Naukowcy mają fragmenty materiału genetycznego, który przybył do nas spoza Ziemi. Jakby tego było mało, dowody te leżały na wyciągnięcie ręki przez blisko czterdzieści lat. Pozostałości prymitywnego życia spadły na Australię w meteorycie Murchison w 1969 roku.

Naukowcy pod przewodnictwem doktor Zity Martins z Imperial College w Londynie znaleźli w kawałku kosmicznej skały molekuły uracylu i ksantyny, czyli prekursorów kwasów rybonukleinowych DNA i RNA. Choć brzmi to niezrozumiale dla zwykłego zjadacza chleba, to odkrycie w dużym skrócie oznacza, że na Ziemię przyleciały dowody na życie pozaziemskie.

Badacze rzetelnie sprawdzili materiał pod względem pochodzenia - czy pochodzi z kosmosu, czy też został zanieczyszczony po upadku na Ziemię. I nie mają już wątpliwości - poza naszą planetą były lub nawet jeszcze istnieją prymitywne formy życia. Testy wykazały, że molekuły z meteorytu zawierają węgiel, który mógł uformować się wyłącznie w kosmosie. "Materiały powstałe na Ziemi zawierają lżejsze formy węgla" - czytamy w serwisie EurekAlert.

Szczątki materiału genetycznego z meteorytu Murchison potwierdzają też tezę, że życie na Ziemię przybyło z kosmosu - cieszą się badacze.