W tej chwili na świecie istnieją tylko dwa takie stanowiska, jedno w Amerykańskiej Agencji Kosmicznej (NASA), a druga w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Jednak jedynym Funkcjonariuszem Ochrony Planety na świecie jest pełniąca to stanowisko od 2014 r. Cathrine Coloney. W związku z tym, że ostała ona przeniesiona do innej jednostki organizacyjnej wewnątrz NASA, pojawił się wakat.

Praca jest kosmiczna, więc i wymagania wobec kandydatów są nieziemskie. NASA oczekuje, że kandydat zgłaszający się do pracy na tym stanowisku będzie miał co najmniej roczne doświadczenie na najwyższych szczeblach służby cywilnej oraz będzie podsiadał rozbudowaną wiedzę z zakresu ochrony planetarnej. Wymagana jest też zaawansowana znajomość fizyki i matematyki.

Do obowiązków na tym stanowisku będzie należało dbanie o to, by na Ziemię nie dotarły żadne zanieczyszczenia organiczna z przestrzeni międzyplanetarnej. Jednak zgodnie ze stanem naszej wiedzy takie ryzyko jest właściwie minimalne. Dlatego też o wiele ważniejszą częścią pracy funkcjonariusza ochrony  będzie dbanie o to, byśmy to my Ziemianie nie zanieczyścili innych światów. Chodzi tu o bezzałogowe misje sond, które czasem zbliżają się do powierzchni planet i księżyców, a rzadziej na nich lądują. Trzeba je zawsze poddać inspekcji przed opuszczeniem naszej planety, byśmy przypadkiem nie zawlekli na inne ciała niebieskie ziemskich organizmów.

Dokumenty można składać do 14 sierpnia 2017 r. Wynagrodzenie przewidziane na tym stanowisku oscyluje w przeliczeniu między około 37, a 56 tys. zł miesięcznie. Wszystko brzmi bardzo ciekawie, niestety jest jeden dość ważny szczegół - ze względu na to, że praca ta wymaga dostępu do informacji niejawnych, ubiegać się o nią mogą jedynie obywatele USA.