Być może nie byłoby w tym odkryciu nic szczególnie sensacyjnego gdyby nie fakt, że jest to dopiero czwarty odnaleziony fragment naszego dalekiego krewniaka, którego świat po raz pierwszy poznał w 2010 r. Cała nasza dotychczasowa wiedza o tym przedstawicielu rodzaju Homo pochodzi z małego palca dłoni (odnaleziono dosłownie jeden paliczek) i dwóch zębów.

Denisowianin był najbliższym poznanym nam krewniakiem neandertalczyka, który z kolei jest jednym z najlepiej poznanych przez nas wymarłych przedstawicieli rodzaju Homo. Spokrewnieni byli tak blisko, że początkowo naukowcy myśleli, że odkryte szczątki należą właśnie do neandertalczyka. Dopiero analiza fragmentów DNA ujawniła, że mamy do czynienia z nieznanym dotąd gatunkiem, który ze względu na miejsce odkrycia został nazwany "Człowiekiem z Denisowej Jaskini", lub po prostu denisowianinem.

Naukowcy podejrzewają, że tak jak neandertalczycy zajmowali tereny zachodniej Eurazji, tak denisowianie mogli być gatunkiem rozpowszechnionym we wschodniej jej części.

Świadczyć mogą o tym badania, które wskazują, że w przeciwieństwie do większości ludzi na całym globie, duża część populacji ludzkich zamieszkujących Azję Południową i Oceanię może być bliżej spokrewnionych z denisowianami niż z neandertalczykami.

Badania przeprowadzone przez prof. Svante Pääbo z Instytutu Maxa Plancka w Lipsku wskazują, że większość mieszkańców Ziemi, z wyjątkiem ludów Afryki Subsaharyjskiej, jest spokrewniona z neandertalczykami i mają z nim wspólne około 2 proc. genów.

Do dzisiaj denisowianie pozostają szczególnym przedstawicielem homininów - jedynym, o którym więcej dowiedzieliśmy się z badań genetycznych niż ze stanowisk archeologicznych.