Poszukiwania bozonu Higgsa, cząstki mającej wyjaśniać, czym jest masa, były sztandarowym zadaniem Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC) należącego do ośrodka naukowego CERN w Genewie. Niestety dziewięć dni po hucznym starcie we wrześniu zeszłego roku maszyna przestała działać. Usterka, początkowo wyglądająca na niezbyt poważną, wymaga kosztownych i długotrwałych prac naprawczych.

I tu pojawia się problem. Poszukiwaniem bozonu Higgsa zajmują się bowiem także inne ośrodki naukowe, w tym naukowcy zawiadujący amerykańskim akceleratorem Tevatron. Choć jego parametry nie mogą się równać z LHC, maszyna od dawna działa.

- Istnieje bardzo duża szansa, że odkryjemy boską cząsteczkę przed CERN - pochwalił się wczoraj Dmitri Denisov, szef ośrodka Fermilab w Illinois, gdzie pracuje Tevatron. - W tej chwili szanse są 50 na 50. - Wyścig się zaczął - potwierdził Lyn Evans, szef LHC. - Muszę przyznać, że Tevatron działa znacznie lepiej, niż przypuszczałem. Gromadzą dane jak szaleni - dodał smętnie.

Denisov poinformował, że w Tevatronie doszło już do ośmiu kolizji, w których pojawiły się ślady „boskiej cząsteczki”. Ciągle jednak nie udało się ostatecznie potwierdzić jej istnienia.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie, Wielki Zderzacz Hadronów zostanie uruchomiony we wrześniu. Na jego budowę wydano dotychczas 7 miliardów dolarów.