dały się utrzymać w sądzie.

TVN już zapowiedział, że od kary odwoła się do sądu.

Bo to prawo nadal obowiązuje. Tyle, że sądy się zmieniają. Są w tej chwili przejmowane pod polityczną kontrolę rządzących.

To wygląda jak teoria spiskowa.

Ale przecież sprawa TVN24 będzie miała swój finał w nowej Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, którą PiS niedługo powoła na mocy przyjmowanej właśnie w parlamencie ustawy o Sądzie Najwyższym.

Ale według dziś obowiązujących przepisów spór prawny z KRRiT też trafiłby w końcu do Sądu Najwyższego. Co za różnica?

Nową izbę powoła partia rządząca. A w pierwszej instancji rozpatrzy sprawę sąd, którego prezesa niedawno zmienił minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny. Ta sytuacja jest alarmująca, bo przenosi nas w ponurą rzeczywistość medialną takich krajów jak Rosja Putina czy Białoruś Łukaszenki, gdzie takimi metodami zniszczono niezależne prywatne media, które przedstawiały rzeczywistość inaczej, niż życzyła sobie władza.
Proszę zwrócić uwagę, że nie znamy nawet uzasadnienia tej kary, poza publikacjami prasowymi.

Autorka ekspertyzy, na podstawie której Krajowa Rada wydała swoją decyzję, udzieliła wywiadu serwisowi Wpolityce.pl.

I mówi tam, że nie można pokazywać wydarzenia bez komentarza, podpowiadającego jak ludzie maja je rozumieć. Coś takiego nie może być podstawą do stwierdzenia, że naruszono artykuł 18. ustawy o radiofonii i telewizji poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu.

Oglądał Pan w TVN 24 relacje z ubiegłorocznych protestów przed Sejmem?

Wszystkiego nie, to trwało przecież trzy dni. Część oczywiście oglądałem. I udowodnienie, że były sprzeczne z artykułem 18. to karkołomne zadanie, którego może się podjąć tylko taki dziwny ekspert jak pani Hanna Karp z uczelni o. Tadeusza Rydzyka – notabene związana z konkurencyjnym nadawcą, co jest skandaliczne.

Myśli Pan, że inni nadawcy zaczną teraz przedstawiać wydarzenia ostrożniej, bojąc się kary? Będzie autocenzura?

Tego nie wiem, natomiast na pewno jest to zamiarem regulatora. Zresztą pani Karp wyraźnie mówi, że to ostrzeżenie na przyszłość dla mediów, ich dyscyplinowanie. TVN24 po prostu pokazywał, co się działo przed Sejmem. Robili, co do nich należało. To był zresztą obowiązek telewizji publicznej, tylko że ona go nie wypełniła. Mimo, że to właśnie nadawca publiczny jest ustawowo zobowiązany do "rzetelnego ukazywania całej różnorodności wydarzeń i zjawisk" z zachowaniem zasad "pluralizmu i bezstronności" i to właśnie jego trzeba z wykonywania tych obowiązków rozliczać.

Krajowa Rada poinformowała, że kara dla TVN 24 mogła wynieść nawet 147,9 mln zł.

Kara nie może przekraczać 10 proc. rocznych przychodów nadawcy, a tu nadawcą jest "duży" TVN, odnosi się to więc do obrotów całej Grupy.

A jaki jest minimalny próg kary dla nadawcy?

Nie ma takiego. My też nakładaliśmy kary z artykułu 18., gdzie jest mowa o szerzeniu nienawiści i nietolerancji. Ukaraliśmy np. jedną ze stacji radiowych za ordynarne żarty z Ukrainek.

Eskę Rock.

Tak, wymierzyliśmy karę 75 tys. zł. Za podobne szyderstwa ze starszych kobiet wyznania katolickiego ukaraliśmy Superstację. Ukaraliśmy też Telewizję Trwam za program z płonącą tęczą na placu Zbawiciela podczas Marszu Niepodległości – nie za pokazanie płonącej tęczy, ale za komentarz usprawiedliwiający ten akt. I to była kara 50 tys. zł a więc 30 razy mniej niż kara dla TVN.

Może surowe potraktowanie TVN24 jest spełnieniem woli suwerena? W 2016 roku Krajowa Rada dostała 13 tys. skarg i wniosków. 12 tys. z nich to były żądania cofnięcia koncesji TVN i TVN24.

Kary i ich wysokość nie mogą zależeć od ilości skarg, tylko od przepisów prawa. Zresztą widzowie nie głosują liczbą skarg wysyłanych w zorganizowanej akcji w formie jednobrzmiących maili, tylko pilotami. A widownia TVN24 jest znacznie większa od widowni Telewizji Trwam, chociaż ta druga ma zasięg naziemny a nie tylko satelitarny i kablowy.

TV Trwam nie jest badana przez Nielsen Audience Measurement.

Ale można jej widownię oszacować.