Obecnie stosowane techniki klonowania bazują na wykorzystaniu dwóch nietkniętych i żywych komórek. Z jednej komórki (tzw. komórki dawcy) pobierany jest materiał genetyczny, który następnie wstrzykuje się do pustej, pozbawionej własnego DNA komórki "biorcy". Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, z tak utworzonej komórki powstaje klon - wierna genetycznie kopia organizmu dawcy.

Pomysł, by do stworzenia klona wykorzystać DNA pobrane od wymarłych zwierząt, pojawiał się dotychczas tylko w wyobraźni pisarzy science fiction. Jednak naukowcy byli w tym temacie mniej optymistyczni. Z ust genetyków najczęściej padały stwierdzenia, że taki zabieg jest skazany na porażkę ze względu na uszkodzenia materiału genetycznego pobranego np. z zamarzniętego ciała mamuta.

Na szczęście znaleźli się badacze, którzy postanowili zweryfikować koncepcje literatów i przekonać się, czy zamarznięte komórki można wykorzystać do wyhodowania klonów. Wyzwanie to podjął zespół prof. Teruhiko Wakayamy z Centrum Biologii Rozwoju w Kobe. Praca opisująca doświadczenia japońskich biotechnologów została opublikowana w najnowszym numerze prestiżowego pisma naukowego "Proceedings of the National Academy of Sciences".

W swoim eksperymencie naukowcy postanowili wykorzystać komórki pochodzące od martwych gryzoni przechowywanych w temperaturze 20 stopni przez tydzień, miesiąc oraz przez 16 lat. We wszystkich przypadkach zwierzęta zostały poddane "hibernacji" bez specjalnego przygotowania czy zabezpieczenia tkanek.

By pozyskać DNA potrzebne do wyhodowania klonów, naukowcy wpierw rozmrozili myszki, a następnie pobrali komórki z różnych tkanek zwierząt, m.in. z mózgu, trzustki oraz z krwi. Z uzyskanych komórek wyizolowano jądra zawierające materiał genetyczny niezbędny do zabiegu klonowania. Jądra komórkowe z DNA wstrzyknięto do pustych, pozbawionych własnych jąder komórek jajowych, a następnie pobudzono je do dalszego rozwoju i podziałów. Tak uzyskane zarodki wszczepiono samicom myszy, by - przy odrobinie szczęścia - donosiły ciążę.

Ku radości naukowców zabieg zakończył się sukcesem. Po kilku tygodniach na świat przyszły zdrowe, pozbawione wad myszki będące klonami zamrożonych przodków. W ten sposób naukowcom udało się odtworzyć zwierzęta przetrzymywane w mrozie przez tydzień oraz przez miesiąc. Metoda nie sprawdziła się jednak w przypadku wykorzystania materiału genetycznego pobranego od 16-letnich hibernatusów.

W ich przypadku skuteczna okazała się nieco inna metoda wykorzystująca komórki macierzyste. W tym przypadku pobrany od zamrożonych zwierząt materiał genetyczny wykorzystano do stworzenia linii zarodkowych komórek macierzystych (komórek o niezdefiniowanym losie, które mogą zamienić się w dowolną tkankę). Następnie naukowcy postąpili podobnie jak we wcześniejszym doświadczeniu: z komórek macierzystych pobrali jądra i umieścili je w odpowiednio przygotowanych komórkach jajowych. W ten sposób udało się uzyskać 12 zdrowych klonów, w tym cztery będące kopią 16-letnich hibernatusów. Co więcej, dwa z tych gryzoni zostały rodzicami zdrowych myszek.

Choć doświadczenie Japończyków to dopiero wstęp do dalszych badań, autorzy pracy są pełni optymizmu. Naukowcy zwracają uwagę, iż do stworzenia zdrowych embrionów i w dalszej kolejności - klonów, nie trzeba było używać nieuszkodzonych komórek dawcy. Liczyło się tylko jego DNA. To sugeruje, że analogiczną metodę można by prawdopodobnie wykorzystać do wyhodowania klonów dawno wymarłych zwierząt, np. mamutów, których szczątki odnajduje się w syberyjskiej zmarzlinie.