"Biznes ma się dobrze" - powiedział Eric Anderson, szef Space Adventures, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Amerykańska firma specjalizująca się w turystyce kosmicznej, która dotychczas wysłała w kosmos sześć osób, sprzedała kolejne loty za 175 milionów dolarów.

I nie narzeka na brak zainteresowania. Anderson znalazł w Davos nowych klientów, chociaż - mimo zapaści gospogarczej - firma nie oferuje żadnych zniżek.

Następną osobą, która poleci w kosmos, będzie miliarder węgierskiego pochodzenia, były dyrektor Microsoftu Charles Simonyi. Następni chętni ustawiają się w kolejce, i to pomimo niedawnego oświadczenia Rosyjskiej Agencji Kosmicznej, która ogłosiła, że z powodu rozbudowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zmuszona jest na jakiś czas zawiesić komercyjne podróże. Z tego powodu na swoje pięć minut w kosmosie będzie musiał poczekać Sergey Brin, współzałożyciel Google'a.

Podróż w kosmos, zależnie od liczby dni, kosztuje obecnie od 35 do 40 mln dolarów. Za specjalne atrakcje, np. spacer w przestrzeni kosmicznej, trzeba zapłacić dodatkowe 10 milionów.