Poszukiwanie nieznanego życia jest jednym z tematów najbardziej ekscytujących naukowców. Powody są dwa - po pierwsze znamy już ponad 300 planet poza Układem Słonecznym, z których każda może być kolebką życia. Po drugie, wielkość kosmosu sugeruje istnienie miliardów obcych planet, a więc jest tym bardziej prawdopodobne, że jakieś życie gdzieś się pojawiło.

Choć mówiąc o kosmitach zazwyczaj wyobrażamy sobie istoty z czułkami, raczej nie ma co liczyć na bliskie spotkania z zielonymi ufoludkami. Naukowcy spodziewają się znaleźć w kosmosie najwyżej mikroskopijne mikroorganizmy. Za rok takich właśnie mikrobów (lub ich śladów) będzie szukał na Marsie łazik Mars Science Laboratory.

Być może jednak kierunek poszukiwań kosmitów jest całkowicie błędny. Tego zdania jest Paul Davies, amerykański astrofizyk szefujący projektowi BEYOND Center for Fundamental Concepts in Science. "Nie musimy odwiedzać innych planet, aby znaleźć obce formy życia" - twierdzi naukowiec. "Ono może być tuż przed naszym nosem. A nawet w nim".

Zdaniem Daviesa, życie niekoniecznie musiało wyewoluować tylko raz. Być może powstawało wielokrotnie, a przy tym niekoniecznie w kosmosie, tylko właśnie na Ziemi. Ci "ziemscy kosmici" nie zostali nigdy znalezieni z prostego powodu - nikt ich nie szukał. A konkretnie - nie szukał form życia, w którym jedna z podstawowych jego cegiełek (węgiel, wodór, tlen lub fosfor) została zastąpiona przez inny pierwiastek. Na przykład przez arsen, którego naturalnym źródłem są erupcje wulkanów i który występuje także w postaci związków chemicznych i minerałów w trudno dostępnych częściach naszej planety.

Według Daviesa, powinniśmy dokładniej rozejrzeć się wokół siebie. Przede wszystkim zaś spenetrować te obszary, które wydają nam się zbyt nieprzyjazne, aby cokolwiek mogło tam przetrwać. A więc pustynie, słone jeziora, głębiny morskie, gdzie ciśnienie jest tak duże, że woda może mieć temperaturę powyżej 100 stopni. Tam właśnie może istnieć, jak to nazwał astrofizyk, "życie w cieniu". "Moglibyśmy rozpocząć <misję na Ziemię>" - mówi Davies. "Jest cała masa miejsc, gdzie powinniśmy się rozejrzeć".

Jednym z nich może być Mono Lake - silnie zanieczyszczone jezioro w Kalifornii, w którym stężenie arsenu znacznie przekracza normy. "Stworzenia, których szukamy, niekoniecznie muszą być zbudowane z arsenu" - mówi Davies. "Wystarczy, że wykorzystują go do wytwarzania energii, a potem znów się go pozbywają" - dodaje. Nie wiadomo jednak, jak miałoby się to odbywać, choć pewne jest, że tego rodzaju mikroby miałyby zupełnie inną biochemię.

Może być jednak i tak, że nieznane formy życia wymieszane są ze znanymi nam organizmami. Wtedy odnalezienie ich wymagałoby gruntownego przefiltrowania np. wody morskiej. Odsiewając wszystko, co znamy, być może natrafilibyśmy również na coś nietypowego. Na przykład stworzenia zawierające wprawdzie DNA czy RNA, ale o lekko zmienionym kodzie genetycznym lub innej budowie aminokwasów.

"Osobiście jestem zainteresowany wykazaniem, że życie mogło powstać od zera więcej niż raz" - wyjaśnia naukowiec. "Gdyby udało się to stwierdzić, znaczyłoby to, że może się rodzić w kosmosie cały cza" - przekonuje.