Według Sykesa, mężczyźni będą chodzić po Ziemi jedynie przez najbliższe 125 tys. lat. Stopniowo, w miarę jak chromosom Y będzie się degenerował, liczba przedstawicie płci brzydkiej zacznie spadać. W końcu panowie znikną zupełnie.

Na szczęście nie oznacza to końca Homo sapiens. Brytyjski naukowiec jest bowiem przekonany (patrz wywiad obok), że do tego czasu nauczymy się rozmnażać bez męskiego materiału genetycznego.

Co doprowadzi do wymarcia mężczyzn? Według Sykesa winna jest temu genetyczna wojna płci, która rozpoczęła się 11 tys. lat temu. Bierze w niej udział dwóch graczy - DNA mitochondrialne i męski chromosom Y.

DNA mitochondrialne to 37 genów upakowanych ciasno w mitochondriach, niewielkich strukturach znajdujących się w każdej komórce naszego ciała. Wszyscy ludzie dziedziczą je wyłącznie po matce.

Kiedy dochodzi do spotkania komórki jajowej z plemnikiem, każde z nich ma swoje mitochondria. Jednak w trakcie zapłodnienia plemnik odrzuca witkę wraz z mitochondriami, dzięki czemu powstający zarodek zawiera jedynie mitochondrialne DNA jaja, czyli matki.

Drugi uczestnik wojny płci, chromosom Y, znajduje się w jądrze większości komórek organizmu mężczyzny. Odgrywa on niezwykłą rolę w biologii człowieka. To na jednym z jego ramion znajduje się gen SRY (sex determining region Y - decydujący o płci obszar Y). Według zawartego w nim przepisu powstaje białko, które uruchamia proces przemiany zarodka żeńskiego w męski (na początku bowiem wszystkie embriony są dziewczynkami).

W swej najnowszej książce Bryan Sykes sugeruje, że istotą wojny płci jest walką o dominację pomiędzy dziedziczonym w linii żeńskiej mitochondrialnym DNA a przekazywanym z ojca na syna DNA chromosomu Y.

Każdy z nich chce bowiem powielać się w jak największej liczbie kopii. Według prof. Sykesa ta wojna rozpętała się na dobre tuż po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej, czyli mniej więcej 11 tysięcy lat temu.

Do tego momentu przedstawiciele gatunku Homo sapiens prowadzili wędrowny tryb życia, przemieszczając się za stadami zwierząt lub w poszukiwaniu pożywnych owoców. W tym czasie odstęp pomiędzy narodzinami kolejnych dzieci większości z kobiet wynosił mniej więcej 4 lata. Tyle było trzeba, by maluch mógł na własnych nogach podążać za grupą.

Po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej doszło jednak do zmian, które naukowcy nazywają rewolucją neolityczną. Nasi przodkowie zaczęli uprawiać ziemię i hodować zwierzęta, budować stałe domostwa.

Przemiana ta miała niebagatelny wpływ na życie ludzi. Wtedy też w ich kulturze pojawiły się takie pojęcia jak własność, bogactwo i władza. Typowo męskie atrybuty. Oznaką zamożności stała się liczba posiadanych dzieci ("jesteśmy tak bogaci, że możemy je wszystkie wykarmić").

W ten sposób kobiety zostały zamienione w chodzące inkubatory. A więcej dzieci płodzonych przez mężczyzn oznaczało, że chromosom Y zaczął się powielać w większej liczbie kopii. I mógł konkurować z DNA mitochondrialnym.

Początkowo nic nie zapowiadało klęski chromosomów Y. Niektóre z nich odniosły wielki ewolucyjny sukces. Na

przykład obecnie na świecie żyje mniej więcej 16 milionów potomków Czyngis-chana, mongolskiego władcy z przełomu XII i XIII wieku. Jak się to stało? Z licznymi żonami, konkubinami i niewolnicami miał on wielu synów. Synowie władcy, z uwagi na swoją pozycję, też mieli wiele dzieci, z których część była na pewno chłopcami. W ten sposób pochodzący bezpośrednio od Czyngis-chana chromosom Y z pokolenia na pokolenie rozprzestrzeniał się wśród rozmaitych ludów.

Jak twierdzi prof. Sykes, istnieją "samolubne chromosomy Y", które są w stanie zakłócić normalną równowagę pomiędzy liczbą rodzących się w danej rodzinie chłopców i dziewczynek. Ponieważ dla Y przedstawicielki płci żeńskiej są zupełnie bezwartościowe (bo go nie dziedziczą), będzie on dążył do ich całkowitego wyeliminowania.

Teoria ta pokrywa się z tym, co każdy z nas miał okazję zaobserwować wśród znajomych - są takie stadła, w których rodzą się tylko chłopcy. Tendencja ta może być dziedziczna. W swej książce prof. Sykes przytacza opowieść o rodzie zegarmistrzów, gdzie od 1605 roku urodziło się 35 dzieci, w tym 33 przedstawicieli płci męskiej i tylko dwie dziewczynki.

Ale może być odwrotnie. Podstępne działanie chromosomu Y zniweluje mitochondrialne DNA. W 1947 roku we francuskim mieście Nancy pewien lekarz odkrył rodzinę, w której w dziewięciu ostatnich pokoleniach na świat przyszło 78 dziewczynek i ani jeden chłopak. Statystycznie rzecz ujmując, jest to wręcz nieprawdopodobne. Prof. Sykes sądzi, że w jakiś sposób organizmy tych kobiet nie dopuszczały do urodzenia się potomka płci męskiej.

Według brytyjskiego uczonego wojna płci rozgrywająca się pomiędzy mitochondrialnym DNA a Y może być nawet przyczyną męskiego homoseksualizmu. Mitochondrialne DNA podstępnie, ponieważ nie zdołało zapobiec urodzeniu się chłopca, stara się zablokować przekazanie jego Y dalej, czyniąc z niego po prostu geja.

Jak konkluduje jednak z pewnym smutkiem prof. Sykes (zapewne dlatego, że sam jest mężczyzną), wojna płci jest przez chromosom Y już przegrana. Stworzona przez ambitnych facetów cywilizacja wyprodukowała dziesiątki różnego rodzaju chemikaliów, które wpływają na jakość męskiego nasienia. Na dodatek Y jest cmentarzyskiem popsutych genów, przez co umiera i za jakieś 125 tysięcy lat ulegnie zagładzie.

Świat bez mężczyzn będzie spokojnym miejscem

ANNA PIOTROWSKA, MAŁGORZATA MINTA: Jak będzie wyglądał świat bez mężczyzn? BRYAN SYKES*: Gdyby naszą cywilizację tworzyła tylko jedna płeć - kobiety, to zniknąłby szaleńczy pęd ku bogaceniu się. W efekcie byłoby mniej krwawych wojen. Moim zdaniem opinia, że to panowie są bardziej agresywną i chciwą częścią naszego gatunku, nie jest tylko stereotypem. Takie cechy płci brzydkiej wynikają po części z biologii.

Kobiety produkują tylko jedną komórkę jajową miesięcznie, a mężczyźni - tysiące plemników każdego dnia. I dlatego to mężczyźni oraz samce w ogóle nieustannie rywalizują ze sobą o samice. To oni zajmują się gromadzeniem dóbr - a wszystko po to, by zwiększyć swoje szanse na związek z kobietą. Wydaje się, że nadal najlepszym sposobem na zdobycie zainteresowania wielu pań jest posiadanie ogromnych ilości pieniędzy i demonstrowanie swojego bogactwa.

Stąd biorą się złote Roleksy na nadgarstkach i czerwone Ferrari na chodniku?
Tak. Tylko że niestety ludzka chciwość ma swoje granice. Stanowią je zasoby naszej planety, których ilość jest z góry określona. I to właśnie o nie mężczyźni toczą wojny. Brak płci brzydszej oznaczałby, że na świecie zrobiłoby się o wiele spokojniej. A nasza planeta przetrwałaby o wiele dłużej.

Ale gdyby gatunek Homo sapiens stanowiła tylko jedna płeć, czy nadal bylibyśmy ludźmi? Zdecydowanie tak. Co prawda zmieniłoby się wiele aspektów naszej kultury oraz codziennego życia, jednak z genetycznego punktu widzenia po ziemi nadal chodziłby człowiek. Nadal istniałyby wszystkie geny niezbędne do życia - zabrakłoby tylko chromosomu Y.

Jak wówczas kobiety by się rozmnażały?
Być może nauczymy się wstrzykiwać do komórki jajowej DNA nie plemnika (to już potrafimy zrobić), ale innego jajeczka. A wtedy ludzie mogliby się rozmnażać, nawet gdyby nie było już mężczyzn - kobiety miałyby córki, one swoje córki i tak dalej. I co najważniejsze, tak poczęte dzieci byłyby zupełnie normalnymi, zdrowymi dziewczynkami.

Jednak do tego etapu jest chyba daleko?
Wprost przeciwnie. Biotechnologia rozwija się ostatnio bardzo szybko. Japończykom udało się na przykład wstrzyknąć do komórki jajowej myszy jądro pochodzące z innego mysiego jajeczka. Podhodowaną w laboratorium zygotę (początkowe stadium zarodka) wszczepiono do macicy myszy i po jakimś czasie na świat przyszła zupełnie zdrowa młoda myszka - samiczka. Potem tę mysz skrzyżowano z samcem i na świat przyszły zdrowe młode. Narodzona samica była zupełnie normalna - z wyjątkiem tego, że nie miała ojca, a jedynie dwie matki. Moim zdaniem podobna technika rozmnażania wejdzie do użytku, jeszcze nim dojdzie do "wymierania“ mężczyzn.

A czy jest możliwe, by w przyszłości z powierzchni naszej planety zniknął cały rodzaj męski - nie tylko mężczyźni, ale też samce innych zwierząt?
Z powodu degeneracji chromosomu Y już wymarło wiele ssaków. Tu zresztą warto wspomnieć o małych gryzoniach nazywanych ślepcami, które żyją na Syberii. U tych zwierząt doszło do całkowitego zaniku chromosomu Y, a mimo to nadal istnieją samce i samice ślepców.

Samce bez chromosomu Y? Jak to możliwe?
Po prostu ważne geny, które pierwotnie znajdowały się na igreku, przeskoczyły na inne, bardziej odporne na degradacje chromosomy. Gdyby do tego nie doszło, ślepce by wyginęły. A dzięki transferowi genów na inne chromosomy udało im się uniknąć zagłady. To samo mogłoby się stać w przypadku mężczyzn.

Mimo wszystko nadal trudno nam uwierzyć, że mężczyźni mogą tak po prostu wymrzeć.
Cóż, to tylko jedna z prognoz. Jednak moje przewidywania co do nieuchronnego kresu płci brzydkiej nie są bezpodstawne. Wskazują na to dwie przesłanki. Po pierwsze bohater mojej książki - chromosom Y - w toku ewolucji bardzo się zmienił. Na początku wyglądał tak samo jak chromosom X, czyli zawierał tysiące różnych genów. Z biegiem czasu Y tracił te geny - dzisiaj zostało mu ich jedynie kilkadziesiąt. To naprawdę mało!

Po drugie budowa chromosomu Y sprawia, że jest on bardzo podatny na mutacje. Jako chromosom męski Y jest obecny w męskich komórkach płciowych - plemnikach. Te komórki dzielą się i namnażają bardzo szybko oraz często. I tak materiał genetyczny w plemnikach mężczyzny, który ma 60 lat, uległ podziałowi już ok. 1000 razy.

Ale żeński materiał genetyczny też może podlegać mutacjom.
Tak, jednak w porównaniu z tym, co dzieje się z plemnikami, życie jajników oraz komórek jajowych wydaje się wyjątkowo spokojne. Wystarczy zauważyć, że linia komórek, z której powstają żeńskie jajeczka, podlega w ciągu życia kobiety jedynie 24 podziałom. Ponadto chromosom Y jest samotnikiem i nie ma okazji do wymiany genów. A więc nie ma jak pozbyć się nabytych mutacji. W efekcie chromosom Y kiedyś w ogóle przestanie się pojawiać.

Kiedy to mogłoby nastąpić?
Różni naukowcy są różnego zdania. Ja swoje prognozy oparłem na założeniu, że w każdym pokoleniu 1 proc. mężczyzn doświadczy mutacji chromosomu Y, która zmniejszy ich płodność o 10 proc. Gdy przyjmiemy takie dane, to okaże się, że chromosom Y zniknie w ciągu 125 tys. lat. A wraz z nim mężczyźni.

*Prof. Bryan Sykes jest genetykiem, wykładowcą University of Oxford. Jako pierwszy przedstawił sposób pozyskiwania DNA ze starych kości ("Nature", 1989 r.). Był zaangażowany w badania DNA "człowieka lodu" - Otziego, Człowieka z Cheddar oraz członków rodziny Romanowów. Jest założycielem oraz kierownikiem firmy „Oxford Ancestors" wykorzystującej DNA do badań genealogicznych oraz autorem książki „Siedem matek Europy", która przyniosła mu światowy rozgłos