Dyskusja dotyczyła afery w IMGW. - Wczoraj dowiedzieliśmy się, że w Instytucie Pogodynków funkcjonował homo harem w czasie, kiedy nadzorowała go Platforma Obywatelska. Mamy ponad 90 zarzutów korupcyjnych, od pracy za seks, poprzez rąbanie drewna na prywatną działkę, aż po loty klasą biznes w pana stronę, do USA. Wszystko razem za 3 mln zł w tym IMGW – tymi słowami rozpoczął rozmowę Rachoń.

Cejrowski odpowiadając stwierdził, że chciałby zakwestionować słowo "harem", bo jak mówił "szef IMGW proszę pana za pieniądze dostawał usługi seksualne". - Oferował pracę i w ramach odpłaty otrzymywał usługi seksualne. W heremie się nie płaci, a tam było za pieniądze. (…) Jest takie stare słowo polskie - burdel. Nie wiem, czy w Telewizji Polskiej można powiedzieć - mówił Wojciech Cejrowski.

Rachoń stwierdził, że gdy ostatnio użyli słowa "burdel" do określenia spraw politycznych, jakie dzieją się w Polsce i za granicą, to "się postępowy, lewicowy świat obruszył". - Więc ja nie wiem w zasadzie, czy można czy nie – zastanawiał się prowadzący "Minęła 20".

- Lewicowy czy nie, jak nazwać taką sytuację, kiedy młody chłopak podejmuje pracę za pieniądze i w ramach tej pracy odpłaca się szefowi usługami seksualnymi. Nie robi tego z dobrej woli, bo się zakochał w swoim szefie, tylko robi to dla pieniędzy. To jak my mamy to nazwać? - skomentował Cejrowski. Rachoń zaapelował do świata lewicowego o wskazanie innego określenia, które będzie stosowne.

Wymiana zdań była głośno komentowana w sieci. Podobnie jak sonda, która pojawiła się na Twitterze programu i pytała „Czy afera w IMGW to bardziej "Homo harem", czy "Homo Burdel".

"To jest tak żenujące, że nawet nie ma słów dostatecznie obelżywych, żeby to skomentować" – napisał jeden z internautów. "To, co prezentujecie to jest upadek całkowity" – stwierdził drugi.